FANDOM


Rozdział 1: Pobyt u wujka Edytuj

Lucifer szedł ciemnym korytarzem zamkowym. Jedyne światło dawały pochodnie świecące na fioletowo. Było ono jednak słabe, dlatego były gęsto zawieszone na ścianach. Podłoga w tym korytarzu była czarna, a wzdłuż niej rozciągał się wąski, fioletowy dywan. Ściany były zrobione z czarnego kamienia, gdzieniegdzie ozdobione fioletowymi kryształami. Chłopak szedł wolnym krokiem; nie spieszył się. Wiedział, czemu ojciec go wezwał, ale wolałby tego nie słyszeć.

-,,Znowu gdzieś wyjeżdża, a ja i Celinne będziemy pod opieką wujka" - pomyślał. -,,Wujek pewnie znowu będzie próbował mnie zabić. Robi to za każdym razem, gdy nie ma ojca. Że też nikt się nie domyślił, że zawsze, gdy zajmuje się mną, trafiam do skrzydła szpitalnego. Rozumiem, że tata się nie domyśla, jest naiwny, ale inni?"

Tak myślał przez cały czas. Po kilku minutach doszedł przed drzwi do Sali Tronowej. To właśnie tutaj miał przyjść. Wahał się, czy je otworzyć. Nagle drzwi otworzyły się, a w nich stanął jego wujek, Lord Stocker.

-O, w końcu raczyłeś przyjść - odezwał się swoim groźnym głosem. - Już miałem po Ciebie iść. Wchodź.

Lucifer niechętnie wszedł.

Sala była ogromna, w sumie była największym pomieszczeniem w całym Zamku. Tak jak wszystkie one, była cała czarna. Jedynie kolumny miały barwę ciemnofioletową. Były tu ogromne okna z fioletowymi zasłonami. W kilku rzędach wzdłuż dywanu, znajdowały się kamienne ławki. Dywan był długi i ciemnofioletowy. Prowadził przez całą Salę aż do wysokiego podwyższenia, na którym znajdowały się Trony Króla i Królowej, czyli jego ojca i matki. Przed nim stała już jego siostra, Celinne.

-Oh! Jesteś wreszcie! - powiedział Dymitrov. - Podejdź bliżej, Lucifer.

Chłopak posłusznie podszedł. Za nim szedł Stocker.

-Dobrze. Być może domyślacie się, moje dzieci, czemu was tu wezwałem.

Rodzeństwo milczało.

-Sprawa jest taka: jutro muszę wyjechać w bardzo ważnej sprawie do Królestwa Wody. Muszę pomóc Władcą w rozwiązaniu sprawy między mieszkańcami i przy okazji trwającą tam wojnę - powiedział, po czym wstał z Tronu. -Wasza matka jedzie ze mną, a samych was nie mogę zostawić.

Lucifer chciał coś powiedzieć, ale Dymitrov mu przeszkodził.

-Tak, synu. Wiem, że jesteś od dawna pełnoletni i nie potrzebujesz opieki, ale sprawa jest poważna. Sam wiesz, że niedawno znowu ktoś próbował Cię zabić, a ja nie mogę do tego dopuścić. Dlatego oboje na czas naszej nieobecności zamieszkacie w Demonicznej Części Zamku, pod opieką mojego brata, Atanasa - powiedział i wskazał dłonią na Lorda Stocker'a. - Mój kochany braciszek łaskawie zgodził się wami zająć. Dlatego macie obowiązek zachowywać się grzecznie i życzliwie w stosunku do niego. Dobrze?

Oboje niechętnie kiwnęli głową.

-No, mam nadzieję. Teraz idźcie za Atanasem i słuchajcie się go.

Lucifer był zły. Wiedział, że wujek znowu będzie próbował go zabić.

-Chodźcie - powiedział Atanas.

Rodzeństwo niechętnie za nim poszło.

-Celinne, ty idź już do Części Demonów, jesteś już spakowana. Ja pomogę Lucifer'owi, bo pewnie tego nie zrobił.

-Jak ty mnie znasz...-powiedział chłopak.

Celinne posłusznie poszła do Demonicznej Części, a Atanas i Lucifer skierowali się w stronę pokoju chłopaka. Oboje milczeli przez całą drogę. Po paru minutach doszli do niego.

Pokój Lucifer'a, jak każde pomieszczenie w Części Wampirów, był cały czarny. Pod ścianą stało duże łóżko, na którym spała jego Chao, Mylene. Obok niego stała duża szafa na ubrania. Pod drugą ścianą były półki na książki. Większość z nich było o przygotowaniach do Koronacji. Na suficie wisiał ogromny żyrandol świecący na biało.

Lucifer podszedł do szafy i wyjął z niej torbę, w którą zaczął się pakować. Atanas stał z założonymi na klatce piersiowej rękami, oparty o drzwi. Przyglądał się Lucifer'owi.

-,,Pewnie myśli, jakby mnie zabić" - pomyślał Lucifer.

-Zapomniałeś, że potrafię czytać w myślach? - powiedział Atanas i złowieszczo się uśmiechnął.

-Zapomniałeś, że nigdy się nie uśmiechasz? - odpowiedział pytaniem na pytanie Lucifer. - No? Czemu to robisz?

-Nie wiem. Może wyobrażam sobie Ciebie stojącego w płomieniach?

-Wiesz, że to mnie i tak nie zabije?

-Wiem, ale będziesz cały w bliznach.

-Co Ci to da?

-Satysfakcję. Tego szaraka też bierzesz? - zapytał i wskazał na śpiącą Mylene.

-Oczywiście.

-Dobrze - powiedział, po czym powoli podszedł do niej.

-Co ty robisz?! - powiedział Lucifer.

Atanas pochylił się nad Chao, po czym chwycił kołdrę, na której leżała i zrzucił z niej małą. Mylene spadła na kamienną podłogę. Natychmiast się obudziła.

-Chao Chao (Ał, to boli)! - pisnęła mała.

-Mylene! - powiedział Lucifer i podniósł ją. - Dlaczego to zrobiłeś?!

-Żeby się obudziła - odpowiedział Atanas. - Spakowany?

-Tak - rzucił niechętnie chłopak. Chwycił torbę i poszedł za wujkiem do Części Demonów.

Rozdział 2: Część Demonów Edytuj

Demoniczna Część, w przeciwieństwie do Wampirzej Części, jest cała czerwona. Tylko światła są żółte lub czasami pomarańczowe. Wszędzie były Demony. Nie dziwiły się na widok wampirów, zwłaszcza na widok Lucifer'a i Atanasa. W końcu byli z Rodziny Królewskiej. Szanowali bardziej Lucifer'a, bo był pół-demonem. Odziedziczył to po jego matce, Susanne. Demony mają tą dziwną cechę zewnętrzną, że większość ma białe włosy.

Lucifer zastanawiał się, czemu wujek mieszka w Części Demonów, a nie Wampirów. Przecież nawet w połowie nie jest Demonem! Domyślał się, ale wolał usłyszeć to od niego, mimo jego nienawiści do niego. Niechętnie zaczął:

-Wujku?

-Tak? - odpowiedział Atanas nie patrząc na Lucifer'a.

-Czemu mieszkasz w tej Części, a nie w Wampirzej?

-Tutaj lepiej się czuję. Jestem z dala od brata i w ogóle całej waszej rodziny.

-I tak do niej należysz.

-Niestety.

-I tylko dlatego tu mieszkasz?

-Nie, tu mam lepszy kontakt z Diabłami, bez podejrzeń strażników. Tutaj nikt nie zwraca uwagi, czy rozmawia z Demonem, czy z Diabłem.

-Po co są Ci Diabły?

Atanas spojrzał na Lucifer'a.

-Skoro wiesz, po co się pytasz?

-Wolę usłyszeć potwierdzenie od Ciebie.

-Jak uważasz: Diabły są mi potrzebne do zabicia Cię.

-No jasne...

-O, jesteśmy! - powiedział Atanas i wskazał na duże drzwi po lewej stronie. - Wejdź, rozpakuj się i siedź w nim. Zrozumiano?

-Tak - powiedział Lucifer i wszedł do pokoju.

Pokój był cały czerwony, tylko meble i podłoga były czarne. W rogu stało łóżku, a obok niego szafa na ubrania. Pod dużym oknem stało biurko, a na nim kilka książek. Na suficie wisiał duży, czarny żyrandol, świecący na żółto.

Lucifer zaczął się rozpakowywać. Mylene usiadła obok niego.

-Chao Chao (Co tu robimy)? - spytała mała.

-Musimy tu zostać, dopóki rodzice nie wrócą z Królestwa Wody - odpowiedział jej Lucifer.

-Chao Chao (Czemu akurat w Części Demonów)?

-Bo wujek tu mieszka, a my musimy zostać pod jego opieką, bo ojciec mu ufa.

-Chao Chao (Dlaczego twój wujek jest taki)?

-"Taki" czyli jaki?

-Chao Chao Chao (Nieuprzejmy i wredny w stosunku do innych)?

-Sam nie wiem. Taki już jest. Może to przez tą zazdrość....

-Chao Chao Chao (Próbowałam się z nim zaprzyjaźnić, ale cały czas mnie odtrącał).

-Przykro mi.

-Chao Chao (Trzeba Go nauczyć miłości).

-Proszę bardzo, tylko uważaj na siebie.

-Chao Chao (Dobrze) - powiedziała Mylene i poleciała w stronę gabinetu Stocker'a/

-,,Oby nic Jej się nie stało" - pomyślał Lucifer.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Mylene leciała wolno korytarzem. Wszystkie Demony z zaciekawieniem patrzyły na nią. Była jedynym Chao w całym Zamku, zarówno w Części Demonicznej, jak i Wampirzej. Mała w końcu znalazła drzwi do tajemniczego i nigdy nie widzianego przez resztę świata pomieszczenia. Nikt nigdy nie ośmielił się tutaj wejść. Każdy, kto choćby o tym pomyślał, ginął za zasługą Diabłów. Mylene bała się, ale otworzyła drzwi.

Pomieszczenie było całe czarne, co było dziwne. Nie była to Wampirza Część. Ściany były czerwonawe. Wszędzie były sterty papierów, dokumentów i książek. Wszędzie walały się zwinięte zwoje i pergaminy, zapewne z Klątwami Diabłów. Na końcu pomieszczenia znajdowało się ogromne okno. Ogromne, zajmowało całą, długą ścianę. Było zasłonięte przez czerwoną, aksamitną zasłonę. Przed nim stało duże biurko, zwrócone ku drzwiom. Na nim również było mnóstwo dokumentów. Przy biurku siedział oparty na nie Atanas, zajęty czytaniem dokumentów. Pod nosem mruczał jakieś słowa, zapewne te, co czytał. Nawet nie zauważył małego gościa.

Mylene cichutko zamknęła za sobą drzwi.

-Chao Chao (Dzień dobry) - powiedziała.

Atanas spojrzał na małą i gwałtownie podniósł się z krzesła, przy okazji przewracając je.

-Co ty tu robisz?! - prawie krzyknął Stocker.

-Chao Chao (Chciałam tylko zaprzyjaźnić się z Panem) - nieśmiało powiedziała Mylene.

-Przyjaźń to strata czasu! Przez nią nikt nie ma na nic czasu!

-Chao Chao Chao (Jest Pan bardzo samotny. Potrzebuje Pan przyjaciela).

-Nie potrzebuję nikogo! Jeszcze raz: co ty tu robisz?! Lucifer Cię przysłał?!

-Chao Chao (Nie, sama przyszłam)! - powiedziała już trochę wystraszona Mylene.

-Więc również sama możesz wyjść stąd! Już!

Mała podleciała do Atanasa.

-Nie słyszysz?!

-Chao Chao (Ale ja chcę się tylko zaprzyjaźnić).

-Wynoś się stąd, bo wygonią Cię moje Diabły!

Mylene naprawdę się przestraszyła. Wiedziała, do jakich czynów zdolne są Diabły. Wolała tego uniknąć, ale chciała pomóc Atanasowi.

Atanas podszedł do biurka po zwój, na którym zapisana była Klątwa, by wezwać Demony. Jednak po kilku krokach coś mocno objęło go wokół brzucha. Atanas spojrzał w tamtą stronę. Zobaczył przytulającą go Mylene.

-Argh! Zostaw mnie! - powiedział i próbował odczepić od siebie małą. Jednak ona mocno go trzymała.

Atanas chwycił Diabelski Młot, leżący na regale. Mylene wystraszyła się, ale wciąż go trzymała. Stocker miał już wykonać zamach, ale przerwał mu głos:

-W ten sposób chcesz się nami zajmować?

Stocker i Mylene spojrzeli w stronę głosu. W drzwiach stał Lucifer.

-Jak trzeba, to trzeba! - powiedział Atanas. - Lepiej każ jej mnie puścić!

-Słodko razem wyglądacie!

-Każ jej przestać, bo skończy jako plama na podłodze!

-Dobra. Mylene, zostaw już Go. On nie chce się przytulać.

Mała posłusznie puściła Atanasa i szybko podleciała przytulić Lucifer'a. Była przestraszona.

-I więcej tego szaraka nie przynoś! - powiedział Stocker.

-Daj spokój, wujku. Mylene chciała się tylko z Tobą zaprzyjaźnić.

-Przyjaciele to udowodniona historia, która zawsze może zniknąć!

-Na pewno? Może Ci znaleźć kogoś...

-Wolę umrzeć w samotności! A nie, czekaj! Ja jestem NIEŚMIETELNY, i nikogo nie potrzebuję! A teraz wynoście się stąd!

-Dobrze, jak chcesz - odpowiedział Lucifer i wyszedł z Mylene z gabinetu. Skierowali się w stronę pokoju chłopaka.

-Widzę, że nie udało się.

-Chao Chao (Niestety).

Rozdział 3: Nowy towarzysz Edytuj

Lucifer leżał na łóżku. Był zmęczony. Całą noc nie spał. Pilnował, czy "ktoś" nie chce go zabić. Nie bał się, po prostu chciał mieć dowód, że to jego wujek próbuje go zabić. Mylene spała przytulona do chłopaka. Lucifer myślał o tym, jak Atanas próbował ją zabić. Jak on mógł zrobić coś takiego takiej małej istotce? To nieludzkie! Nawet Diabły nie podniosłyby choćby ręki na Chao!

Lucifer leżał jeszcze chwilę, po czym wstał. Nie mógł już dłużej leżeć i nic nie robić. Przebrał się i postanowił, że pochodzi trochę po Demonicznej Części. W prawdzie miał zakaz wychodzenia z pokoju, ale w tej chwili go to nie obchodziło.

Doskonale znał Wampirzą Część ale praktycznie nie wiedział nic o Części Demonów. Nigdy tu nie był. Chciał poznać wszystkie miejsca, a jeśli takie są, to ukryte przejścia. Światła na korytarzach były zgaszone, a zasłony zasłonięte. Nie było tu Słońca, ale było jezioro lawy, które daje prawie taki sam efekt. Co najbardziej dziwiło Lucifer'a - w Części Demonów nocą było dużo Diabłów, które psociły i dokuczały śpiącym Demonom. Nie widział ich, ale wiedział, że to one, bo kto cały czas by się śmiał.

Szedł dokładnie oglądając każdą ścianę. Wszystkie były we wzorach pentagramów. Nagle coś spostrzegł. Pośrodku tych wzorów znajdował się mały odwrócony pentagram. Lucifer nacisnął go. On zabłysnął na czerwono. Po chwili cegły w ścianach zaczęły się przemieszczać, tworząc przejście. Chłopak wszedł w nie. Szedł chwilę ciemnym, nieoświetlonym korytarzem w stronę czerwonego światła. Po chwili doszedł do niego, a tam błyszczał czerwony jabky portal. Lucifer pochylił się nad nim, chcąc zobaczyć, co jest po jego drugiej stronie. Jednak poczuł, że ktoś chwyta go za ramię i odwraca w jego stronę. Tym "ktosiem" okazał się Satan, sługa jego wujka.

-Pobawmy się w łowy...-powiedział Satan i wepchnął Lucifer'a do portalu. Spadając nie mógł nic zrobić, nawet latać. Na chwilę zamknął oczy, ale stracił przytomność...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Lucifer leżał pod jakimś drzewem. Powoli otworzył oczy. Zobaczył, że ktoś go obserwuje. Gdy już odzyskał ostrość widzenia, zobaczył że przygląda mu się brązowy wilk z brązowymi włosami i dużymi, żółtymi oczami.

-O, już się obudziłeś - powiedział nieznajomy.

Lucifer próbował się podnieść.

-Tak...gdzie ja jestem?

-Na Mobiusie.

-A wiesz może, jak tu się dostałem i jak długo tu jestem?

-Jesteś tu kilka minut. Widziałem, że wypadłeś z jakiegoś portalu, czy co to tam było. Spadałeś i uderzyłeś głową w gałąź tego drzewa.

-Aha...

-Krwawiłeś, więc zatamowałem ranę bandażem.

-Oh, dzięki...a ty kim jesteś?

-Jestem Aaron, a ty?

-Lucifer. Nie wiesz może, gdzie mam pelerynę?

-Ou, ona...jest tam - powiedział Aaron i wskazał na gałąź. Rzeczywiście - była tam peleryna. Była ona jednak całkowicie zaplątana w gałąź i gdzieniegdzie poszarpana.

-No nie...

-Pomóc ci ją rozplątać?

-Nie, nie trzeba - powiedział i próbował wstać. Ból był jednak silniejszy.

-Emmmm...może jednak ci ją zdejmę - powiedział wilk, po czym wskoczył na gałąź i usiadł na niej. Zabrał się za rozplątywanie.

-A tak w ogóle to kim jesteś? - zapytał. - Bo wyglądasz na albinosa.

-Jestem pół-demonem i pół-wampirem.

-Tak? Ciekawe. Nigdy nie spotkałem ani wampira, ani demona, a już tym bardziej pół na pół.

-Widzisz. Ja nigdy nie spotkałem wilka, aż do teraz.

-No widzisz! Obydwojgu nam to wyszło na dobre.

-Tak...

-A tak BTW to po co ci peleryna? Rozumiem, że jest jesień, ale peleryna?

-Peleryna nie jest na jesień. Noszę ją na codzień. Jestem Księciem Demonów, taki mój obowiązek.

Aaron spojrzał na Lucifer'a.

-Serio? Jesteś Księciem? Wypadałoby mi się ukłonić - powiedział i ukłonił się siedząc na drzewie.

-Nie trzeba. To nic wielkiego. Poza tym, dziwnie się czuję, gdy ktoś to robi.

-Aha...O! Udało się!

Faktycznie Aaron wyplątał pelerynę z gałęzi. Zeskoczył z drzewa, po czym podał ją Lucifer'owi i pomógł mu wstać.

-Dzięki - powiedział Lucifer.

-Nie ma sprawy - odpowiedział Aaron. - Co teraz chcesz zrobić?

-Będę próbował dostać się do domu. Tylko...nie wiem jak...

-Ou...a gdzie mieszkasz?

-W świecie Demonów i Wampirów - Dempire.

-Fajnie tam?

-Trochę nudno i ponuro. Wszędzie są ciemne kolory, ale wszyscy są dla wszystkich mili.

-Aha...może ci pomóc tam się dostać?

-Nie, nie trzeba.

-Ej no weź! Tutaj są nudy! Z tobą na pewno będzie ciekawiej! Proooooszę! - powiedział Aaron i zrobił minę proszącego szczeniaczka.

-Eeee...no...dobrze...

-Yay! - Aaron szczęśliwy podskoczył. - To gdzie teraz idziemy.

-Hmmmm...zostałem wepchnięty do portalu przez Diabła. Przed tym powiedział, że chce się pobawić ze mną w łowy...

-Łowy?

-Tak, będzie mnie szukał, a potem próbował mnie zabić.

-Co? Zabić? Wampira da się zabić?

-Tak, ale ja jestem PÓŁ-wampirem. Wampirów nie da się zabić, ale ja jestem tylko pół-wampirem. Można mnie zabić wodą święconą...

-Aha...a tak zmieniając temat: pokaż kły!

-Co?

-Pokaż swoje wampirze kły!

Lucifer przewrócił oczami i odsłonił usta, ukazując bardzo długie kły.

-WOOOW! Jakie długie!

-Tak...możemy iść?

-Jasne!

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Tymczasem w Dempire, Satan szedł korytarzem w stronę gabinetu Atanasa.

-,,Do pomocy będę potrzebował Diabłów" - pomyślał Satan. - ,,Młodzi zawsze się przydadzą w demolowaniu miasta. Tym razem będzie to na Mobiusie. Spróbujemy też zabić Lucifer'a".

Po kilku minutach doszedł. Zapukał w drzwi. Prawie od razu otworzyły się. Stanął w nich Atanas.

-I co? Udało Ci się? - zapytał Atanas.

-Tak - odpowiedział Satan. - Teleportował się na Mobiusa.

-Dobrze, więc teraz Ty się na niego teleportujesz.

-Tak jest, tylko pójdę jeszcze po Diabły.

-Diabły? Tamtą bandę idiotów?

-Ta "banda idiotów" to moja rodzina i idą ze mną. Zresztą z nimi więcej demolki zrobię...

-Jak uważasz. Teraz idź i zabij Lucifer'a.

-Tak jest - zasalutował Satan i poszedł w stronę Diabłów.

Atanas zamknął drzwi od gabinetu.

-Tym razem nie ujdzie Ci to na sucho, Lucifer...-powiedział do siebie. - Już niedługo ty będziesz martwy, a ja w końcu dostanę to, co mi się należy!

Rozdział 4: Nowa znajomość Edytuj

Satan szedł do Piekła po Diabły. Musiał iść schodami w dół, co trochę trwało.

-,,Lilith pewnie będzie chciała iść na Mobiusa. Kochana siostrzyczka. Myśli tak samo jak ja" - pomyślał Satan.

Piekło było całe czerwone i całe w płomieniach. Diabłom jednak to nie przeszkadzało. Tarzały się w nim. Zawsze panował tutaj straszny hałas. Diablęta nie mogły nawet na chwilę być cicho. Czasami nawet nie reagowały na polecenia Satana.

-Cicho! - wrzasnął Satan. - Cisza! Myśli nie można pozbierać w tym hałasie! CICHO MÓWIĘ!

Diablęta nie reagowały i dalej się kłóciły.

-A ja coś mam, czego wy nie macie! - krzyczał jakiś Diabeł.

-Pokaż! - krzyczały inne. W końcu rzuciły się na niego i zaczęły go łaskotać.

-CISZA! - krzyknęła Lilith. Wszyscy nagle ucichli.

-No, nareszcie - powiedział Satan.

-Powiedz, braciszku, co tam słychać na świecie?

-W sumie to nic ciekawego, tylko mamy robotę.

-To znaczy? - dopytywały się inne Diabły.

-Wynocha Diablęta! Do roboty! - powiedziała Lilith. - No, teraz możesz już spokojnie opowiadać. Jaką mamy robotę?

-Robota na Mobiusie - odpowiedział Satan uśmiechając się złośliwie.

-Uuuu...to coś dla nas.

-Co dla nas? - pytały Diablęta.

-Robota na Mobiusie!

Na twarzach Diabłów pojawiły się uśmieszki.

-Naprawdę? To super! Znowu będzie rozwałka i zabijanie! Hahahaha! - śmiały się.

-A jakże - powiedział Satan. - Wyruszamy już za...TERAZ! Ustawić się w szeregu!

Diabły posłusznie ustawiły się w szeregu.

-Baczność! - powiedziała Lilith. - Teraz marsz za Satanem!

I wszyscy wyszli posłusznie za Satanem.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Tymczasem na Mobiusie.

-To ile ty masz lat? - dopytywał się Aaron.

-1000 - odpowiedział Lucifer.

-A tutaj?

-20.

-Wow! Jesteś ode mnie starszy o 3 lata!

-No widzisz.

-A jesteś takim wampirem, co pije krew?

-Staram się tego nie robić, aczkolwiek gdy jestem w formie wampira, muszę to robić.

-Aha. A tak z ciekawości - jak smakuje krew?

-Zależy jaka. A co?

-Nic, tak z ciekawości pytam.

-Aha.

-Skoro jesteś wampirem - potrafisz latać?

-Tak.

-A zmieniać się w nietoperza?

-Tak.

-A czytać w myślach?

-Tak.

-Serio? To o czym teraz myślę?

-O wymyślaniu następnych pytań.

-Wow! Ty serio potrafisz!

-Potrafię, ale można było się tego domyśleć.

-Skąd?

-Bo już od prawie godziny zadajesz mi pytania.

-Tak? Jak ten czas szybko leci...A masz rodzeństwo?

-Mam siostrę.

-Jak ma na imię?

-Celinne.

-Ile ma lat?

-750.

-Masz jakichś wrogów?

-Tak.

- Ilu?

-Pięciu.

-Kogo?

-Nie znasz ich.

-Jak powiesz, to będę wiedział.

-Dobra. Mój wujek, Diabeł Satan, Diablica Lilith, Dr. Eggman i Mephiles.

-Mamy wspólnego wroga!

-Doktora Ivo?

-Tak! Co on Ci zrobił, że jest twoim wrogiem?

-Próbował porwać mojego ojca.

-Aha.

-A Tobie co zrobił?

Aaron posmutniał.

-Eee...nieważne. Zresztą, potrafisz czytać w myślach...

-Właśnie widzę...przykro mi...

-Nie mówmy już o tym, dobra?

-Wybacz...

-Nie nie szkodzi...tylko...nie mów nikomu...to...bolesne...

-Rozumiem...nikomu nie powiem...

-Dzięki... To....co teraz zrobimy? Zaczyna się ściemniać.

-Dziś raczej już nic nie zrobimy. Nie wiesz może, gdzie mógłbym nocować przez jakiś czas?

-U mnie! Mam w domu wolny pokój.

-Serio?

-Tak. Miałem tam zrobić miejsce do przechowywania słodkich rzeczy, ale wstrzymam się z tym.

-O, ok. Dzięki.

-Nie ma sprawy. Tylko poczekasz na tamtej polanie? - Aaron wskazał na dużą polanę niedaleko jego domu. - Muszę przygotować ci pokój.

-Dobra.

Aaron pobiegł w stronę domu, a Lucifer udał się w stronę polany. Był trochę zdziwiony. Zwykle mógł ufać tylko rodzinie. Nigdzie nie spotkał nikogo innego, komu mógłby zaufać. A tutaj na Mobiusie już pierwszego dnia spotyka miłego i fajnego kolesia. Pomyślał, że może znalazł nowego przyjaciela...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Celinne leżała na łóżku i czytała magazyn. Była zdziwiona, że Lucifer jeszcze do niej nie przyszedł. Chciała wiedzieć, czy u niego wszystko w porządku. Pierwszego dnia nie mieli okazji porozmawiać, bo mieli (i nadal mają) zakaz wychodzenia z pokojów. Celinne jednak wiedziała, że Lucifer złamałby każdy zakaz, byleby porozmawiać z nią. Już kilka razy to zrobił, za co kilka razy miał szlaban.

Nagle usłyszała tupot wielu nóg. Zdziwiła się. Zamknęła magazyn i wyjrzała przez drzwi. Korytarzem szły w szeregu Diabły, pod dowództwem Satana. Celinne wiedziała, że to nie wróży nic dobrego.

Satan zauważył ją. Złośliwie uśmiechnął się i pomachał jej. Dziewczyna odpowiedziała mu zdenerwowaną miną, co ten zlekceważył. Gdy wszystkie Diablęta przeszły, Celinne zauważyła na końcu Lilith. Teraz już była wkurzona. Nienawidziła jej, bo ta często wyśmiewała się z niej. Lilith zauważyła ją.

-Oh, Celliluś! A ty co robisz w Demonicznej Części? - zapytała i złośliwie się uśmiechnęła.

-Mieszkam, nie widać? - odpowiedziała jej z poirytowaniem w głosie lisica. - Jestem Demonem.

-Zwykle mieszkałaś w tej "Czarnej Strefie"///

-Wujek kazał mi i Lucifer'owi. A tak w ogóle, wiesz może przypadkiem, gdzie on jest?

Lilith zaśmiała się.

-Co?! Co cię tak bawi?! - powiedziała Celinne.

-Właśnie się do niego wybieramy!

-Co? Jak to? Gdzie on jest?

-Chodź z nami, to się przekonasz! Chociaż...w sukni tam chodzić? - zaśmiała się Lilith i pobiegła dogonić Diabły.

Celinne, nie zastanawiając się, zamknęła drzwi do pokoju. Podeszła do szafy na ubrania i założyła swój strój na Mobiusa. Składał się on z fioletowego topu, jeansowej kamizelki z rękawami, szarych spodenek i białych półbutów. Gdy się przebrała, szybko wybiegła z pokoju. Próbowała dogonić Diabły tak, żeby jej nie zauważyły. Jednak nie mogła ich znaleźć. Pomyślała, że wujek na pewno będzie wiedział, dokąd się udały. Niechętnie podeszła do drzwi od gabinetu Atanasa. Przez drzwi usłyszała jakieś głosy.

-,,Czyżby wujek z kimś rozmawiał? To byłoby dziwne" - pomyślała.

Cichutko otworzyła drzwi. W gabinecie za biurkiem stał Atanas. Rozmawiał, a raczej kłócił się z jego żoną, Dariją. Gdy Stocker zauważył Celinne, przerwał dyskusję i podszedł do niej.

-Czego chcesz?! Masz zakaz wychodzenia z pokoju! - powiedział.

-Wiem, ale nie wiesz może gdzie jest Lucifer?

-A co? W pokoju go nie ma?

-No właśnie nie...

-Znowu wychodzi podczas zakazu! Doigra się...

-Ależ Atanasie! - powiedziała Darija. -Lucifer to jeszcze dziecko! Może mu się zdarzyć nie słuchać starszych...

-On ma 1000 lat! Nie jest dzieckiem!

-Jest!

-Nie jest!

-Jest!

-Wybaczcie, że przerywam - wtrąciła się Celinne. -czyli nie wiesz, gdzie jest Lucifer?

-Nie, nie jestem jego niańką!

-A wiesz gdzie poszły Diabły?

-Tamta banda idiotów? Skąd mam to wiedzieć?!

-Atanas! Nie krzycz na Celinnkę! - powiedziała Darija.

-Nie krzyczę!

-Krzyczysz!

-Nie!

-Tak!

-Nie!

-Tak!

-Nie!

-Teraz na mnie krzyczysz!

-Nie krzyczę, głośno mówię!

-To bez różnicy! Krzyczysz na mnie!

-Nie!

-Tak!

-Nie!

Celinne wyszła z gabinetu. Zastanawiała się, o co kłócili się, jednak to nie było istotne. Zaczęła przeszukiwać wszystkie korytarze w poszukiwaniu Diabłów. Biegając po korytarzach wpadła na jednego ze Stróżów Lucifer'a, Dark'a Blackness'a. Mimo że woli, żeby nazywać go Blackness'em, Celinne mówi do niego po jego prawdziwym imieniu.

-Oh, wybacz Shun. Zagapiłam się.

-Nie szkodzi, księżniczko - odpowiedział Blackness. - Można wiedzieć gdzie tak pędzisz? O ile pamiętam, Lord Stocker zabraniał Tobie i Księciu wychodzić z pokojów.

-Wiem, ale nie wiesz może gdzie poszły Diabły?

-Szły tamtym korytarzem - wskazał na korytarz po lewej. - A co? Zrobili Ci coś?

-Nie, ale Lucifer'a nie ma.

-Jak to nie ma?!

-Lilith powiedziała, że idą do niego.

-Co?! W takim razie moim obowiązkiem jest pójście z Tobą i chronienie Ciebie i Księcia Lucifer'a!

-To chodź!

Szybko pobiegli korytarzem. Z daleka słyszeli śmiach Diabłów. Po jakimś czasie zauważyli ich przy jakiejś ścianie. Zauważyli, że Satan nacisnął jakąś płytę, po czym cegły rozsunęły się tworząc przejście. Oboje byli zdziwieni. Diabły weszły za Satanem do tego przejścia. Celinne i Blackness po cichu również weszli. Zobaczyli, że Diabły gdzieś wskakiwały i...znikały. Ostatnie wskoczyły bliźniaki. Celinne i Dark podeszli do portalu.

-To co, skaczemy? - zapytała Celinne.

-Oczywiście - odpowiedział Blackness.

Celinne chwyciła jedną z macek Shun'a i w tym samym czasie wskoczyli do portalu.


Tymczasem na Mobiusie

Lucifer leżał na polanie. Było już całkowicie ciemno i zimno. Ciągle czekał na Aarona, jednak ten już od prawie godziny nie przychodził. Nie wiedział co robić. Rozmyślał, że nawet nie zauważył, że ktoś do niego podszedł.

Osoba powiedziała:

-Cześć.

Lucifer usłyszał to i podniósł się myśląc, że to ktoś z Diabłów

-Spokojnie - powiedziała nieznajoma osoba.

Chłopak dopiero teraz zauważył, że nieznajomą osobą była dziewczyna. Było ciemno, więc niedokładnie ją widział. Zauważył, że ma czarną grzywkę zasłaniającą prawe oko. Była jeżycą. Teraz przypomniał sobie, kto to jest. Szybko stanął na nogi.

-Witaj. Wybacz mi, za moją reakcję, ale nie byłem pewny, czy to ty... - powiedział.

Dziewczyna dziwnie się na niego spojrzała.

-Słucham? - odpowiedziała.

-Wybacz za mój brak dobrych manier! To moja wina, nazywam się Lucifer, to wielki zaszczyt Cię poznać - pokłonił się przed Jeżycą.

-Eeee...że co?

-Jesteś Władczynią Żywiołu Ognia!

-Wybacz, ale musiałeś mnie z kimś pomylić...

-Wykluczone! Ojciec dużo mi opowiadał o różnych Władcach.

-Ale...naprawdę musiałeś mnie z kimś pomylić! Nie jestem żadną Władczynią Ognia!

-Ależ jesteś!

-Udowodnij! Skoro ojciec dużo Ci opowiadał, to powiedz coś o mnie.

-Nazywasz się Adrianna Philips. Masz 12 lat. Mieszkasz tutaj, na Mobiusie. Zawsze interesował Cię ogień. Niedawno spotkałaś swojego brata, Louis'a...

-Dobra, wystarczy! Wierzę Ci! Ale...jak to możliwe, że jestem Władczynią Ognia i nic o tym nie wiem?

-Nikt Ci nie powiedział? Naprawdę? Nawet twoja matka?

-Skąd znasz moją mamę?

-Twoja matka jest znaną Władczynią Ognia! Mój ojciec dużo mi o niej opowiadał. Wyrzekła się Władzy, by wychować twojego brata i Ciebie. Nieważne czy się wyrzekła, czy nie, jesteś jej następczynią.

-Ale...czemu nic mi nie powiedziała?

-Być może uznała, że jesteś na to za młoda...

-Ani słowa więcej! Nie jestem na nic za młoda!

-Dobrze, przepraszam. Nie wiedziałem, że nie lubisz, gdy ktoś mówi, że jesteś za młoda...

-Wiesz tyle rzeczy o mnie, a akurat tego nie?

-No...

-Luciferze, za przeproszeniem, kim był twój ojciec, że wie tyle o różnych Władcach?

Lucifer zawahał się.

-Wybacz, ale to nie istotne...

-Dla mnie jest! Chcę wiedzieć!

-Ale Adrianno...

-I nie mów do mnie pełnym imieniem!

-Ale...

-Luciferze, chcę...

-Wybacz, że ci przerywam, ale jak będziesz mi Adrianno...

-Ado...

-...przerywała, to z całą pewnością nic Ci nie powiem.

-Dobrze, już nie będę przerywać.

-Dziękuję. Mój ojciec tyle wie o różnych Władcach, bo oni sami opowiadali mu o sytuacjach ich Żywiołów. Niestety, Żywioł ognia i Wody są ze sobą skłócone...

-Czemu?

-Woda gasi Ogień.

-Aha.

-W sumie Żywioł Ziemii też jest skłócony z Ogniem.

-Bo?

-Bo Ogień podpalał Ziemię. Przez przypadek, oczywiście.

-Ok...a ty? Jesteś Władcą jakiegoś Żywiołu?

Lucifer posmutniał.

-Tak. Jestem Władcą Żywiołu Ciemności.

-I to Cię smuci?

-To zły Żywioł. Przeznaczony jest dla tych, którzy np. zabijają. Jest wręcz idealny dla mojego wujka ...

-Wujka? Czemu?

-On chce za wszelką cenę zdobyć Tron Królestwa Demonów.

-Tak? A ty jesteś...Królem?

-Nie, jeszcze jestem Księciem.

-Księciem? Muszę się pokłonić...

-Nie, nie trzeba! To nic.

-No dobra...to co zrobił twój wujek, że pasuje do niego Żywioł Ciemności?

-Bo widzisz...on wielokrotnie próbował mnie zabić...

-CO?!

-No...

-Ale czemu?!

-Bo chce objąć Tron, a ja jestem prawowitym następcą.

-Czyli jest zazdrosny?

-Tak. Na szczęście jestem pół-wampirem i pół-demonem, więc nie tak łatwo mnie zabić.

-A co cię może zabić?

-Woda Święcona.

-Aha...

Nagle usłyszeli jakiś głosik. Dobiegał on jakby...z jego peleryny. Lucifer zdjął ją i zaczął rozplątywać. Po jakimś czasie udało się. W pelerynę zaplątała się Mylene.

-Mylene! - powiedział. - Mała, co ty tu robisz? Mówiłem Ci, żebyś została w Zamku!

-Chao Chao (Tęskniłam za tobą).

-Ohhhh...to urocze. Ale Celinne zajęłaby się tobą.

-Chao Chao Chao (Nie znalazłam jej. Znalazłam twojego wujka).

-Co?! Ale chyba z nim nie rozmawiałaś?

-Chao Chao (Chciałam, ale on mnie ignorował).

-Mylene, wiesz, że nie możesz z nim rozmawiać.

-Chao Chao Chao (Wiem, jesteś na mnie zły?)

-Nie, nie potrafiłbym być na ciebie zły. Jesteś za słodka.

-Chao Chao (Dziękuję!) - powiedziała i podleciała przytulić Lucyfera.

-Ooooo...jak słodko! *w* - powiedziała Ada. - Wybaczcie ale muszę już iść.

-Dobrze, do widzenia Adri...

-ADO! Cześć! - powiedziała.

Lucifer patrzył na biegnącą Adę. Był zdziwiony, że nie wiedziała ona o tym, że jest przyszłą Władczynią Ognia. Nagle usłyszał czyjeść wołanie.

-Lucifer!

Odwrócił głowę. Zauważył biegnącego Aarona.

-Hej, wybacz, że tak długo - powiedział.

-Nic nie szkodzi - odpowiedział Lucifer.

-To idzie...- Aaron zauważył Chao - Awwwww! Jaka słodziutka! *w*

Mylene uśmiechnęła się.

-Chao Chao (Dziękuję)!

-Jak masz na imię? *w*

-Chao (Mylene).

-Jak słodko!

Mylene zarumieniła się i podleciała przytulić Aarona. Ten chętnie odwzajemnił tulasa.

-Widzę, że lubisz słodkie rzeczy - zauważył Lucifer.

-No, i to bardzo! *w* - odpowiedział Aaron. - To co? Idziemy?

-Jasne.

Droga zajęła im kilka minut. W końcu zobaczyli dom Aarona. Był średniej wielkości, parterowy.

Weszli do środka.

Przedpokój był z drewna, trochę ciasny. Z niego prowadziły drzwi - po lewej do salonu a po prawej do kuchni. W salonie znajdowała się sofa, fotele, telewizor, stoliczek i półka na książki. Na ścianie było duże okno. Z salonu prowadziły drzwi: pierwsze do łazienki, drugie do pokoju Aarona a trzecie do pokoju Lucifer'a.

Weszli do niego.

Ściany pokoju były czerwone, podłoga była z białych desek. W rogu stało łóżko z czarno-białą pościelą, obok niego szafa, biurko z krzesłem i półką. Na ścianie było duże okno, zasłonięte czarną zasłoną. Na podłodze był czerwony dywan.

-I jak? Może być? - zapytał Aaron.

-Jest świetny, dzięki - odpowiedział Lucifer.

-Yay! Nawet nie wiesz jak się cieszę!

-Właśnie widzę.

-Teraz nie będzie nudno w domu! Zawsze sam siedziałem, a teraz będę mógł rozmawiać z tobą i małą, słodką Mylene!

-Zawsze jesteś taki entuzjastyczny?

-Tak, zawsze ^w^

-Super.

-Dobra, już ci nie przeszkadzam, odpocznijcie sobie - powiedział Aaron i wyszedł z pokoju zamykając drzwi.

Lucifer i Mylene położyli się na łóżku. Obydwoje byli zmęczeni.

-Chao Chao (Fajny ten Aaron) - powiedziała Mylene.

-Zgadzam się.

-*ziewa* Chao Chao (Spać mi się chce).

-To połóż się już spać. Ja jeszczę się umyję.

Mała posłuchała się Lucifer'a i wygodnie ułożyła się na łóżku. Lucifer w tym czasie umył zęby i wykąpał się. Położył się na łóżku, a Mylene przytuliła się do niego. Po jakimś czasie oboje zasnęli.

Rozdział 5: Pierwszy dzień w nowym miasteczku na Mobiusie Edytuj

Lucifer powoli otworzył oczy i spojrzał na wiszący na ścianie zegar. Wskazywał on godzinę 10:30. Chłopak był dość zdziwiony. Zazwyczaj wstawał o 5-6 rano, a o tej porze już dawno spędzał czas z Celinne i Bellą...

-"Bella..." - pomyślał.

Bella była jedną z wielu służących w Zamku. To bardzo miła, pomocna i posłuszna dziewczyna. Rzadko się uśmiechała i to właśnie Lucifer sprawiał jej największą radość. Chłopak długo o niej myślał, szczególnie o jej urodzie. Sam nie wiedział czemu, ale zawsze gdy tak o niej rozmyślał, miał motylki w brzuchu. Sam nie wiedział czym to było spowodowane. Po chwili Mylene otworzyła oczy i wesoło spojrzała na Lucifera.

-Chao Chao (Cześć, Lucifer) :3 - powiedziała.

-Cześć - odpowiedział wciąż zamyślony lis.

-Chao Chao Chao (Coś się stało)?

-Nie, nic.

Kilka minut później Lucifer ubrał się w swoje ubranie i umył zęby, po czym chodził po domu, szukając wilka. Znalazł go w kuchni jak robił śniadanie.

-Cześć - powiedział Lucifer.

Aaron odwrócił się w jego stronę.

-No hej. Jak się spało? :)

-Dobrze...

-Chao (Hej)! :3

-Cześć, Mylene *w*

-Chao Chao Chao Chao (Co jest na śniadanie)? :3

-Jajecznica :)

Gdy zjedli śniadanie, cała trójka wyszła na zewnątrz, chcąc iść do parku. Lucifer ciekawie rozglądał się dookoła, sprawdzając, jak bardzo zmieniło się to miasto. Był tutaj już bardzo dawno temu, więc, tak jak się spodziewał, niemal wszystko się zmieniło, głównie powstały nowe sklepy i więcej nowoczesnych budynków.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki