FANDOM


Dark Arts - (pl. Ciemne Moce) pierwsza część trylogii Angel of Darkness wymyślona przez NickieID. Historia opowiada o pół jeżu, pół czarownicy Lex Crystalis oraz jej historię na tle plemienia z planety Tavana.

Prolog Edytuj

   Czy zdarzyło się wam kiedykolwiek, że jesteście degradowani społecznie przez swoją znajomość z kimś, kogo kochacie? Nie? Rozumiem. Powiem wam może coś, co trochę wam to przybliży. Na początek... nazywam się Crystalia. Pochodzę z niezbyt znanego plemienia czarodziejów. Są to podobne do ludzi istoty, potrafiące posługiwać się magią. Jednak zupełnie inną niż taką jaką znają Ziemianie czy Mobianie. Dlaczego akurat je wymieniłam? Bo właśnie od tego wszystko się zaczęło...
   Mniej więcej pięć tysięcy lat temu na tron wstąpiła nowa królowa czarodziejów. Od początku wszyscy wiedzie, że będzie to oznaczać zupełnie co innego niż dotychczas. Ale przekonać się o tym... mieli znacznie później. Jako iż w społeczeństwie nie oznaczałam się niczym złym, co mogłoby ściągnąć złą uwagę królowej. Miałam jednak burzliwa przeszłość... Nawet nie pamiętam, dlaczego królowa zdecydowała się mnie postawić na stanowisku doradcy. Nie wiem do tej pory. Ale to właśnie to właśnie dzięki temu stało się to, co miało się stać.
Jest rok ok. 2000. Mogę się mylić, albowiem straciłam rachubę czasu. Tavana zaczyna podupadać, gdyż cała planeta cierpi głód i niedolę. Naród czarodziejów powoli nikł i gasł na oczach królowej. Natomiast my, doradcy, usiłowaliśmy znaleźć sposób, by pomóc ginącemu narodowi. Ale było wiadomo z góry, że niewiele możemy. Jednakże... to nastąpiło już niedługo potem... przerosło nasze najśmielsze oczekiwania.
   Na Tavanie stanęli przybysze z Mobius. Żadne z nas nie miało pojęcia, dlaczego tu są ani w jakim celu. Ale widać było, że mają lepszą sytuację niż ktokolwiek z nas mógł sobie wyobrazić. Mimo początkowej niechęci poprosiłam królową, by mogła zaufać nowo przybyłym, gdyż mogliby pomóc nam zmienić nasz naród. Królowa na szczęście na to przystaje... ale nie wie wszystkiego.
   Wśród przybyszów był ktoś, kto sprawił, że o nikim innym nie potrafiłam myśleć. Gdy zobaczyłam go po raz pierwszy nie byłam w stanie rejestrować upływ czasu. Wszystko woków zdawało się tracić na znaczeniu, kiedy i on spojrzał mi w oczy. Nie mam pojęcia ile czasu zajęło nam samo patrzenie na siebie, ale wiem, że jednocześnie dużo, jak i bardzo mało. Tak było przynajmniej dla mnie. Jednak w końcu królowa zmusiła mnie do bardziej wytężonej pracy. Mobianie zostali na naszej planecie kilka miesięcy. Znacznie pomogli naszemu narodowi. Ja natomiast każdą wolną chwilę przeznaczałam dla nowo poznanego jeża. Nawet pomimo świadomości, że zakochałam się w niewłaściwej osobie. Lecz nadszedł dzień, który zmienił wszystko.
   Kiedy miał minąć już rok od przybycia Mobian dowiedziałam się czegoś, co wzbudziło moje szczęście, ale również i strach - że niedługo zostanę matką. Czy wyobrazicie sobie, że gdybym byłam jedną z nich zamiast czarownicą, to czy byłoby inaczej? To możliwe, ale nie byłam jedną z nich. Nie mam pojęcia, kto mógł wykazać się taką przebiegłością, ale królowa dowiedziała się, co zrobiłam. Nic nie może opisać gniewu jaki nią zawładnął. Uważała mnie za zdrajcę narodu czarodziejskiego. Niemal natychmiast zarządziła wymordowanie wszystkich Mobian. Natomiast ci, którzy przeżyli, zostali wypędzeni, a wraz z nimi mój najmilszy. Co się stało ze mną zapytacie? Wyrzucono mnie z pałacu. Musiałam sobie radzić sama. Całe szczęście udało mi się znaleźć schronienie na drugim końcu Tavany, gdzie byli tacy czarodzieje, którzy nie zgadzali się z postępowaniem królowej. Dali mi wszystko. Ja sama nauczyłam się żyć pośród ludzi prostych i zostawił za sobą przeszłość w pałacu. Kilkanaście tygodni później na świat przyszła moja mała córeczka - Lex. Lex Crystalis. Miałam nadzieję, że teraz będę żyła lepiej niż kiedykolwiek, a może jeszcze kiedyś polecę na Mobius znaleźć ojca mojej córki. Kiedyś...
   Nie minął nawet tydzień, kiedy na dworze królewskim Wielka Wyrocznia wypowiedziała te słowa:
20px-Cudzy1.png Nadejdzie dzień, kiedy dziecię pokroju czarodziejów i istot innego świata stanie przed Mroczną Bramą Losu i wtedy kiedy magia i chęć zemsty połączą się, by utworzyć istotę zdolną zmieść cały Wszechświat za jednym machnięciem skrzydłami upadłego anioła. Istotą tą będzie Anioł Ciemności... 20px-Cudzy2.png

Zapewne domyślacie się, kto przykuwa uwagę królowej. Ja... i Lex...

   Nie mogłam do tego dopuścić. Wiedziałam, że to tylko kwestia czasu, zanim strażnicy z pałacu przyjdą po nas. Był jeden ratunek, ale jego sukces graniczył z cudem...
   Razem z moimi nowymi przyjaciółmi, zakradliśmy się do jednego z najpilniej strzeżonych skarbców, gdzie przetrzymywano statki kosmiczne zrabowane podczas rzezi Mobian. Pomimo niebezpieczeństwa i bliskiej porażki, udało nam się uciec. Cel naszej ucieczki był jeden - Mobius. Wiedziałam, że tylko tam moja córka znajdzie bezpieczne schronienie.
   Kiedy dotarliśmy, natychmiast rozpoczęłam poszukiwania ojca Lex. Na szczęście, do dziś nie wiem jak, udało mi się go znaleźć. Raczej... to znalazł mnie. Poprosiłam go, by mógł zająć się Lex tak długo, jak tylko by mógł. Zgodził się bez wachania. Mnie spotkał znacznie gorszy los - czarodzieje porwali mnie na swoją planetę, na której tkwię do dzisiaj.
   Lex była wychowywana przez swojego ojca przez kilkadziesiąt lat. Był on jednak świadomy, że linia życia czarodziejów jest znacznie dłuższa od wszelkich innych stworzeń. Dlatego, kiedy przyszedł czas, oddał Lex do sierocińca. Wiem, że niemalże nikt nie chce tam przebywać, jednak nie mam jak go za to winić. Sam umarł jeszcze tej samej nocy... w całkowitym zapomnieniu.
  Lex spędziła w sierocińcu trzy, długie stulecia. Jeżeli się zastanawiacie, dlaczego nikt jej nie adoptował, to powiem tylko - nie wiem. Może był taki zamiar, ale ze względu na swoją długowieczność Lex zawsze wracała do sierocińca? A może nikt nie chciał mieć przy sobie dziecka pochodzenia tak pechowego? Jednakże... po tak długim czasie w końcu musi nadejść chwila, gdy ma się już dość... Lex pewnej nocy... zniknęła. Po prostu uciekła. I pomimo poszukiwań, nigdy nie odnaleziono. Taka jest prawda o czarodziejach... jeśli nie chcą być znalezieni, to nie można ich znaleźć. A jeśli chcą, zawsze się odnajdują...

Rozdział 1. TajemniczaEdytuj

   Znów to samo! Eggman po raz kolejny sterroryzował całą wioskę i o mały włos do doszło do katastrofy! Do czego to doszło, żeby tak dzień w dzień być skazanym na veni, vidi, vici. Jakkolwiek to brzmi.
   - Dlaczego... za każdym razem jak próbuję sobie grzecznie przejąć władzę, na drodze musi stanął mi niebieski jeż i jego banda dziwolągów?! - powiedział Eggman po kolejnej nieudanej próbie powstrzymania Team Sonic
   - Pewnie dlatego - odpowiedziała mu Amy - że niemal w ogóle brakuje ci... grzeczności.
   - Po pierwsze, to było pytanie retoryczne. Po drugie, jeszcze nawet dobrze nie zacząłem!
   Po tych słowach wyciągnął dziwnego pilota, który pilota w ogóle nie przypominał. Był wielkości sporych rozmiarów blatu stolika do kawy, na na nim widniało kilka tysięcy przycisków o niewiadomym przeznaczeniu. Takie coś się chyba nazywa centralą zdalnego sterowania samolotu odrzutowego.
   - Jeśli jeszcze was nie przedstawiłem, to proszę! - zakrzyknął Eggman i wcisnął któryś z przycisków.
Sekundę później zza budynków wyszedł wieli robot rozmiarów dużego domu. Maszyna była czarna i wyglądała jak wielki, krwiożerczy potwór. Sonic oczywiście się tym nie przejął.
   - Takie coś było dobre w przedszkolu - powiedział i jednym szybki ruchem powalił robota na ziemię. - I tak to się powinno robić.
   - Eeee... chyba zawieszenie nie podziałało jak należy... heh heh... - Eggman zaczął się bać. Spróbował się wycofać, jednak Sonic natychmiast ruszył za nim w pościg.
   - Wy możecie wracać, należycie się tym zajmę! - zakrzyknął do przyjaciół i pobiegł za uciekającym Eggmanem.
   Była to bardzo długa pogoń. Wszystko wskazywało na to, że żaden nie zamierza się poddać. A słońce zachodziło...
   Wreszcie, po zmroku, obaj dotarli do Ciemnej Puszczy, do której żadna rozsądna istota by nigdy nie weszła. Kiedy Eggman wleciał do niej, nawet nie zwalniając, Sonic i tak na chwilę się zatrzymał tuż przed wejściem do ciemnego korytarza drzew i krzaków.
   - Ciemna Puszcza... Z tego, co wiem nie powinienem tam wchodzić. Ale... - pokręcił głową - kto by się przejmował taką stertą gałązek?! - szybko wbiegł w ciemną zasłonę roślin.
   Po kilkunastu minutach Sonic musiał niestety przyznać dwie rzeczy - że nie znajdzie Eggmana oraz, że sam się zgubił.
   - Świetnie! Teraz po całym dniu biegania bez sensu, mam tylko przed sobą czarną przestrzeń i absolutnie nikogo do pomocy... Co ja gadam?! - zreflektował się - Dam sobie radę sam. Pomyślmy... - powoli zaczął iść w nieokreślonym kierunku, intensywnie myśląc - Skoro biegłem stamtąd, to teraz mam iść tamtędy... nie nie nie! Tam... chyba... eee... a może jednak w drugą stronę? Nie!  Na pewno w poprzednią, ale...
   Nie dokończył, gdyż po chwili usłyszał coś, co sprawiło, że serce na moment przestało mu bić.
W powietrzu, z nieokreślonego źródła, cicho, ale doskonale słyszalnie rozprzestrzeniał się czyjś głos. Nie był to jednak zwykły głos. Był to najpiękniejszy i jednocześnie najstraszniejszy śpiew, jaki Sonic kiedykolwiek słyszał. Poczuł chęć, by iść za tym głosem oraz dziwną ochotę, by zatkać uszy. W końcu wybrał to pierwsze.
   Po kilkunastu krokach głos nasilił się. Sonic wiedział, że idzie w dobrym kierunku, ale coś w głębi duszy mówiło mu, wręcz krzyczało, by zawrócił. Starał się jednak to ignorować. W końcu zobaczył przed sobą jak liście odsłaniają niewielką polankę, na środku której mieściło się jakieś jezioro. Nad nią świecił srebrzysty księżyc. Z boku widoczne były jakieś niewysokie klify, sięgające ponad korony drzew. A na nich, na tle tarczy księżyca stała jakaś dziwna postać...
   Z daleka nie można było określić, jako jest to postać, jednak Sonic wiedział jedno - musiała być to dziewczyna, gdyż tylko dziewczyny potrafią pięknie śpiewać... ale żeby aż tak? Postać miała też długie, związane ciemne włosy oraz długą pelerynę. Nie rozpoznał w niej Sonic nikogo. Kim ona była?
   Dziewczyna znów zaczęła śpiewać, a Sonic przez chwilę miała wrażenie, że czas się zatrzymał. Jej głos był anielski! Przy nim aż kamienie pękały same z siebie, drzewa się przemieszczały, a tafla wody w jeziorze poruszała się. Dopiero po chwili Sonic zorientował się, że to się dzieje naprawdę! Kamienie obok niego naprawdę pękały, drzewa zmieniały swoje miejsca, a tafla wody w jeziorze to unosiła się, to opadała. Sonic odnósł wrażenie, że jezioro oddycha. A on sam nabrał ochoty, by wstrzymać nagle oddech i tak już pozostać na zawsze. Nie zrobił tego.
   Zamiast tego spróbował podejść bliżej, by przyjrzeć się tej tajemniczej istocie. Niestety przez nieuwagę nastąpił na suchą gałązkę, która z donośnym trzaskiem pękła na dwie części. W tej samej chwili, tajemnicza dziewczyna obróciła się w jego kierunku. Przez sekundę patrzyła na niego, a potem bez wahania zaczęła uciekać.
   - Nie! - krzyknął Sonic i rzucił się za nią w pogoń.
   Zdołał zauważyć uciekającą dziewczynę i zebrał w sobie wszystkie siły, by ją dogonić. Ta jednak nadal trzymała się sto metrów od niego i jeszcze się oddalała. Sonic pomyślał przez chwilę, że albo coś go spowalnia, albo ją przyśpiesza.
   Co jakiś czas dziewczyna oglądał się za siebie. Za którymś razem cisnęła w Sonica jakąś wiązką energii, która łudząco przypominała mu Włócznię Chaosu. Sonic jednak wiedział, że to coś innego. Coś, czego jeszcze nigdy nie widział.
   - Zaczekaj! - spróbował ją zawołać - Chcę tylko...
   Znowu nie udało mu się skończyć. Tym razem nieznajoma wpadła z hukiem do jakiejś laserowej klatki, którą Sonic rozpoznał natychmiast. I osoba, której się spodziewał, pojawiła się po chwili.
   - No proszę, proszę! - zawołał entuzjastycznie Eggman - Chciałem złapać dziką zwierzynę, a wpadła mi tajemnicza istota! Chyba mam szczęśliwy dzień!
   - Nie tak szybko, Jajogłowy! - krzyknął Sonic i spróbował zaatakować. Eggman jednak był na to przygotowany i strzelił w niego laserem. Tamten gdzieś poleciał.
   - Żal mi cię tu tak zostawiać, Sonic. Ale muszę najpierw się dowiedzieć, co złowiłem.
   - Nie ma mowy! - zakrzyknął Sonic, pojawiając się nagle znikąd.
   Obaj zaczęli zacięcie walczyć, jednak mieli wyrównane szanse. W tym samym czasie tajemnicza dziewczyna siedziała w laserowej klatce i przyglądała się walce. Zaczęła się zastanawiać, komu powinna zaufać. Wszak ten niebieski jeż tylko słuchał jej śpiewu. A ten drugi... ktoś, złapał ją do... czegoś. Co to jest? Spróbowała dotknąć jednej wiązki lasera, ale poczuła nagle ostry ból. Gdy szybko cofnęła rękę, zobaczyła spore oparzenie. To dało jej pewność.
   - Libera me de laqueo, quoniam non resisto. Poena mali - powiedziała cicho, a z jej oczu wydobył się ciemnofioletowy dym. W tej samej chwili klatka eksplodowała fioletowym dymem i rozleciała się na drobne części. Siła wybuchu zwaliła Sonica z nóg i cisnęła w najbliższe krzaki. Eggman natomiast poleciał daleko poza Puszczę i zniknął im z oczu.
   Dziewczyna nadal klęczała w tym samym miejscu, co została złapana. Sonic spróbował wyjść z krzaków. Kiedy mu się to udało, spojrzał na dziewczynę i podszedł do niej cicho.
   - Eee... nie chciałem ciebie... przestraszyć - zaczął niepewnie.
   - To nie twoja wina. Wina niczyja - powiedziała dziewczyna bezbarwnym tonem.
   - Kim... jesteś? I co przed chwilą zrobiłaś?
   Dziewczyna przed dłuższa chwilę milczała.
   - Jestem... zwyczajna. Ale tylko, jeśli spojrzysz dostatecznie uważnie, by dostrzec... największe obawy.
   Sonic nie miał pojęcia o czym ona mówi. Ta jednak kontynuowała:
   - Jeżeli chcesz wiedzieć, co właśnie zrobiłam, to powiem jedynie - nie zasługujesz na to, by się dowiedzieć. A słuchanie mojego głosu przez kogoś takiego jak ty, może doprowadzić do obłędu.
   - Chyba wiem, co masz na myśli - przytaknął Sonic. - W pewnej chwili miałem ochotę wskoczyć do jeziora i już z niego nie wychodzić... heh heh... - zachichotał i niemal natychmiast tego pożałował. - Ale... jak się... nazywasz?
   Znowu cisza.
   - Imię nie jest najważniejsze. Kiedyś obchodziliśmy się bez nich. Ale jeśli ci zależy... - spojrzała mu prosto w oczy i Sonicowi wpadł w oko jeden, mały szczegół - ta dziewczyna miała ludzki nos! - ...na imię mi Lex. Lex Crystalis.
   Sonic przez chwilę się jej przyglądał. Ta w końcu wstała. Była jego wzrostu. Sonic odniósł jednak wrażenie, że gdyby nie jej wysokie buty, byłaby chyba o głowę niższa od niego.
   - Posłuchaj... Lex... tu nie jest bezpiecznie. Mogę znaleźć ci schronienie.
   - Wierz lub nie, ale najbezpieczniejsze miejsce dla mnie jest tu.
   - Ale... chciałbym, żebyś znowu...
   Po raz kolejny nie udaje mu się dokończyć, gdyż słyszą czyjeś kroki. Lex, przestraszona, już chce uciec, jednak Sonic ją powstrzymuje.
   - Sonic, tu jesteś! - usłyszał znajomy głos. Była to Amy. Za nią biegli Tails, Knuckles i Sticks. - Już się martwiliśmy, że... - Amy nagle hamuje, gdyż spostrzega, że Sonic ma towarzyszkę. Lex powoli się cofnęła.
   - Ach, no tak! - zakrzyknął Sonic - Pozwólcie, że wam przedstawię...
   - Nie mówiłeś, że jest tu jeszcze ktoś... - Lex załamała głos.
   - Nie ma co się martwić! To moi przyjaciele. Amy, Tails, Knuckles i Sticks! Moi drodzy, poznajcie Lex!
   Wszyscy wpatrywali się w dziewczyną jakby oglądali jakąś ciekawą osobliwość.
   - Skąd się tu wzięła? - zapytał Tails.
   - Świetne pytanie! Zaraz opowiem! - zawołał ze śmiechem Sonic
   - Nie! Czekaj... - chciała zawołać Lex, ale Sonic już gadał jak najęty:
   - Ganiałem wszędzie za Eggmanem. A tu nagle! Słyszę! Jakiś głos! Ale naprawdę cudowny! Jak zobaczyła, chciała uciec, ale nagle złapał ją Eggman w laserową klatkę. I wierzcie mi lub nie, ale ona rozwaliła ją jakąś eksplozją za jednym zamachem!
   - Nie ma o czym mówić... - powiedziała cicho Lex.
   - Nie słuchajcie jej! To było genialne!
   - Jak wysadzanie może być genialne?
   - Niespodzianka, jednak można! - krzyknął Sonic, aż Lex się wystraszyła - Musisz z nami iść! Koniecznie! Zobaczycie jak nieźle wymiata!
Wszystko wskazywało na to, że ta historia bardziej wszystkich zaskoczyła niż podekscytowała.
   - Jeżeli to prawda - zaczął Knuckles - to chcę to zobaczyć!
   - To ja też! - dodała Sticks
   - I ja! - zawołał Tails
   - No dobrze. Ja także. - zakończyła Amy
   - Co ty na to Lex? - zapytał entuzjastycznie Sonic - Pokażesz nam jak dajesz czadu?
   - Nie wiem, co to znaczy... - głos Lex znów się załamał.
   - Wszystko ci wyjaśnimy - odpowiedział lekko zaskoczony Sonic - To jak?
   - No nie wiem... chyba nie powinnam... - spojrzała na wszystkich. Ich wzrok ją wykończył - No... niech będzie...
   - Super! - zakrzyknął Sonic - Jeszcze mi za to podziękujecie! A teraz... stąd wyjdźmy.
   - Wiem dokąd iść - powiedziała Lex i zaczęła iść przodem. - Chodźcie. Nie jest dobrze zgubić się na przyjaznej ścieżce w nieprzyjaznym lesie.

Rozdział 2. ZadziornaEdytuj

   Było już sporo po północy, a Eggman nadal nie wrócił z kolejnej walki z Soniciem. Orbot i Cubot zacęli sie powoli zastanawiać, czy coś poszło nie tak.
   - Może powinniśmy do nich pójść? - zapytał Cubot swojego towarzysza.
   - Emm... może poczekamy... jeszcze pięć... - nie dokończył Orbot, gdyż rozległ się dzwięk jakby tłyczonego szkła i rozrywanego metalu. Cała baza aż się zatrzęsła jakby właśnie miało miejsce jakieś wyjątkowo silne trzęsienie ziemi.
   Oba roboty po kilkunastu sekundach stania w miejscu i nieruszania się, pobiegły w miejsce, skąd wydobył się hałas. Na miejscu zobaczyli Dr. Eggmana obok swojej wyjątkowo uszkodzonej "maszynie latającej". W suficie nad nimi widniała ogromna dziura, która dymiła lekko na fioletowo.
   - Dr. Eggman?! - krzykneły oba roboty. - Jak się pan tu znalazł?!
   Ten przez dłuższą milczał wpatrzony w unoszący się tu i ówdzie dziwny, nienaturalny dym.
   - Muszę jak najszybciej znaleźć informacje na temat TEGO! - wskazał na jakąś ciemnofioletową maź na jednym z rozwalonych kawałków sufitu - Wy macie to posprzątać!
   Już po dwóch minutach Eggman siedział przy swojej bazie danych. Jednak po półgodzinie musiał przyznać, że nic nie znajdzie na temat tajemniczych dziewczyn, rzucających dymiącą na fioletowo, fioletową mazią i rozwalających jego pułapki.
   - Jeśli chcesz się czegoś dowiedzieć, musisz zapytać eksperta - powiedział jakiś kobiecy głos.
   Eggman mimowolnie odwrócił się w kierunku źródła głosu. Na środku korytarza, zupełnie znikąd zmaterializowała się jakaś dziwna kobieca postać. Miała długie, kręcone włosy w kolorze smoły. Miała ciemnobrązowe futro, tylko jej ręce były w kolorze skóry. Nad włosami wyrastała para jeżych uszu. Ubranie miała dosyć przeciętne. Ale najstraszniejsze były jej niebieskie oczy - jej wzrok paralizował gorzej niż jad kobry.
   - Ale... że... jak? - tylko tyle Eggman zdołał z siebie wydobyć
   - Dobrze słyszałeś. Jeśli chcesz się dowiedzieć, należy zapyatć eksperta. I tak się składa, że mogę się przydać! - odpowiedziała nieznajoma. - Na początek wiedz, że ty i twój niebieski pseudoprzyjaciel pakujecie w kłopoty. On, bo gada z Lex, a ty, bo gadasz ze mną.
   - Znasz tę dziewczynę? Skąd wiesz jak ma na imię?
   - Ona mnie raczej nie kojarzy, ale ja ją znam. I muszę powiedzieć, że nawet się dobrze składa, że akurat ty tam byłeś. I ten szybki laluś.
   - Eeee... dlaczego?
   - Ano dlatego... że oboje macie ze sobą na pieńku nie od parady. I teraz mógłbyś mi pomóc w pewnej sprawie, a ja pomogę ci wygrać tę grę, w którą ty i Sonic gracie od... jakiegos czasu.
   - O! - Eggmanowi zaczęło się podobać to, co mówi tajemnicza dziewczyna. - Czyli ty też chcesz pokonać Sonica?
   - On mnie obchodzi tyle, co ziemski śnieg - warknęła. - Chodzi tylko o jedno. O chęć dopalenia Crystalis.
   - A... ha - powiedział Eggman. Kiedy nastrój tamtej nagle się zmienił, wokoło aż huczało od dziwnej atmosfery, którą ona od siebie emanowała.
   - Na początek przybliżę ci troszeczkę to dziwne zjawisko, które miałeś okazję dzisiaj podziwiać - to mówiąc, uniosła lekko rękę, która zaczęła płonąć jakby błękitnym dymem, a jej oczy również wyglądały, jakby się paliły na błękitno. Eggman aż się cofnął. Akurat właśnie wrócili Orbot i Cubot i oboje stanęli jak wryci. - Patrz i podziwiaj... magię czarodziejów! - powiedziała dziewczyna, a jej głos brzmiał jakby mówiła przez wzmaczniacz na dnie głębokiej studni. Zacisnęła pięść i dym zniknął.
   - A... ale... jak... ty...
   - Trudne to nie jest. Cały sęk polega na tym, że Lex, którą dziś złapałeś (a raczej próbowałaś złapać) też tak potrafi. Może nie do końca to, co ja, ale nadal bardzo wiele.
   - Więc...?
   - Więc ja i Lex jesteśmy czarownicami!
   Eggman był tak osłupiały, że nie mógł z siebie wydobyć nawet słowa.
   - Spójrz lepiej na to, Doktorze Robotnik - powiedziała nieznajoma. Eggman nie miał nawet czasu na zastanowienie się, skąd ta dziewczyna zna jego prawdziwe nazwisko. W tym czasie stworzyła ona coś jakby błękitne, dymiący się hologram wielkiej planety, w ogóle nieprzypominającej Mobius czy Ziemi. - Oto przed tobą... Najcudowniejsza i jednocześnie najwspanialsza planeta, jaka kiedykolwiek istniała. Tavana. Rodzinna planeta czarodziejów.
   - Tavana? - nie dowierzał Eggman i natychmiast sięgnął po laptopa z zamiarem wyszukania informacji o tej planecie. Nic jednak takiego nie znalazł. - Jest w ogóle taka planeta? - spojrzał na Roxanne z niedowierzaniem.
   - Uważasz mnie za głupią czy frajerkę?! - krzyknęła nagle Roxanne, a jej oczy błysnęły błękitnym dymem. - To co mówię, jest historią znaną jedynie czarodziejom. Mobianie i Ziemianie nie mogą jej znać. Mają zakaz... - czarownica ruchem ręki zgarnęła "hologram".
   - Za... kaz?
   - Wierz lub nie, ale gdyby informacja, że zdradziłam ci istnienie tej planety, wyciekłaby na zewnątrz, to już dawno byśmy wisieli. Ale nie wisimy, bo jesteś mi bardzo potrzebny.
   - Potrzebny? - Eggman był szczerze zdziwiony. - Do czego?
   - Do mojego pięknego i genialnego planu. Ale sama nie jestem w stanie zrobić wiele. Za to ty... - zerknęła na Eggmana, a przez sekundę jej oczy wypełnił dym - ty znasz Sonica. A Sonic zna Lex. Ja też ją znam. Więc, jeśli mi pomożesz, zrobimy zasadzkę na ich obydwoje.
   Eggman zastanowił się przez moment.
   - Jaką zasadzkę? - zapytał po chwili.
   Nieznajoma zaczęła chodzić po pokoju.
   - Najważniejsze to wzbudzić ich złudne poczucie nienawiści. Będą myśleć, że ścigają sprawdzę, przechytrzyli sprawcę, uprzedzili... Ale tutaj właśnie pojawi się kłopot, bowiem kiedy będą myśleli, że są już u celu, wskażemy im fałszywą ofertę pomocy. Da nam to immunitet na jakiś czas. Oczywiście nie moę wykluczyć, że nie będą podejliwi, więc nie możemy się wtedy ukrywać... tylko ten raz. Więc, jak tylko załatwią fuchę, ja... czyli MY... poprowadzimy ich za rączkę prosto do naszej pułapki.
   - Że... jak...? - Eggman nie zrozumiał ani słowa z wypowiedzi czarodziejki.
   - A mówią, że jesteś inteligentny! - zirytowała się dziewczyna. - Nieważne! Swoją rolę odegrasz na samym końcu. Wcześniej masz jedynie pośredniczyć w wymianie i dawać mi skuteczną ochronę na wypadek niepowodzenia i oczywiście zapewnić mi czyste pole do akcji. To wszystko czego oczekuję. W zamian oddam ci przysługę. Jedno życzenie. Nieważne jakie, choć domyślam się, że już je znam.
   Oboje przez chwilę milczeli, a nieznajoma patrzyła się na zdziwionego Eggmana z szyderczym uśmiechem i to on odezwał się pierwszy.
   - A jeśli odmówię...? - zapytał, choć nie wygądał na pewnego siebie.
   - Nie odmówisz - powiedziała po prostu czarownica. - Oferta jest zbyt okazyjna, a nagroda zbyt kusząca. A nawet jakbyś chciał... - czarownica poderwała się w górę - poleciała! - jej oczy znów zadymiły się na błękitno, podobnie jak ręce. Po chwili ze ścian wysunęły się działa obronne, a zza rogów wyjechały roboty bojowe Eggmana. Wszystkie w niego celowały i wszystkie dymiły. Orbot i Cubot przytulili się do siebie. Eggman stał jak sparaliżowany. - ...skończę z tobą! - zakrzyknęła tym samym, zniekształconym głosem, co wcześniej.
   - Wybieram współpracę! - zakrzyknął naukowiec.
   - Domyślam się... - powiedziała łagodnie jak baranek czarownica i wylądowała z normalnymi oczami i rękami, a system ochronny sam się wyłączył. - Plan jest prosty. Potrzebuję energii. Mnóstwo energii. I nawet mam na oku pewną... penne rzeczy, które nadają się wręcz idealnie! Wystarczy je ukraść. Zrobię to sama! - dodała, widząc, że Eggman chce jej przerwać. - Ty mi dasz osłonę na wypadek niepowodzenia i... natychmiastową destrukcję. Od teraz... - zatoczyła dłonią koło w powietrzu, a wokół Eggmana pojawiło się kilka błękitnych iskier, które po chwili same zniknęły. - To da ci anonimowość. Nikt ciebie nie rozpozna i nikt nie zapamięta, dopóki nie cofnę zaklęcia. Potrzebuję też transportu. To chyba nie problem? - spytała, a gdy Eggman pokręcił energicznie głową kontynuowała - Jak już skończymy co trzeba, masz odwrócić uwagę Lex. Gdy tylko to zrobisz, podam ci następne instrukcje. Z każdą fazą mojego planu, dostaniesz coraz większe nagrody. Zadbam o to. A ci dwaj... - zarknęła na Orbota i Cubota - mogą służyć najwyżej za dekorację. Chyba, że znajdzie się jakieś zadanie specjalne... - dodała tajemniczym tonem, a oba roboty nagle się ożywiły. - To na razie wszystko, co miałam do powiedzenia. Jeżeli jesteś bystry, to reszty sam się domyślisz. Ale nie wolno ci zadawać pytań!
   Przez dłuższą chwilę milczeli.
   - Nawet nie wiem kim jesteś...! - zaczął wreszcie Eggman z niepewnością w głosie. To było pytanie zawarte w zdaniu. Ale ten jeden raz mu odpuści.
   - Nazywam się - zamknęła na chwilę oczy, a potem otworzyła je dymiące - Roxanne Celestis.

Rozdział 3. PodejrzanaEdytuj

   W przeciągu kilku dni Lex przywykła do większej liczby, nieprzypadkowych osób wokoło. I chociaż wiedziała, że Sonic chce dla niej jak najlepiej, nie mogła się oprzeć pokusie by choć na chwilę się wymknąć i każdego wieczoru wykradała sobie kilka samotnych chwil na pobliskich klifach. Było to idealne miejsce do śpiewania. Przynajmniej nikt przypadkowy nie ulegał zgubnym wpływom jej czarów.
Pierwszego dnia Lex została zapoznana bliżej z mieszkaniami nowych znajomych, gdzie otwarcie przyznała, że nie miała nigdy własnego domu.
   - A gdzie twoi rodzice? - zapytała za którymś razem Amy. Lex najpierw popatrzyła się na nią z uśmiechem, który wcale uśmiechem nie był, potem przygryzła wargi, wreszcie odwróciła głowę, by powiedzieć w stronę ściany: - Nie wiem. - Nie odezwała się więcej. Jedyne co udało się ustalić, to to, że najlepszym miejscem dla Lex jest belka pod sufitem.
   Przez resztę dnia Lex co rusz przestawiała różne rzeczy z miejsca na miejsce, jakby po prostu chciała się czymś zająć. Z początku nikt nie zwracał na to uwagi, dopiero po dwóch godzinach jej chodzenia w kółko i przekładania tego okropnego wazonu z półki na kredens i odwrotnie, Sonic zaproponował mały spacer po klifach.
   Klify były najmilszą częścią dnia. Chociaż reszta wyglądała na zmęczonych, Lex nie chciała się stamtąd ruszyć i została do zachodu słońca (nawet i jeszcze dłużej). W pewnej chwili Lex zapytała Sonica skąd wiedział, że będzie się tu jej podobać.
   - Nie wiedziałem - przyznał z udawaną skromnością. - Po prostu cały czas kojarzysz mi się z tamtym jeziorem... - Poczuł szturchnięcie - to Amy trąciła go ramieniem. Kiedy na nią spojrzał, ta patrzyła się na niego ze złością.
   - Nie wypominaj jej tamtego dnia - syknęła szeptem. - Może się zamartwić, że jej to wypominamy.
Sonic nie domyślił się prawdziwych intencji przyjaciółki, jednak Sticks pokręciła głową - wiedziała doskonale, że Amy jest zazdrosna. Zbyt dobrze ją znała. Jednak nawet ten kit, który wtedy wcisnęła, nie mijał się tak bardzo z prawdą. Lex nadal źle wspominała tamtą noc, kiedy była ścigana, została zamknięta w klatce i po raz pierwszy otoczona większą grupą.
   Tak czy inaczej od tamtego dnia, codziennie przychodziła na klify.
   Drugi dzień upłynął na zwiedzaniu miasta. Oczywiście Tails i Amy stanowczo się temu sprzeciwiali. Mieli słuszność. Lex po prostu nie mogła znieść tak wielkiej liczby osób i po niespełna dziesięciu minutach uciekła biegnąc szybciej niż Sonic. Ten nie bezpodstawnie zauważył, że użyła magii.
Przestała nosić pelerynę (choć wszędzie ją ze sobą zabierała), jednak pomimo ciepłej pogody, nie zdejmowała kombinezonu. Nikt nie wiedział dlaczego. A ona sama unikała kontaktu wzrokowego z kimkolwiek przez nią napotkanym.
   Trzeci dzień, jak na razie, Lex uważała za najbardziej udany. Nikt do niej nie przyszedł. Nikt jej nie zadręczał, nikt niczego nie proponował ani nie dawał powodów do niepokoju. Tak więc cały dzień Lex spędziła sama, spacerując wokół miasta, zakradając się, by dyskretnie obserwować Team Sonic lub by po prostu będąc sama. W tym czasie spędziła dużo czasu na czytaniu starych, podniszczonych encyklopedii lub słowników. Dowiedziała się na przykład, że geografia zajmuje się lokalizacją na ziemi, a geologia wyglądem ziemi (jak, kurde, miała ich nie pomylić?). Przydatne jednak okazała się informacja, że tutejsi wprost uwielbiają używać powiedzeń lub mówić przenoście. Zdążyła się nawet nauczyć paru ciekawych zwrotów. Podobała jej się również zupełnie inna, niepodobna do pozostałych książka wypełniona w większości zdjęciami aniżeli tekstem. Był to album.
   Zdjęcia przedstawiały w dużej mierze Sonica oraz jego "przyjaciół" (Lex nie miała pojęcia co to znaczy). Pod każdym była napisana data ("Nie mam pojęcia po co im te daty. Odliczają do śmierci?" pomyślała Lex) oraz krótki komentarz o ciekawej lub niezrozumiałej treści. Było takie na którym widniała podobizna uśmiechniętej szeroko Sticks, jednak była ona cała umazana błotem. Pod spodem widniał napis "Szczęście nie musi być zawsze czyste". Lex mimowolnie zaczęła się zastanawiać czy to była przenośnia. Były też inne zdjęcia, przedstawiające mniej lub bardziej komiczne sceny, jednak na każdym było coś co zaczęcało do uśmiechu. Być może Amy lubiła się śmiać? A może po prostu to były przypadki?
   Niestety Lex poczuła się nieswojo, kiedy zobaczyła zdjęcie jeszcze jednej znajomej twarzy, jednak w najmniejszym stopniu nie wzbudzała jej uśmiechu. Z albumu patrzyła na nią szczerząca z zawstydzeniem zęby twarz tego naukowca, który uwięził ją w tej parzącej klatce. Obok leżały szczątki tej latającej maszynerii, która teraz lekko dymiła, ale na czarno, nie na fioletowo. Stał na niej pełen dumy Sonic i machał do Lex. Podpisik pod zdjęciem głosił: "Dr. Eggman już się nigdy nie nauczy". Czy tak on się nazywa. Lex prawie zapomniała o tym niemiłym incydencie, a tutaj wszystko wskazywało na to, że wszyscy go doskonale znali. Dlaczego ich o niego nie spytała?
   Skarciła siebie w myślach. Poczuła się jak złodziejka, która podkrada czyjeś rzeczy i ogląda najbardziej komiczne lub nieprzyzwoite sceny z życia jego właścicieli. Natychmiast zamknęła album i odłożyła na miejsce, pilnując by nie było widać, że cokolwiek się tu działo.
   Jednak czwartego dnia wszystko zmieniło się całkowicie.
   Dr. Eggman osobiście pojawił się w wiosce, jednak tym razem nie miał klatki. Wszyscy jednak pouciekali, a Lex rozumiała doskonale dlaczego. Jedynymi osobami, które pozostały był Sonic i jego "przyjaciele".
   - Jest wśród was... wiedźma - powiedział złośliwie. Lex kilka razy słyszała to słowo i z grubsza wiedziała co oznacza, jednak do głowy by jej nie przyszło, że można ją tak nazwać.
   - Nie pozwalaj sobie Eggman! - krzyknęła Amy i Lex po części była jej za wdzięczna. Ona sama nie miałaby dość odwagi by się przeciwstawić.
   - A jak ją mam nazwać? - kontunułował dobitnie. - Osobę, która magicznie rozwala wszystko i wszystkich?
   - Ale ty ją najpierw uwięziłeś! - krzyknął Sonic.
   - Dobra, wystarczy! - Lex spróbowała opanować sutyację, ale było już za późno. Cała piątka z jej wyjątkiem podskoczyła w kierunku naukowca, jednak nagle zostali odepchnięci przez jakąś niewidzialną siłę. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że Lex dostrzegła jakieś błękitne światło jakby ktoś przecinał powietrze niewidzialnym, lekko dymiącym mieczem. Było w tym coś znajomego. Jednak nikt poza nią tego nie zauważył.
   Natychmiast zza rogu wyłoniła się kilkanaście mniejszych oraz dwa duże roboty, jednak Team Sonic bez najmniejszego strachu skoczyli w ich kierunku. W jednej chwili plac miejski zmienił się z arenę bitew.
   Lex jako jedyna stała z boku i patrzyła to na Team Sonic, to na Eggmana i jego dziwną maszynerię. Zaczęła się zastanawiać czy powinna dołączyć do walki. Z jednej strony kilka dni temu pomogła temu niebieskiemu i wydawało się to dobrym wyborem. Jednak z drugiej gdyby znów użyła magii, znów zostałaby nazwana wiedźmią i naprawdę nie chciała popadać przez to w depresję i być dręczona wyrzutami sumienia.
   Ale czy nie o chodzi?
   Całe życie chowała się od innych ludzi, gdyż się bała, że ją skrzywdzą, tak jak skrzywdzili jej ojca. Nawet nie wie co zrobili matce. Jednak poznała mimo to właśnie przez to piątkę zupełnie innych ludzi, traktujących ją jak na równi i walczących o jej honor. A to naprawdę wiele znaczy. A może jeśli do nich dołączy, pozbędzie się tego ściskające ją śmiertelnie strachu? Tylko tego pragnie.
   Podjęła decyzję w ułamku sekundy. Podbiegła do najbliższej studni i ruchem ręki wyciągnęła z niej wodę. Ale chwila! Ona wcale nie wzięła w dłoń jakieś jej małej ilości. Tylko ręka narysowała w powietrzu pionową kreskę, a woda ze studni sama z sibei się uniosła i ukrztałtowała się z niej ogromna ręka. Wszyscy byłi na początki zbyt zajęci walką by coś zauważy, jednak już po chwili kilkadziesiąc, może kilkaset mniejszych wodnych rąk, które pomagały Team Sonic w walce. W ciągu dwóch minu wszystkie roboty, włącznie z latającą maszynerią Eggmana leżały w bezruchu na ziemi. Ten wydawał się śmiertelnie przerażony, jednak natychmiast się zreflektował.
   - Jeszcze tylko ostatni! - zawołał i przed nimi zmaterializował się największy z robotów, jednak wyglądał zupełnie inaczej niż te które do tej pory widzieli. Lex jednak zauważyła, że w kilku miejscach wylatuje z niego błękitny dym. Wszyscy bez słowa wrócili do walki i chociaż wodne ręce Lex wiele ułatwiały, to i tak robot trzymał się świetnie.
   Wreszcie Lex wpadła na ciekawy pomysł. Przywołała do siebie wszysckie ręce i skupiła je nad sobą. Wodna kula, którą wytworzyła nie była duża, jednak niewielą brakowała, żeby eksplodowała. Dymiła na filletowo, tak samo jak oczy i ręce Lex. Ta poderwała się w powietrze i na wysokości twarzy robota rucziła w jego stronę wodną kulę.
   W tej samej chwili ktoś krzyknął:
   - Chaos Spear! - I dokładnie w tym samym momencie wodna kula i ostra smuga światła połączyły się i urzerzyły centralnie w wielkie oko robota.
   W następnej sekundzie nastąpiła eksplozja. Ale nie byle jaka. Wszystko w promieniu pół kilometra zostało zmiecione, a huk jaki powstał był na pewno słyszalny po drugiej stronie świata. Ciemofioletowy dym powoli opadał. Eggmana nie było. Po chwili Lex zauważyła, że wszystkich obejmuje jakąś filetową, półprzeźroczystą tarczą.
   - Niezła robota - powiedziała Amy. Wszyscy kiwnęli głowami, a Lex odwołała tarczę.
   - Nie powiedziałbym - odezwał się nowy głos, ten sam, który nasłał tę dziwną smugę światła.
   Kiedy wszyscy spojarzeli w kierunku źrodła głosu, aż westchnęli.
   Naprzeciwko nich stały dwie postacie. Ten pierwszy wyglądał na jeża. Miał czarno-czerwone kolce, czerwone oczy, a jego wygląd kojarzył się z czymś niebezpiecznym. Jak tylko Lex go zobaczyła poczuła dziwne poruszenie w klatce piersiowej i w żołądku. Nie miała pojęcia co to oznacza, jednak coś w jej głowie zaczęło mówić: On jest interesujący. On jest inny. On jest jedyny.
  To co zaskoczyło Lex najbardziej, to to, że drugą osobą okazała się dziewczyna. Miała parę nietoperzych skrzydeł i duże uszy. Nietoperz, pomyślała Lex. Jej ubiór był dosyć krzykliwy i Lexodniosła wrażenie, że chce ona chyba utopić wszystkich w swoim dekolcie. Piewsza rzecz o jakiej pomyślała Lex, kiedy na nią spojrzała było: Przesadnie romantyczna.
   Sonic wydawał się ich dobrze znać. Wyszedł naprzeciw i zpytał stanowczo:
   - Czego chcesz Shadow? - Czyli tak miał na imię. Musi to koniecznie zapamiętać.
   - Niczego - odpowiedział tym samym tonem co przedtem. - Jesteśmy tu, bo zakładam, że nie przypadkowo... - Nie dokończył, gdyż spojrzał przelotnie na Lex. Ta się zmieszała. O co chodzi?
   - Jednak w następnej sekundzie ten nazwany Shadowem zrobił jeszcze bardziej wściekłą mine, przeteleportował się do Lex, złapał ją i dość brutalnie przgwoździł do najbliższej, jeszcze stojącej ściany.
   - Gadaj, gdzie one są??!!! - wrzasnął.
   Pierwszą rekacją Lex było oburzenie. Jak to...? Jednak w następnej chwili się zreflektowała. Przecież nic nie zrobiła. Chyba, że uważał, że jej zaklęcie było niezgodne z prawem. Ostatecznie mu w czymś przeszkodziła.
   Pozostali zareagowali natychmiast. Zaczęli ich od siebie odciągać. Nawet towarzyszka Shadowa wyglądał na zaniepokojoną.
   - Shadow, zastanów się! - zawołała. - Przecież nie mamy dowodów, że to jej wina!
   - Nie pouczaj mnie Rouge! - Rouge, Rouge, Rouge. Zapamięta. - Wiem dobrze, że to ona!
   - Ej, ej, ej! - krzyknął Sonic, stając między Lex, a Shadowem. - O co tu biega?!
   - Smaragdy Chaosu - odpowiedziała Rouge zanim Shadow zdążył się odezwać. - Zostały skradzione.

Rozdział 4. PrzewidującaEdytuj

   Przez kilka sekund wszyscy stali jakby ich poraził prąd. Dopiero kiedy Shadow kiwnął głową, Sonic dla odmiany nią pokręcił.
   - To niemożliwe - oświadczył. - Są przecież chronione...! - powiedział, ale bez przekonania.
   - Mówimy wam co wiemy - rzekł Shadow teraz o wiele spokojniej niż przed chwilą. - A raczej co widzieliśmy.
   - Prawda - odezwała się Rouge. - Widzieliśmy to. Najpierw krzyk, potem łomot, a na końcu... cisza. Szmaragdów natomiast brak.
   Jeszcze kilka sekund milczenia.
   - A niby skąd przyszło wam do głowy, że to ja?! - Lex podniosła głos czując przypływ rozdzierającej odwagii. Jeszcze nigdy nie czuła się tak urażona i tak wściekła.
   - Dlatego... - zaczął Shadow. - ... że widzieliśmy kogoś w czarno-fioletowym stroju uciekającego w deszczu... który zaczął padać nagle. A potem złodziej zniknął. Po tym co przed chwilą widziałem, śmiem twierdzić, że aż za dobrze posujesz do tego opisu.
   Lex pokręciła głową i stanęła tuż przed Shadowem, stojąc z nim twarzą w twarz.
   - Możesz mi wierzyć lub nie. Mam to gdzieś. - powiedziała siląc się na stanowczość. - Jednak tak się składa, że może poświadczyć za mnie co najmniej tyle osób, ile tu widzisz, że od czterech dni nie opuszczałam tej wioski!
   Musiała wyglądać porządnie, bo Shadow nagle uniosł brwi i się cofnął. Po chwili dołączyła do niego stojąca za nim Rouge.
   - O co chodzi? - zapytała odwracając się do Sonica i pozostałych. Kiedy tylko to zrobiła, Amy pisnęła i podskoczyła, Sticks przyłożyła dłonie do ust, Tails się cofnął, a Sonic i Knuckles syknęli.
   - Twoje oczy... - powiedziała przerażonym głosem Amy.
   Lex spojrzała w dół, na niewielką kałuże pod nią. Zobaczyła swoje własne odbicie, jednak z jej odsłoniętego oka wydobywał się ciemnofioletowy dym. Lex zamknęła oczy i dym znikł.
   - Tak mi się czasem robi - westchnęła przepraszająco. - Mam to po mamie.
   - Po mamie? - spytała Rouge. - Jaką ty masz matkę?
   - Nieważne! - Lex pokręciła głową. - Lepiej wyjaśniłmy sobie o co chodzi z tymi... Szmaragdami. Czymkolwiek są. - Spojrzała na Shadowa i przez chwilę zastanawiała się jak trafić w słaby punkt. - Niczego nie ukradłam.
   - Nie mamy pewności! - powiedział przez zęby. - Będę mieć cię na oku.
   - Właśnie, właśnie! - odezwał się nowy głos.
   Wszyscy spojrzeli w stronę jego źródła i zobaczyli białego jeża w towarzystwie wyjatkowo roztrzęsionej liliowej kotki.
   - Silver! Blaze! - zawołał Sonic.
   - Ile tu jeszcze będzie gości?! - spytała zirytowana Rouge, ale nikt jej nie odpowiedział.
   - Jesteśmy tu w tej samej sprawie co wasza dwójka - powiedział Silver pokazując na Shadowa i Rouge.
   - Moje Szmaragdy Sol... - powiedziała załamanym głosem Blaze. - ... zniknęły... ktoś je ukradł...
   Wszyscy jednocześnie unieśli brwi.
   - Widzieliśmy tylko jak ktoś uciekał w pelerynie, w deszczu. A rozpadało się nagle! - dodał Silver.
   - Przypadek?! - odezwał się Shadow i wskazał palcem na Lex, która aż się cofnęła. - Kontrola nad wodą, fioletowa peleryna, umiejętność znikania...
   - Nie umiem znikać! - zawołała Lex. - Umiem latać! - Shadow był jednak zbyt zirytowany by ją słuchać. JUż znowu zamierzał ją zaatakować, gdy powstrzymał go Sonic.
   Lex przeanalizowała sytuację. Ktoś, kto potrafił wywołać deszcz... miał podobny do niej strój... mógł rzucać zaklęcia... umieł znikać... mogłoby wskazywać to, że mają do czynienia z czarodziejem. Być może tavańskim.
   - Chyba wiem co wam chodzi - odezwał się Lex, a wszyscy na nią spojrzeli. Poczuła się trochę zażenowana, jednak znalazła jeszcze odwagę, by mówić dalej.
   - Lepiej wam to zobrazuję - powiedziała i wytworzyła w rękach fioletową kulę dymu przypominającą planetę. - To jest Tavana. Daleka planeta istot nieco do podobnych do ludzi, jednak różniących się tym, że władają magią. Każdy posiada inny rodzaj magii. Jedni mają po prostu lewitację, inni manipulują naturą, jeszcze inni czytają w myślach. I tak dalej. I tak dalej. Nazywani są czarodziejami.
   - To pewnie stąd wzięły się książki magiczne - wtrącił ze śmiechem Sonic.
   - Nie przerywaj! - upomniała go Amy.
   - Tak czy inaczej - kontynuawała Lex. - Jakieś kilkaset lat temu wasi pobratyńcy znaleźli się na naszej planecie, co zaowocowało w pewnym sensie sojuszem Mobius i Tavany. Ale... - Lex nie do końca wiedziała jak to powiedzieć by nie zabrzmiało śmiesznie. - Czasami... zdarzało... się spiknąć ze sobą czarodzieji i Mobian...
   - Już wiem! - przerwała jej Sticks. - Chcesz powiedzieć, że jesteś pół jeżem, pół czarodziejką, której matka została wyganan na drugą stronę planety, Mobianie zostali wypędzeni, a później za sprawą jakiejś przepowiedni, twoja mama musiała uciekać, zostawiła cię u twojego taty, ale ty żyłaś znacznie dłużej niż on, więc oddał cię do sierocinca, ale ty uciekłaś i przez ponad tysiąc lat ukrywałaś się po lasach!
   - Sticks, to niemożliwe - odezwał się Sonic po chwili milczenia.
   - Nie. Ona właśnie trafiła w sedno - powiedziała Lex, a wszyscy unieśli brwi. - Lecz jest jedno "ale". Mobianie nie zostali przepędzeni. - Wszyscy jakby sięuspokoili na tę wieść. - Zostali wymordowani! - Wszyscy westchnęli przerażeni. - Mam pewną koncepcję. Ale żeby ją potwierdzić muszę się przyjrzeć miejscu skąd skradziono Szmaragdy. Obawiam się, że to nie przypadek, że akurat teraz doszło do tej kradzieży.
   Póg godziny później byli już na miejscu. Kawałek ściany został zupełnie rozwalony, a wokół leżało mnóstwo sktłuczonego szkła. W powietrzu unosił się zapach spalonego metalu.
   - Ciekawe - powiedziała Lex gdy tylko weszli do środka.
   - Później będzie czas na ochy i achy! - odezwał się Shadow. - Mamy coś innego do roboty!
   - W porządku! Rozejrzyjcie się. Jak znajdziecie coś podejrzanego, pokażcie mi!
   Wszyscy rozeszli się po pomieszczeniu. Najwięcej osób stłoczyło się przy wyrwie w ścianie. Lex natomiast przyjrzała się potłuczonej gablocie. Spojrzała w górę. W suficie widniały niewielkie otwory wentylacyjne zasłonięte mosiężną kratą. Jednak jedna z nich była zniszczona. Ale nie prz pomocy siły. Została wypalona!
   - Na ile dźwiękoszczelne jest to pomieszczenie? - spytała Lex Shadowa.
   - Nie muszą być. Słychać stąd wszystkie większe hałasy.
   - Ok.
   To oznacza, że złodziej nie używał siły podczas dostania się tutaj. Kraty zostały wypalone jakąś żrącą substancją. To tłumaczy zapach. Jednak gablotę rozbito ręcznie, jakby ktoś specjalnie chciał zwrócić na siebie uwagę. Kiedy zdłodziej zabrał Szmaragdy, rozwalił ścianę i uciekł... i zniknął. Możliwe, że posiada umiejętność znikania albo brała w tym udział osoba trzecia. Obie są równie prawdopodobne. Ale mogły wystąpić jednocześnie!
   Nagle nastąpiła na jakąś dziwną ciecz. Spojrzała w dół i zobaczyła błękitną, głutowatą sobstancję. Ciaszyła się, że ma pancerne buty, bo substancja była żrąca. Pewnie ją użyto do spalenia krat. Nagle Lex przypomniała sobie tę dziwną anomalię, gdy walczyli z Eggmanem. Chroniła go jakaś magiczna tarcza! I na pewno była w tym samym kolorze co ta żrąca ciecz. To może oznaczać tylko jedno.
   - Mam pewną teorię! - zawołała i wszyscy do niej podbiegli. - Złodziej wszedł tutaj po cichu. Przez wentylację. Nic było słychać, bo czegoś żrącego. - Pokazała im błękitną ciecz, lewitując ją. - Dopiero potem złodziej rozbił gablotę, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Ścianę rozwalił zapewne na chwilę przed pojawieniem się was - skinęła głową w stronę Rouge i Shadowa. - Być może posiada kontrolę nad wodą lub innym żywiołem burzy. Jeśli chodzi o ubiór to podejrzewam, że był to celowy zabieg. A jesli chodzi o zniknięcie, to ma albo umiejętność zanikania lub... któs jej pomógł.
   - Ale kto? - spytała Rouge.
   - Domyślam się - odepowiedziała Lex i pokazała jeszcze raz żrącą substancję. - Kolor tego czegoś wprost idealnie pasuje do koloru magicznej tarczy, którą na pewno dzisiaj już widziałam! Pamiętacie jak nie mogliście zaatakować Eggmana? Jestem w stu procentach pewna, że chroniła go magiczna tarcza! I to w idealnie w tym samym kolorze co ta rzecz!
   - Chcesz powiedzieć... - zaczęła Amy - ...że nasz słodziej mógł wspójpracować z Eggmanem?
   - Prawdopodobieństwo jest duże. Obawiam się, że ja też się do tego pośrednio przyczyniłam.
   - Wiedziałem! Jest współwinna! - zawołał Shadow.
   - Cicho bądź! - uciszył go Sonic.
   - Ten złodziej musiał mnie dobrze znać - kontynowała Lex. - Lecz wątpię bym ja znała jego. I coś mi się wydaje, że plan został został ułożony niedługo po tym jak mnie złapaliście. - Popatrzyła na Sonica, który uśmiechnął sie wstydliwie.
   - To był przypadek...
   - Nie ma w tej chwili na znaczeniu. Co się stało to się nie odstanie - podeszła do wyrwy w ścianie. - Wydaję mi się, że magiczny ślad może tu gdzieś jeszcze być - wyciągnęła rękę i po chwili gdy ją cofnęła, trzymała małą ruchliwą istotkę. Wszyscy westchnęli z podziwem. - Ślad jest jeszcze w miarę świerzy. Niestety rozwidla się. Zachód i wschód. Dziwne... Były dwie fale? Ok. Jeżeli podzielimy się na dwa zespoły, będziemy mogli dojść odrazu do obu miejsc.
   - Świetnie! - zawołał triumfalnie Sonic. - Lex pójdziesz z naszą piątką!
   - Chwila! - przerwał mu Shadow. - Nie będę się cackać z jakąś "magią". Lex idziesz z nami!
   Czarownica uniosła brwi, ale po chwili pokiwała głową.
   - Nie będzie trudne znalezie śladów. Warunki są dobre, a ślady widoczne. Poradzicie sobie - kiwnęła głową w stronę Sonica i reszty. - Ok. Znajdziemy te... Szmaragdy...!
   Po tych słowach razem z Team Dark wybiegła z pomieszczenia.

Rozdział 5. NiespodziewanaEdytuj

Trop prowadzi na rodzinną planetę Lex, Tavanę. W międzyczasie czarownica zaprzyjaźnia się z Rouge.

Rozdział 6. BezlitosnaEdytuj

Eggman w towarzystwie tajemniczej czarodziejki również dociera na Tavanę. Jakie mają plany?

Rozdział 7. WścibskaEdytuj

Lex dowiaduje się, kto jest złodziejem Szmaragdów. A ten ktoś chce pójść z nią na układ.

Rozdział 8. KłamliwaEdytuj

Lex decyduje się zgodzić na szalony układ ze złodziejem. I narazić swoje uczucia do kogoś...

Rozdział 9. RozemocjonowanaEdytuj

Lex znika! Część osób zarządza poszukiwania, lecz część się tym nie interesuje. Ale to właśnie oni będą kluczową częścią planu złodziei!

Rozdział 10. ZrozpaczonaEdytuj

Jaki plan miał złodziej? I jaki to ma związek z przepowiednią?

Rozdział 11. MściwaEdytuj

Nie tak łatwo pozbyć się dawnych, nieprzyjemnych określeń do kogoś. Nawet jeśli tego kogoś już dawno nie ma...

Rozdział 12. UtalentowanaEdytuj

Lex wie, co powinna zrobić, by uratować swoją planetę. Lecz czy jej działania okaża się tak korzystne jak zakłada?

EpilogEdytuj

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki