FANDOM


Autor:Edytuj

Luke The Hedhehog Sonicrun S2

Rozdział 1 - Powrót do domu:Edytuj

20px-Cudzy1.png Interium to potężny kamień w kształcie sześcianu. Ma on tak potężną moc, że może zniszczyć cały wszechświat. Rdzeń Zniszczenia to pikuś w porównaniu z ogromną potęgą Interium. 20px-Cudzy2.png


Rannemu Swift'owi udało się doczołgać do samochodu. Wyjął ze skrytki bandaż i owinął go wokół biodra. Wyjął czarną torbę i założył ją na ramię. Bardzo powoli udał się do opuszczonej fabryki ciuchów, aby schować się przed watachą Wizoraków. Próbował połączyć się z Rickiem przez smartfona, ale brązowy jeż nie odbierał.

- Rick... Gdzie wy jesteście... - jęknął Swift i wyjął z torby butelkę wody i zaczął ją pić.

Spojrzał przez okno. Ostatnia grupa Wizoraków zeszła do kanałów. Po chwili niebieski jeż usłyszał dzwonek telefonu. Przeciągnął palcem i przyłożył smartfona do ucha.

- Swift....Jesteś.... Co.... - Swift słyszał zaledwie bełkot. 

- Rick? Ja nic nie rozumiem. Najwidoczniej nie mam zasięgu. Jestem w opuszczonej fabryce ciuchów na Green Avenue. Pospieszcie się, proszę! Ah! Nie wiem ile jeszcze wytrzymam. W każdej chwili do mojej rany może wdać się zakażenie. Słyszysz mnie?

- Sły - co mogłoby oznaczać, że tak. Swift chciał coś jeszcze powiedzieć, ale nie mógł. Smartfon się rozładował. Keane stracił nadzieję. Zamknął oczy i zemdlał. Śnił tylko o jednym: Siedzi na krześle i mówi: Wytrzymaj jeszcze, jeszcze trochę! Dasz radę... Dasz radę! 

Swift odzyskując przytomność usłyszał jakieś głosy. Jeden z nich rozpoznał. To był Rick Clarke.

- Wszystko będzie ok, Swift. - Niebieski jeż kiwnął głową, lekko się uśmiechnął i znów zemdlał.


Swift obudził się nastepnego dnia w szpitalu w mieście Naxus. Wokół niego zgromadzili się wszyscy jego najbliźsi przyjaciele. 

- Nic ci nie jest? - zapytała Wera.

- Nic... Chociaż... - Swift dotknął miejsca, gdzie była rana. - Gdzie jest ta rana?

- Usuneli ją - rzekła Jina i usiadła koło brata.

- Dobrze, że żyjesz, ziom. - powiedział Kai i położył ręke na jego ramieniu. 

- Ekhem, gdzie jest Slige? - zapytał niebieski jeż.

- Kiedy spadłeś z helikoptra straciliśmy z nim kontakt. - powiedział Rick.

- On... on żyje, prawda? - zapytał Keane z nadzieją, że niebieski lisek żyje i tylko gdzieś zaginął.

- Chyba żyje... - odparł Rei.

- Chyba? - Swift wstał z łóżka.

- Nie możesz jeszcze! - krzyknął Max.

- Spokojnie. Przeżyłem przebicie? Przeżyje i to! - warknął Swift. - Em... Sory, że się uniosłem, ale poprostu nie mogę uwierzyć, że Slige zaginął... lub zginął.

- Przestań tak mówić! - krzyknęła Wera i usiadła na łóżku Swifta. - Masz jakąś wiadomość. - Swift wziął telefon.

- Nie, nie... List masz. - Lisica podała jeżowi kartkę, a on zaczął czytać.

- Co ty robisz? - zdziwił się Rick i wyjął jakieś dziwne urządzenie. - Włóż tu kopertę. - Swift wkładając kopertę ujrzał monitorek i hologram przedstawiający brązową kolczatkę z przepaską na oku. 

- Swift Keane... Pewnie mnie nie pamietasz, ale ja ciebie tak. Jestem Dick Cury, dyrektor agencji S.M.A.S.H. Potrzebujemy twojej pomocy, ale tylko twojej.

- A o co chodzi? - zapytał Swift.

Rick podał Swiftowi zdjęcie błękitnego sześcianu.

- Interium... Musisz go znaleźć zanim znajdzie go ktoś inny... - powiedział dyrektor.

- Czyli kto?

- Nie wiem! Ktoś inny... Ktoś bardzo zły inny.

- Mówi pan do mnie jak do pięcio latka. Wszystko zrozumiałem! - Swift wyłączył urządzenie i wstał.

- W twoim stanie, S!? - zapytał Max.

- Daj spokój. Muszę wykonać zadanie, no nie?

- W sumie wiedziałem, że to zrobisz. Znam cię. - rzekł Kai.

Swit uśmiechnął się i poszedł do recepcji.

- Chcę odzyskać moje rzeczy.

- Ale pan musi odpoczywać.

- Proszę mi dać moje rzeczy! - zerwał bandaż i wyrzucił go do kosza.

- Co pan robi!? Musi pan zostać w szpitalu do piątku! Zatrzymajcie pana Keane'a! - krzyknęła recepcjonistka do napakowanych doktorów. Złapali Swifta za ręce, ale on zrobił salto w tył i przewrócił obu. Po chwili przyszli dwaj kolejni napakowani doktorzy. Jeż podskoczył i kopnął jednego trzy razy. Ten czwarty doktorek 'na sterydach' uciekł. 

- To jak... Dostanę tę torbę!? - zapytał recepcjonistkę depcząc niechcacy ręke doktorka.

- T-tak, tak! - Siostra wyjęła torbę z szafy i dała ją Swiftowi, który poszedł do łazienki się przebrać. Wyszedł w tej swojej białej kurtce i czarnych spodniach. 

- Okej, dziękuje, pani! - krzyknął w kierunku przerażonej siostry.

- Swift, oszalałeś?! Musisz wracac do szpitala! - krzyknęła Werka. Swift złapał się w miejscu gdzie była jego rana.

- Sory, ale mam misję. Ważną misję... - Wyjął z torby swojego smartfona i włączył GPS'a. 

- Agencja S.M.A.S.H... Nie znaleziono lokalizacji - powiedział system GPS'a.

- Żart? - zdziwił się Swift i włożył telefon do kieszeni. - Najwyraźniej nie... Dobra, jak ja się dostanę do tej kwatery S.M.A.S.H'a . - pomyślał niebieski jeż i po chwili usłyszał warkot helikoptera. Spojrzał w górę i ujrzał biało-niebieski helikopter lądujący w parku. Swift szybko do niego pobiegł.

- Swift Keane... - rzekł Dick Cury podając mu ręke. - Miło cię znów widzieć.

- Znów? My się nigdy nie spotkaliśmy.

- Serio? Jesteś pewnien?

- Wydaje mi się, że tak.

- Otóż uciekłeś z domu w wieku szesnastu lat i dołączyłeś do tutejszego ruchu oporu, prawda?

- Skąd pan to wie?

- Byłem wtedy policjantem. Ścigałem wóz z logiem przedstawiającym głowę jeża.

- Pamiętam to! Wtedy widziałem ruch oporu ostatni raz...

- Okej... Mniejsza o to. Musimy ruszać. Wsiadaj. - Swift wsiadł do helikoptera i usiadł koło białej lisicy. 

- Cześć. - powiedział do niej. Nie odpowiedziała. Swit wzruszył ramionami i spojrzał przez okno.

Rozdział 2 - Grande po raz kolejny!Edytuj

Swift spojrzał przez okno. Zdawało mu się, że widzi pustynię, pustynię Grande. Odwrócił się i powiedział do Dick'a:

- Ej, chyba mi nie powiesz, że tutaj odbędą się poszukiwania!

- Słyszałem o tym wydarzeniu. Wilson przebił cię prętem na wylot, tak? - zapytał Dick.

- Co? - zdzwiła się Anne.

- Tak, to tutaj. Mam nadzieję, że nie spotkam tej starej gęby. - rzekł niebieski jeż.

Lecieli tak jeszcze parę minut, aż dotarli na lądowisko. 

- Już jesteśmy, szefie. - oznajmił pilot śmigłowca. Kiedy Dick otworzył drzwi, Swift szybko wyskoczył z helikoptera.

- Nie, no... Nie wierzę, że znów tu jestem! - krzyknął Keane i padł na kolana. - Weźcie kogoś innego! Od tego piasku rzygać mi się chcę!

Dyrektor S.M.A.S.H. wsiadł do terenowca, a za nim jeden z ich rekrutów. Kazał usiąść Swiftowi koło niego.

- Słuchaj mnie, Keane. Ty jedyny możesz zatrzymać I.O.T.H.

- I.O.T.H?

- International Organization Treasure Hunter, innymi słowy: Łowcy skarbów.

- Łowcy skarbów?

- Chcą znaleźć i sprzedać Interium.

- Interium? A ile ono może być warte?

- Jakiś miliard khaji.

- Ile? - Swift myślał, że zemdleje. - O Jeżu! Słuchaj... A jak zdobędziemy ten sześcian i go podmienimy? Wtedy damy tą kopie Łowcom i dadzą nam spokój.

- Nie pomyślałem o tym. Interium znajduje się w jaskini pod ziemią. Prawdopodobnie jedyna droga do jaskini jest przez wodę. Umiesz pływać?

- Jasne, że tak!

- To dobrze. Stop! - krzyknął do kierowcy, a ten zatrzymał się. Swift wstał i się odwrócił. Dick kopnął go w nogi na wksutek tego wypadł on z terenowca.

- Ej!

- Marnujesz mój cenny czas, Keane. Masz w tej skrzynce sprzęt, namioty i jedzenie. Anne się tobą zajmie.

- Nie potrzebuje niańki!

- Czyżby? - i odjechał. Anne spojrzała się na Swift'a i zaczęła rozbijać obóz. 

- Mam nadzieję, że nie będzie burzy piaskowej... - mruknęła.

- Ah... - westchnął Swift i otworzył skrzynię. 

Przez resztę dnia oboje się do siebie nie odzywali. Swift rozbił obóz kilka metrów od niej. Wyjął z plecaka konsolę i zaczął grać, natomiast Anne już spała. Następny dzień był nieco chłodniejszy jednak woda była bardzo ciepła. Jeziorko znajdowało się kilometr od obozu, a Swift szybko tam pobiegł. Zdjął ubrania i wskoczył do jeziora. Zanurzył się i szukał wejścia do jaskini jednak nic nie znalał. Szukał tak jeszcze przez dwie minuty, aż wkońcu natrafił na niebieskie ślady. Dopiero potem zauważył, że były to jakieś napisy. Szybko popłyną na brzeg i usiadł na piasku. Założył ubrania i z pośpiechem udał się do Anne.

- Słuchaj, coś znalazłem. - oznajmił Keane.

- Ale co! - krzyknęła lisica.

Swift wyjął dwa akwalungi, włożył je do torby i złapał Anne za ręke. Zaprowadził ją nad jezioro. Założył sprzęt i skoczył do wody. Anne po chwili zastanowienia, również załozyła akwalungi i zabrała ze sobą, mały świecący kijek, aby lepiej widzieć drogę. Niebieski jeż razem z jego partnerką dopłyneli do miejsca, gdzie zauważył on niebieskie symbole. Anne spojrzała się na niego i powiedziała.

- Wyglądasz na przygłupa, ale masz łeb na karku, Keane.

- Wyglądam na przygłupa? Dziękuję za komplement, 'Aniusiu'.

- Ostrzegam cię, nie nazywaj mnie tak.

- Ouuuu... Doobrze. - Jeż wyjął swojego wodoodpornego smartfona i cyknął parę fotek. Dał znak lisicy, żeby popłynęli nieco dalej. 

- Wydaję mi się, że możemy... - Swiftowi przerwały głośne dźwięki, odwrócił się od Anne i popłynął na samo dno.

- Swift, wracaj! Utoniesz!

- Spokojnie. Wytrzymam. - powiedział jeż i przecisnął się przez szczelinę. Znów coś usłyszał, tym razem były to głosy dwóch mężczyzn. Keane przesunął się nieco bliżej i wynurzył głowę.

- Ludzie, mówię wam... Będziemy bogaci! - wydał z siebie głośny ryk szczęścia czerwony lis.

- Załadujemy towar do naszego odrzutowca. Szefowa będzie z nas zadowolona. - oznajmił czarny kojot.

- Będziemy bogaci, bogaci! - powtórzył czerwony lis. Parę sekund później, lis wyjął karabin i zaczął strzelać w wodę. Mało brakowało, a Swift dostałby w głowę. Wyskoczył z wody i wytrącił maszynę z rąk zlodIejat, po czym stanął na rękach i zrobił wir kopiąc lisa w twarz. Jeden natychmiastowo padł.

- Ty skur... - czarny lis jęknął i padł. Za nim stała Anne trzymając urwaną kolbę z odciśnięciem na czubku.

- Chodźmy z tąd, moronie... - zasyczała lisica do Keane'a i popchnęła go do wody. Położyła walizkę na ziemi i uklękła. Wyjęła cenny przedmiot z torby i ostrożnie włożyła go do walizki.

- Interium nasz - pomyślała.

Droga powrotna była nieco krótsza. Anne nie wyrzuciła Swift'a do wody by przez tunel wrócił do obozu. Tylko po to, zebyy się podtopił. White weszła do samochodu i krzyknęła do jeża:

- Wrócisz na pieszo.

- Jasne. - rzekł Swift i popędził do obozu, jednak w to co zobaczył, nie mógł uwierzyć. Oba namioty zaczęły płonąć, a potem eksplodowały. Swift zrobił krok dalej, ale zatrzymało go potężne uderzenie w głowę. Leżał nieprzytomny., a nad nim Anne. Trzymając walizkę.

- To 15% dla mnie? - zapytała.

- Jasne - powiedział gruby mężczyzna wyłaniający się z płomieni. - Jestem Doktor Ivo Robotnik, młoda damo, ale możesz mówić mi Dr. Eggman.

- Anne, Anne White. - spojrzała się na Swifta. - Wybacz, głupku. - i podała walizkę doktorowi.

Rozdział 3 - Stary wróg, nowy kolega:Edytuj

Swift obudził się w starym lochu na metalowym łóżku. Złapał się za głowę i syknął. Podszedł do krat i krzyknął:

- Gdzie ja jestem do cholery! Gdzie jest Amy!

- Anne - poprawiła go biała lisica siadając na biurku. - Przyjemnie się spało?

- Gdzie ja jestem? - zapytał Swift kopiąc w kratę.

- W moim więzieniu. Dla ciebie to moja najlepsza cela! - krzyknął Eggman podpierając się o ścianę.

- Eggman? - zdziwił się Keane. - Ty żyjesz?? Anne, jak mogłaś! - wrzasnął Keane i mocno uderzył pięścią o łóżko.

- Przykro mi, ale musiałam. Chcę znaleźć moją rodzinę!

- Dlatego uderzyłaś mnie w łeb? Co by na to powiedział Dick, zdrajczynio!

- Zamknij się! - krzyknął jakiś ich przydupek i uderzył Keane'a batem w policzek.

- Gdy wyjdę, pierwszą moją ofiarą będziesz ty! - krzyknął niebieski jeż do sługusa.

Żołnierz uśmiechnął się, a Eggman przytaknął głową. Zaczął szarpać Anne, aż w końcu wepchnął ją do celi, po czym Swift zbliżył się do niej i warknął.

- Wiem, jestem pieprzoną, chciwą...

- Zamknij się bo coś dodam. - Keane usiadł na łóżku i ryknął. Poczuł mrowienie po całym ciele, a z ust wyrosły mu kły. Werehog powrócił.


- I co zrobisz? Nic nie zrobisz. - powiedział Slige do Maxa.

- Zaraz cię rozwalę moim Szwajcareggerem! - krzyknął Max i rzucił padem w telewizor plazmowy.

- Pogieło cię, małpo? - zdziwił się Slige. - Te cacko kosztowało mnie 2500 khaji!

- Wypisze ci czek jeśli pokonasz Barniego!

- Barnie Szwajcaregger to cienias w porównaniu do mojego Maczetnika Gonza.

- Siema, chłopaki! - krzyknął Rick. - W co gracie?

- Rąbnij coca-colę 2 - powiedział Slige wyłączając konsolę.

- Swift ostatnio nie dzwoni....

- To fakt.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki