FANDOM


Dawniej moje życie było nudne i bez przygód. Tylko nuda, komputer i muzyka. Właściwie w moim życiu nie działo się nic ciekawego, poza tylko trzema rzeczami. Cóż, tak to jest jak jest się samotnikiem, nie ma się przyjaciół. Mając także wybujałą wyobraźnię, widziałam siebie jako bohaterkę, którą wszyscy uwielbiają! Ale w taki sposób nie zdobyłabym przyjaciół... Trudno się mówi. Myślałam, że nic mnie ciekawego nie spotka. Ale myliłam się... a to wszystko zaczęło się od fontanny...


Rozdział Pierwszy: Gadające... Zwierzęta?Edytuj

Jak zawsze w sobotę wstałam, posłuchałam muzyki i zjadłam śniadanie. Potem na jakieś 20 minut byłam na laptopie. Uznałam, że znowu będę marnować swój czas. Więc postanowiłam iść przejść się po miasteczku.

- Mamo! Idę się przejść!

- Dobrze! Zadzwoń do mnie, kiedy wrócisz! - zawołała moja mama.

Ubrałam się i pierwszym moim celem "podróży" była fontanna. Minęło 10 minut. Dotarłam na miejsce. Usiadłam na jej progu i myślałam o niebieskich migdałach. Po 5 minutach usłyszałam moje imię.

- Zuzanno! Zuzanno! Zuzanno!

Zdziwiona odwróciłam się za siebie, ale nikogo nie było. Byłam sama jak palec.

- Pewnie ktoś żartował albo mi się wydawało. - powiedziałam do siebie.

Ale myliłam się. Znów usłyszałam ten sam głos. Brzmiał bardziej straszniej.

- ZUZANNO!!! MUSISZ NAM POMÓC!!! URATUJ NAS!!!

Nagle z wody fontanny pojawiła się wielka łapa. Wystraszona próbowałam uciec, ale ona mnie złapała i wciągnęła mnie do wody. Myślałam, że właśnie zginęłam. Że wybiła moja ostatnia godzina. Po dziesięciu minutach obudziłam. Przed swoimi oczyma zobaczyłam dziwne postaci. Przerażona wstałam szybko i zdenerwowana krzyczałam na nich.

- Hej! Co wy sobie myślicie?! Że możecie się na mnie patrzyć jak na bezpańskiego psa?! - krzyknęłam niemiło.

- Patrzymy się na Ciebie, ponieważ nie wyglądasz na taką z naszych stron...

- Zaraz, zaraz. Kim wy jesteście?!

- Ja jestem jeżem, a moja przyjaciółka to lisica. - powiedział nieznajomy.

- Aha, to nie wyglądam z waszych stron, bo co? Bo jestem człowiekiem?! - krzyknęłam z niedowierzaniem.

- Eeee, jak możesz być człowiekiem, skoro masz różowe futro oraz ogon lisa, lisi człowieku? - zapytała z ogromnym zdziwieniem nieznajoma lisica.

Zdziwiona zobaczyłam swoje odbicie w "lustrzanym jeziorze". Tak jak ta nieznana mówiła, miałam różowe futro i lisi ogon. Krzyczałam ze strachu.

- O mój boże! Co się ze mną stało?! Gdzie ja jestem?! Jak się tu znalazłam?!

- Spadłaś z nieba i straciłaś przytomność. Jesteś na Wyspie na Bożego Narodzenia i-

- Zaraz! Przecież mogę teraz co chcę! Yupi! Teraz żadnych zakazów, żadnego wkurzania mnie! Ale czad! - krzyczałam z radości. Skakałam z radości.

- Wiesz co? Ta nowa jest jakaś dziwna...

- Masz rację. - zgodził się z lisicą nieznany jeż.

Po 2 minutach zaczęli mnie się pytać.

- Jak masz na imię? - zapytał jeż.

- Zuza! Miło mi! A wy?

- Ja jestem Shadow, jeż Shadow.

- A ja Lisica Rose.

- Jej! Hej! Zaprowadzicie mnie po wyspie? Proszę... - prosiłam, robiąc słodkie oczy.

- No dobrze. Niech Ci będzie, Zuzo. - powiedziała Rose.

I zaczęli mnie oprowadzać po wyspie. Czuję, że zaczęło się coś wspaniałego w moim życiu. Przyszedł czas na przygodę mojego życia!

Rozdział Drugi: Poznaje nowy świat! Oraz nowych przyjaciół!Edytuj

Shadow i Rose oprowadzali mnie po Wyspie Bożego Narodzenia, bardzo piękny krajobraz. Byłam tak podekscytowana! Nie wiem dlaczego, ale skakałam z radości. Może dlatego, że ten świat bardzo mi się spodobał? Nie wiem, ale się cieszyłam i skakałam. Jeż i lisica patrzyli się na mnie jak na jakiegoś dziwaka. Niestety, jestem dziwna, ale jestem z tego dumna! Jestem sobą, o! Potem zaczęli mi mówić o tej wyspie. Zaciekawiło mnie to. Zabrali mnie do miasta, było tam bardzo pięknie! Jedynie co mnie zdziwiło, to to że mieszkają tutaj... ludzie. Ludzie. Myślałam, że ludzie żyją tylko na Ziemi! Ha! A się myliłam! Tyle rzeczy w swym życiu nie wiem... Ale mniejsza to. Wycieczka trwała z dobre 45 minut. Zmartwiłam się pewnym faktem, które dotyczyło miejscem zamieszkania. A na ulicy raczej nikt mieszkać nie chce, prawda? Mówiłam to do siebie, i zapewne Shadow i Rose to usłyszeli. Boże, Zuza! Muszę mówić czasami do samej siebie! Pewnie pomyśleli sobie, że jestem nienormalna. Ale usłyszałam zupełnie coś innego:

- O miejscu zamieszkania się nie martw, spróbujemy ci załatwić. - powiedział Shadow.

- A niby gdzie lub u kogo miałabym mieszkać? - zapytałam ze zdziwienia.

- Mamy pewien pomysł, ale nie gwarantujemy ci, że się uda. - odpowiedziała Rose.

- No dobra, niech wam będzie (Uff, już myślałam, że będzie po mnie.).

Minęło dziesięć minut. Nie wiedziałam, co Rose i Shadow chcieli zrobić. Dotarliśmy na miejsce. Był to jakiś dom o średniej wielkości, był dość ładny. Poprosili, bym zaczekała na nich. Zgodziłam się, nie mając innego wyboru. Z dobre 15 minut minęło, prawie zasnęłam, brawo ja. Rose mnie zawołała, i weszłam do domu. Wyglądał bardzo przytulnie, że chciałam tutaj zamieszkać.

- To ta dziewczyna, o której wam mówiliśmy. - powiedziała Rose do jakieś grupki.

Ta grupka składała się z niebieskiego jeża, żółtego lisa, czerwonej kolczatki, kolejnego jeża (tym razem różowego), kremowego królika i z niebieskiego chochlika (czy coś tam latającego). Patrzyli na mnie z zaciekawieniem. Co we mnie jest takiego ciekawego, prócz tego, że jestem nowa? Nie wiem.

- Widzę, że to młoda lisiczka. Na pewno ona jest nowa? - zapytała się kolczatka.

- Spadała z nieba. Jak mamy wam to wytłumaczyć, Knuckles? - zapytał z niedowierzaniem Shadow.

- A może to pomocnica Dr. Eggmana? Lub robot, który wygląda jak my? - odpowiedział mu Knuckles.

- SŁUCHAM?! - krzyknęłam ze złości - DOPIERO CO SIĘ TU POJAWIŁAM, TO JUŻ JESTEM UZNANA ZA ROBOTA?! DZIĘKUJE ZA GOŚCINĘ! BARDZO DZIĘKUJE!

- Knuckles. Ona ma rację. Nie wygląda na taka, która chce mieć złe intencje wobec nas. - powiedziała Rose.

- Przesadziłem. Przepraszam.

- No dobra, dobra. Ja też przesadziłam z tym krzyczeniem. - odpowiedziałam.

- A tak przy okazji, jestem Sonic! Jeż Sonic! - powiedział do mnie z radością Sonic.

- Yay! A ja jestem Zuza! Miło mi was poznać!

- Knuckles'a już poznałaś. Ten lis to Tails, jeżyca to Amy, nasza mała króliczka to Cream oraz jej chao Cheese! Mam nadzieję, że będziemy przyjaciółmi, Zuza! - powiedział Sonic, przytulając mnie przyjacielsko.

- Oby!

- Sonic! Masz nie przytulać żadnej dziewczyny! - krzyknęła Amy.

- Spokojnie Amy! To tylko przyjacielski przytulas! Prawda, Zuzeł? - powiedział z lekkim strachem Sonic.

- Spokojna głowa Amy! (O_O)

- No mam taką nadzieje. - powiedziała słodko Amy.

- My z Rose musimy już iść. Żeby ta nowa była pokojowa. - powiedział Shadow.

- Hej, ale ja mam imię, Shadow.

- Wiem o tym, Zuza. Cześć.

- Do zobaczenia!

Shadow z Rose wyszli z domku. Nowi kumple już uszykowali dla mnie pokój, w którym miałam mieszkać. Był tak śliczny. Amy i Cream naprawdę się postarały.

- Mam nadzieję, że jesteś zadowolona, Zuzia? - zapytała się mnie Cream.

- No pewnie! Jeszcze tak pięknego pokoju nie widziałam! Naprawdę dziękuje wam!

- Proszę bardzo! Późno się zrobiło, idziesz już spać?

- Tak, jestem już zmęczona! Dobrej nocy!

- Wzajemnie! - odpowiedziała mi Cream, wychodząc z mojego pokoju.

Nie mogłam uwierzyć, że mnie to spotkało! Z uśmiechem na twarzy zasnęłam, czekając na nowy dzień.

Rozdział Trzeci: Szary jeż, biała lisica i... nowa moc!Edytuj

Nowy dzień. Wstałam chyba o siódmej coś, nie pamiętam już, ale chyba wstałam rano. Zdziwiłam się, ostatnio wstawałam o dziesiątej, a tu proszę: siódma! To jakieś osiągnięcie w moim wykonaniu! No dobra, wróćmy do rzeczywistości. Wstałam, ubrałam się w moje ciuchy(Moje nowe ubranko jest takie boskie!) i pobiegłam na dół. Już śniadanie było zrobione, inni już jedli, a ja spałam! Zupełnie inaczej niż moim domu. No cóż, trzeba się przyzwyczaić do nowych warunków. Wszyscy oczywiści mnie mile przywitali(Ach, ta przyjacielskość ze strony innych, tego właśnie chciałam).

- Hejka, Zuzeł! Jak Ci się spało? - zapytał mnie z radością Sonic.

- A bardzo dobrze! Dziękuje, że pytasz! - odpowiedziałam z uśmiechem za twarzy.

- Wiesz, dla przyjaciół zawsze jest się miłym. - powiedział Sonic mrugając do mnie jednym okiem.

- Hah! Hej, co jest na śniadanie?

- Chrupki w kształcie kuleczek o smaku czekoladowym. Już na Ciebie czeka porcja. - odpowiedziała mi Amy.

Chrupki! I jeszcze o smaku czekoladowym! Oni czytają w moich myślach! Yay! Wiedziałam, że to będzie świetny dzień. Minęło 15 minut, śniadanko zjedzone i postanowiłam wprowadzić swój plan dnia, czyli poznać nieco lepiej miasteczko, w którym obecnie mieszkam.

- Hej, Zuza. Co zamierzasz dziś robić? - zapytał się mnie Tails.

- Zamierzam cały dzień spędzić w miasteczku. Chcę bardziej poznać.

- Mogę poprowadzić. Z przewodnikiem lepiej chodzić. - powiedział Sonic - I moglibyśmy się bliżej poznać i-

- SONIC!!! COŚ CHYBA MÓWIŁAM!!! - krzyknęła z wielkim niedowierzaniem Amy.

- Dziękuje Sonic, doceniam, że chcesz mi pomóc, ale dam radę, nie martw się(Boże, jaka ona jest wybuchowa!). - powiedziałam mrugając jednym okiem.

-O, okej. -powiedział Sonic - Miłego dnia!

- Wzajemnie!

I wyszłam na miasteczko. Jejku, jak ono pięknie wygląda! Chyba nawet lepiej niż w moim miasteczku. No dobra Zuza, idź chodzić, a nie, że se stoisz i patrzysz tylko domki! Ogarnęłam się i zaczęłam chodzić po ulicach. Jak już mówiłam, było tak pięknie! Minęło z dobre dwie godziny. Nie mogłam przestawać się zachwycać. Wtem słyszałam jakiś głos.

- Zaraz, chwila! Ta różowa lisca... Może do niej podejdę. - powiedział nieznajomy.

- Hę? Zdawało mi się czy dobrze usłyszałam? - powiedziałam do samej siebie - A może znowu ktoś ze mnie żarty stroi...?

- Tym razem dobrze słyszałaś.

-Co?

Odwróciłam się za siebie i ten nieznajomy był niemal przede mną. Ze strachu aż podskoczyłam i prawie się przewróciłam, ale ten nieznajomy, a właściwie szary jeż mnie złapał.

- Przepraszam, że Cię aż tak wystraszyłem. Nie chciałem tego.

- A spoko! Masz dobry refleks! - odpowiedziałam z radością.

- Hah! Miło to słyszeć. Jestem Kaito. A czy ja mogę poznać Twoje imię, lisiczko? - zapytał mnie nowo-poznany jeż.

- Ależ oczywiście! Jestem Zuza. Miło mi Cię poznać! - odpowiedziałam.

Po tym jak się przedstawiliśmy Kaito postawił mnie na nogi. O jeju! Ale on... fajnie wygląda! Hipnotyzujące, czerwone oczy. Czego chcieć więcej... No dobra, koniec już zachowywania się jak szaleńczo zakochana w kimś dziewczyna! Nagle zaburczało mi w brzuchu. Niestety musiałam już iść, mimo że nie chciałam zostawić samego Kaito.

- Wybacz, muszę już iść. Mam pewne sprawy do załatwienia(Zuza! Czemu musisz kłamać?! Przed tobą jest taki przystojniak!) i nie chce je zaniedbać.

- Rozumiem. Zresztą ja też mam ważne sprawy. Być może jeszcze się spotkamy się. Do zobaczenia, Zuza! - powiedział Kaito.

- Hejka!

Każdy z nas poszedł w inną stronę. Boże! Jaka ja jestem głupia, zostawiając Kaito! Mogłam z nim spędzić nieco więcej czasu, ale nie! Zuza bała się, że wygada co myśli o nim, a on się bardzo zdziwi! Nie no, po raz kolejny brawo ja! Ale niestety, mój wybór, on też miał ważne sprawy do zrobienia, już tego nie zmienie. No dobra, wróćmy do świata. Jak już mówiłam zaburczało mi w brzuchu. Poszłam do najbliższej restauracji. Z powodu tego, że byłam setną klientką, mogłam za darmo zamówić jedzenia. Co za fart. Zamówiłam chili dogi, czy jakoś tak się nazywa. Przyznam, że bardzo dobre jedzonko, jak ziemskie hot dogi, tyle że chili były trochę ostrzejsze, ale bardzo dobre. Minęła z dobra godzina. Gdy chodziłam sobie ulicą, nagle słyszałam jakieś głosy. Spojrzałam się w stronę pewnych ludzi (mobian, ale nie pamiętam jeszcze dokładnie), zaczepiali jakąś dziewczynę.

- Już wam mówiłam! Nie mam żadnych pieniędzy, więc nie rozumiem, dlaczego cały czas mnie czepiacie się! - powiedziała dziewczyna.

- Takie jak ty nie kłamią. Wiemy, że ty masz coś na pewno! Tylko próbujesz nas oszukać... - powiedział jeden z zbirów.

Nie mogłam cały czas się patrzeć, jak te zbiry chcą okraść i zrobić tej dziewczynie! Postanowiłam się zachować jak bohaterowie z filmów! Ale nie wiedziałam jak to zrobić, zapominalska ja. Mimo to postanowiłam stanąć po stronie dziewczyny.

- Hej, wy tam! Zostawcie tą dziewczynę w spokoju! - krzyknęłam do zbirów.

- No proszę, proszę! Kolejna laska, która chce się dać okraść!

- Już prędzej wolę być poobijana, niż dać się okraść, fajtłapy! - znów krzyknęłam, tym razem bardziej prowokująco.

- Jak sobie życzysz... Chłopaki, na nią! - krzknął przywódca zbirów.

Właśnie w tym momencie przypomniałam, że ja nie umiem walczyć. Jezu, jaka ze mnie idiotka! Tak, masz te swoje bycie bohaterem, Zuza! W tym momencie jak prawie się na mnie ta grupa złodzieji powiedziałam coś po japońsku(Wow, umiem mówić po japońsku! Yay!).

- Watashi no teki o kizutsukeru koto kaze! (Wiatr, który atakuje moich przeciwników!) - powiedziałam.

Ta grupa się przewróciła i konała z bólu. Wow! Ja na serio coś zrobiłam! Rozkazałam wiatrowi, aby zaatakował tych rabusiów! Ja chyba panuję nad żywiołem, którym jest wiatr. Tak! Panuje nad moim ulubionym żywiołem! Jupi jaj jej! Rabusie ze strachem się na mnie patrzyli, a ja byłam gotowa do kolejnego ataku.

- Szefie, wynośmy się stąd! Ta laska jest niebezpieczna! - powiedział jeden ze zbirów.

- Masz rację! Uciekajmy! - odpowiedział mu szef gangu.

Gang uciekł. Yay! Mam nadzieję, że nigdy się nie pojawią w tym miasteczku, po tym jak ich poturbowałam. Nagle przypomniała mi się ta zaatakowana dziewczyna. Podbiegłam do niej, z tego co zauważyłam była białym lisem.

- Nic Ci nie jest? Nie zrobili Ci krzywdy? - pytałam z troską lisiczkę.

- Wszystko porządku, mimo, że dałabym radę im, dziękuje Ci! Jak ty to zrobiłaś? - zapytała mnie lisica.

- Nie wiem! Po prostu powiedziałam czar po japońsku, i wiatr mnie wysłuchał! Nie wiem jak to zrobiłam! Przy okazji, jestem Zuza! Miło mi Cię poznać!

- Ja jestem Wera, Arktyczna Lisica. Dziękuje jeszcze raz!

- Nie ma za co! Po prostu zrobiłam, co uznałam za słuszne.

- Wasza Wysokość! Gdzie jesteś?! - krzyczał jakiś damski głos.

- Jesteś księżniczką?! Muszę pokłonić! - powiedział, kłaniając się także.

- Naprawdę nie musisz mi się kłaniać. - powiedziała do mnie Wera, uśmiechając się - Wybacz, muszę już iść, moja strażniczka mnie szuka! Żegnaj!

- Hej! Spotkamy się jeszcze? - zapytałam się z nadzieją.

- No pewnie! Może jutro, może pojutrze, ale na pewno się spotkamy! Żegnaj, Zuza! - krzyknęła Wera, biegając.

- Do zobaczenia!

Minęły dwie minuty. Boże! Niedość, że odkryłam w sobie nową moc, to jeszcze uratowałam księżniczkę! Jezu! Ten naprawdę jest świetny! Jestem tak podekscytowana! Po tym zdarzeniu wróciłam do dalszego odwiedzania. Nagle spotkałam jakiegoś jeża.

- Widzę, że swoje "sprawy" załatwiłaś. - powiedział szary jeż.

- Kaito! Jak ty tu się...?

- Chodziłem sobie ulicą, gdy nagle widziałem jak komuś pomogłaś. Więc to była twoja sprawa?

- Zaraz, zaraz! Ty też powiedziałeś, że masz sprawy do załatwienia! Uno momento! My chyba wzajemnie się okłamaliśmy... - powiedziałam z zdziwieniem.

- Wygląda na to, że tak. Przepraszam, bałem się, że pomyślisz, że jestem natrętny wobec Ciebie. - powiedział smutno Kaito.

- Ja też. Co było to minęło, prawda?

- Hah, widzę, że masz takie same nastawienie do takich sytuacji co ja!

- No widzisz! Przypadek, nie sądzę! - zaśmiałam się.

- Haha! Jak długo tu mieszkasz? Ponieważ pierwszy raz Cię w miasteczku. - zapytał mnie Kaito.

- Już drugi dzień jestem tu. Hej, a może zamiast ciągle stać, może pochodzimy sobie i przy okazji poznamy się bliżej? - zaproponowałam.

- Dobry pomysł!

No i zaczęło się chodzenie z Kaito. Boże! On jest takim super-hiper przystojniakiem, lepszego nie widziałam! Z "trochę" czasu pochodziliśmy razem. Z dobre chyba 6 godzin. Jezu! Tyle czasu! A ja byłam przekonana, że dwie godziny chodzimy! Jeżeli chodzi o Kaito, polecam tego gościa! Jest taki spoko, tylko czasem smutny. Nie wiem dlaczego, może coś w sobie dusi. Było już późno. Chciałam już wracać do domku, ale nie chciałam także zostawiać go tak samego.

- Wiesz Kaito, jestem zmęczona i-

- Chciałabyś wrócić do domu? Ok, zaprowadzę Cię.

- Oh, dzięki (Kolejny, który czyta myśli!).

- Wiem, że chcesz wrócić. Widziałem to.

- Jak?! - zapytałam z ogromnym zdziwieniem.

- Wiesz, władam nad czasem. Wiem co chcesz powiedzieć. A jeżeli chodzi o nasze pierwsze spotkanie, nie chciało mi się używać magii.

- O, to tak! Haha! (Wow, czarodziej czasu!)

Minęło 20 minut. Byliśmy na miejscu.

- Do kolejnego spotkania, Kaito!

- Do kolejnego! - powiedział Kaito, mrugając do mnie jednym okiem.

Weszłam do korytarza. Była już kolacja zrobiona. Z chęcią zjadłam, poszłam się umyć, ubrałam się w pidżamę, powiedziałam "dobranoc" i położyłam się do łóżka. I znów z uśmiechem na twarzy zasnęłam, oczekując na kolejny dzień.

Rozdział Czwarty: Nowa towarzyszka! Edytuj

I kolejny dzionek. Znów wstałam o siódmej, jestem z siebie dumna! Yay! Jak zawsze ubrałam się, umyłam zęby, ogarnęłam włosy i automatycznie pobiegłam do kuchni na śniadanko. Ku mojemu zaskoczeniu byli Rose i Shadow.

- Dzień doberek, Zuzanno! Jakże się spało? - powitał mnie znów Sonic.

- A bardzo dobrze, kumplu! A wam?

- Bardzo dobrze! - powiedział Tails - Tylko coś Rose ma zły humorek...

- Doskonale wiesz, że nie mogę usnąć po tym napoju energetyzującym! - odpowiedziała Rose.

- Hahaha, dobre! - zaśmiałam się - Co tym razem dziś jemy?

- Tosty z serem. - odpowiedziała mi słodko Cream.

Tosty z serem... Moje marzenie... Zasiadłam do stołu (Siedziałam obok Rose i Cream, są urocze z wyglądu!) i zjadłam z trzy tosty. Niebo w ustach...

- Cream, mam do Ciebie małe pytanko. - powiedziałam do króliczki.

- Słucham cię, Zuzka.

- Wiesz, jesteś bardzo słodką i uroczą dziewczynką. I chciałabym cię bliżej poznać. Mogłybyśmy pójść do twojego domku i się bliżej się poznać?

- Naprawdę?! Jejku, dziękuje! Chętnie! - krzyknęła z radości Cream, tulając mnie.

- Chao chao! (Yay!) - powiedział Cheese.

- No proszę, duża dziewczyna chce zaprzyjaźnić się z dzieckiem... - odpowiedział sucho Shadow.

- Shadow, dzieci też mogą być przyjaciółmi! Wrzuć na luz, a nie, że taki sztywniak jesteś! - powiedziałam do czarnego jeża.

- Haha, ale ci powiedziała! - roześmiał się Sonic.

- Zamknij się!

I wtedy zaczęła się bójka między Soniciem a Shadow. Postanowiłam z Cream, że wyjdziemy. Droga do jej domku była krótka. Domek jest taki uroczy! Weszłyśmy do domku, Cream wołała kogoś.

- Mamo! Mamy gościa!

- Już idę do ciebie, skarbie!

O matko... Poznam jej mamę! Jestem taka podekscytowana! Trochę mnie ciarki mnie przechodziły. Po trzydziestu sekundach przyszła jej mama. Jejku, ale ona jest piękna... Cream jest do niej bardzo podobna.

- Cream, kim jest nasz gość?

- To jest Zuza! Od niedawna tu mieszka i chciałaby nas poznać, mamusiu!

- Miło mi panią poznać! - odpowiedziałam.

- Ciebie też! Nazywam się Vanilla, czuj się u nas jak u siebie.

Te słowa powitania... Miło się poczułam. Pani Vanilla uszykowała budyń o smaku... waniliowym. Był bardzo dobry! Czułam się normalnie jak u siebie. Spędziłam z nimi bardzo dobry czas (z dobre półtora godziny siedziałam). Mała króliczka i jej mama opowiedziały mi o "Ogrodzie Chao". Powiedziały mi jak mam się dostać. Po filiżance herbaty pożegnałam się z Cream, Cheese i pani Vanillą i udałam się w stronę tego ogrodu, ciekawie jak tam wygląda! Minęło dwadzieścia minut. Dotarłam na miejsce! Jak uroczo, prawie oszalałam z zachwytu! Było mnóstwo słodkich chao!

- Jejku, ale są urocze! Chciałabym mieć takiego towarzysza... - powiedziałam do samej siebie.

Nagle coś złapało za moją nogawkę. To było... chao. Białe chao z czarnymi włosami, część włosów na górze była czerwona, nad głowa leciała czerwona kuleczka. Oczy były białe, obwódka czarna. Skrzydła były podobne do skrzydeł nietoperza. Chao patrzyło się na mnie tak słodko. A może...

- Hy! Jaki jesteś słodki!

- Chao chao! (Jestem dziewczyną!) - odpowiedziało mi chao.

- O, przepraszam! Miło mi cię poznać, jestem lisica Zuza!

- Chao chao! (Ciebie też!)

- Jak masz na imię? - zapytałam się chao.

- Chao chao... (Nie mam imienia...) - odpowiedziała mi smutno.

- Ojej... (Chwila! Mam pomysł!) Chciałabyś mieć przyjaciela?

- Chao chao! (Oczywiście!)

- Jeśli chcesz, możemy nimi być!

- Chao chao! (Tak, tak!)

I w ten sposób przygarnęłam chao. Nadałam jej imię "Eri". To imię zawsze mi się podobało. Gdy wracałyśmy do domku, spotkałam Kaito.

- Kaito!

- O hej, Zuza! Co tam u ciebie? - zapytał się mnie Kaito.

- A bardzo dobrze!

- Widzę, że masz towarzysza. Urocze chao. Jak ma na imię?

- Chao chao! (Nazywam się Eri!) - odpowiedziała za mnie Eri.

- Eri? Ładnie imię! - powiedział Kaito.

- Wiem o tym! Wiesz może, gdzie jest jakiś sklep z ubrankami? - zapytałam się szarego jeża.

- Wiem. Niech zgadnę, chcesz zakupić ubranko dla Eri?

- Zgadza się.

- No to co tak stoimy? Ruszamy!

Gdy dotarliśmy do sklepu, od razu poszłam na dział "Dla Chao". Wybór był bardzo wielki, myślałam, że nie znajdziemy dla Eri ubranka, ale na szczęście Kaito wybrał wprost idealny dla mojej chao. Czarne ubranko z fioletowymi paskami na rękach to był strzał w dziesiątkę. Kaito zapłacił za to 10 dolarów. Będę musiała mu się odwdzięczyć, w końcu za mnie zapłacił. Po zakupie znów spędziłam z nim dobry czas. I znów długo ze sobą gadaliśmy. Aż do dwudziestej trzydzieści tak chodziliśmy. Czuje, że zdobyłam nowego przyjaciela. Potem odprowadził mnie do domku.

- Do następnego spotkania, Kaito! - pożegnałam, mrugając jednym okiem.

- Do następnego! - odpowiedział mi, odwzajemniając mrugnięcie.

Po wejściu do domu "napadła" na mnie Amy. Nie mogła przestać się zachwycać moim chao, jak ją ujrzała. I standardowo, zjadłam kolację, umyłam się, umyłam zęby, przebrałam się w pidżamę i skok do łóżka. Tym razem nie spałam sama. Była przy mnie Eri, która nie mogła się ode mnie odczepić. Przeczytałam przed snem bajeczkę i razem z Eri zasnęłyśmy, oczekując na nowy dzień.

Rozdział Piąty: Nowi wrogowie i zagrożenie... Ale i też nowi przyjaciele! Edytuj

Tym razem wstałam o ósmej rano. Średnio się wyspałam, chyba dlatego, że zasnęłam o drugiej w nocy. A Eri... nie puściła mnie całą noc. Ach, jakaż ona jest słodka! Przywiązała się do mnie. Miło się poczułam. A teraz standardowo: ciuchy, ząbki, włosy, biegniemy na dół, witamy się z domownikami, jemy śniadanko (tym razem były jajka na miękko, mniam!) i pomagamy myć naczynia. Potem Amy się mnie zapytała:

- Hej Zuza! Masz ochotę przejść się ze mną i z Sonic'iem na spacer? Chciałabym cię bliżej poznać. Jesteś ciekawą osobą!

- Jasne, że tak! Nawet nie wiesz jak mnie uszczęśliwiłaś w tym momencie! - odpowiedziałam jej radośnie.

- Yay! Sonic, Zuza się zgodziła! - krzyknęła.

Nagle przede mną pojawił się Sonic, on na serio jest szybki. A myślałam, że to tylko takie przechwałki. A jednak! Sonic przytulił mnie przyjacielsko (na szczęście Amy się odwróciła, uff) i po dwóch minutach wyszliśmy. Nie zapomniałam zabrać Eri, w końcu stała się moją towarzyszką. I zaczął się nasz spacerek, atmfosfera była bardzo przyjemna. Po godzinie Amy zobaczyła jakieś ładne sukienki i chciała wybrać jedną z nich. Sonic średnio zadowolony zgodził się pomóc różowej jeżycy. Ja powiedziałam, że na nich zaczekać, zresztą w sprawie doradzeń w ubraniach jestem słaba. Usiadłam na progu fontanny, przypomniało mi się wtedy fontanna, która mnie wciągnęła do Mobiusu (w końcu zapamiętałam tą nazwę, ha!). Minęło z dobre dziesięć, wciąż byli w tym sklepie. ... Serio, tak długo?! Dziewczyny to mają problemy... Ech, musiałam wstać, tyłek mnie bolał. Nagle poczułam jakby ktoś wpadnął na mnie. Stanęła przede mną brązowa wilczyca. Nie wyglądała na przyjazną.

- Hej! Uważaj gdzie stoisz!

- To może obserwuj, gdzie inni stoją... - odpowiedziałam jej.

- Chciałabyś... Chwila! Nigdy cię jeszcze tutaj nie widziałam! Jesteś tu nowa? - zapytała się mnie nieznajoma.

- Tak. Mieszkam tu od kilku dni. Jestem Lisica Zuza. Miło mi! - odpowiedziałam.

- Wilczyca Mariko. I mi wcale nie jest miło...

- Dlaczego?

- Taka jak ty nie powinna mieszkać w tym miasteczku. Radzę ci zniknąć. - powiedziała mi Mariko.

- O co ci chodzi?! - zapytałam z niedowierzaniem.

- Posłuchaj mnie, szczeniaku. Nie lubię tutaj obcych, a szczególnie tych, którzy się tutaj właśnie wprowadzili. Musisz wiedzieć, że ja mogę zrobić wszystko abyś stąd zniknęła. Więc dobrze ci radzę. Wynoś się stąd i ciesz się życiem... póki możesz. A teraz przepraszam, ale muszę już iść. Mam nadzieje, że mnie posłuchasz, zatem: Cześć! - powiedziała i pożnegnała się Mariko.

O jasny gwint! Ona mi zagroziła! Co za małpa! Nie dam się tak łatwo zastraszyć, o nie! Nagle pojawił się duży cień wokół miasteczka. Zdziwiło mnie to. Był jakiś statek, który kształtem przypominało... jajko. W tym świecie to mogę się nadziwić. Wyłoniła się jakaś postać, była na takim mini statku. Śmiała się, nie wiedziałam dlaczego. Sonic wraz Amy szybko wyszedł ze sklepu.

- Znowu ty, Eggman?! - krzyknął Sonic.

- Eggman? - zapytałam się.

- Później ci to wyjaśnimy! - odpowiedziała mi Amy.

- Tym razem mnie nie zatrzymasz, Sonic! Dopilnowałem, abyś nic mi nie zrobił - krzyknął nieznany mi Eggman.

- Zobaczymy!

Nagle z wielkiego staku spadły jakieś roboty. Mieszkańcy wystraszeni zaczęli uciekać, a ja stałam i patrzyłam co się działo. Nie wiedziałam co robić, byłam zszokowana. Przez to nie zauważyłam, że jakiś robot na mnie ruszył. Nagle poczułam jak ktoś mnie odepchnął, a potem zniszczył tego robota.

- Zostań tu, nie ruszaj się!

- Co?! - zapytałam się zdziwiona.

Tajemnicza osoba mi nie odpowiedziała, tylko pobiegła w stronę Eggmana wraz pewną dwójką mobian. Minęło z dobre piętnaście.

- Następnym razem nie uda ci się mnie powstrzymać! *śmieje się i odlatuje wraz dużym statkiem* - krzyknął Eggman.

- Uff, mogło być gorzej. Zuza, nic ci nie jest? - zapytał się mnie Sonic, pomagając mi się podnieść.

- Wszystko w porządku. Tylko miałam "twarde lądowanie".

- Przepraszam, ale inaczej nie mogłam postąpić. Lepiej, żebyś miała "twarde lądowanie", niż miała oberwać w twarz. - powiedziała nieznajoma lisica.

- No tak, dzięki. Kim jesteś? - zapytałam się jej.

- Jestem Lisica Majka, księżniczka z planety Crystal, ale mów na mnie "Freekill". - odpowiedziała.

- Kotka "Julie "Camper".

- Jeż Cole "Swat".

- Jestem Lisica Zuza! Miło mi was poznać! - powiedziałam

- Ciebie też. - odpowiedziała "Freekill".

Po tym wydarzeniu ja i księżniczka nie mogłyśmy przestać rozmawiać. Bardzo fajna, pozytywna dziewczyna. I jej przyjaciele. W tym świecie można szybko zdobywać przyjaciół! Ucieszył mnie ten fakt! Yay! Po tym zdarzeniu Majka i jej przyjaciele powiedzieli, że muszą już iść, ponieważ mają ważną rzecz do zrobienia. Pożgnaliśmy się, a ja zapominając o Sonicu i Amy poszłam na dość piękną łąkę. I tam zauważyłam Kaito, mojego dobrego przyjaciela.

- Kaito!

- Zuza? Dobrze cię widzieć! - odpowiedział mi, tulając mnie przyjacielsko.

- Co tam u ciebie?

- Nuda. Ale teraz jak tu jest-

- No proszę proszę, a kogo my tu mamy...

Odwróciłam się. Ten głos należał do białego lisa, jego oczy były czarne, źrenice były czerwone. Miał na sobie czerwoną koszulkę na ramieniach, czarne buty i długie także czarne buty z czerwonymi paskami. Jego włosy były czarne, trochę przeraził mnie ten gość. Towarzyszył mu jeszcze inny biały lis.

- Czego ty znowu chcesz?! - zapytał się Kaito białego lisa (tego co mówił, rzecz jasna).

- Nie mogę poznać twoją towarzyszkę? Więc mi nie przeszkadzaj. *podchodzi do Zuzy* Jestem Lis Marceli, miło mi cię poznać, mała, różowo dziewczyneczko. *kłania się* Ja obietnic wachlarz cały mam! *wyciąga wachlarz* Starczy by krytykom moim zamknąć usta! *ściąga z wachlarza pergamin,pod którym jest nóż kuchenny* Stłumię krzyk! Zdławię bunt! Prowodyra znajdę i wokół szyi sznur OKRĘCĘ!

- Eeee, Lisica Zuza (WTF? O co tu chodzi? O_O')

- Dość tego Władco Marionetek! Zostaw ją w spokoju! - krzyknął do Marceliego Kaito.

- Jak śmiesz obrażać mojego mistrza, ty chamie! Pokaże ci, co się dzieje, gdy ktoś obraża mojego pana! - krzyknął ten drugi biały lis.

- Darren, spokojnie, ja zajmę się szarym jeżem.

Po tych słowach Kaito i Marceli zaczęli walczyć. Darren kibicował swojemu mistrzowi, a jak wryta patrzyłam się na bójkę. Chciałam ich powstrzymać, ale bałam się tego Marceliego. Niestety po dziesięciu minutach Kaito leżał na ziemi pokonany.

- Teraz staniesz się moją marionetką i-

- Marceli, nie!

Jakaś szara jeżyca biegła szybko i chroniła swoim ciałem Kaito. Miała długie, czarne włosy, grzywka zasłaniała jej prawe oko, oczy były koloru niebieskiego. Dziewczyna miała na sobię białą koszulę na ramkach, czerwone legginsy i brązowe trampki.

- Odsuń się, nie przeszkadzaj mojemu panu! - krzyknął Darren.

- Nigdy! Zostaw go Marceli, albo nasza przyjaźń jest skończona!

- Nie rozkazuj moje-

- Dobrze. - odpowiedział jeżycy Marceli - Fajnie się z tobą walczyło. Daruję ci życie. Ale następnym razem, nie licz na litość. - powiedział do Kaito.

- Zobaczymy... - odpowiedział Kaito.

- Ale?! Panie, dlaczego Pan daruje mu życie? - zapytał się zdziwiony Darren.

- Kiedyś ci to wyjaśnię. Teraz idziemy. I był bym zapomniał. Żegnaj różowa dziewczyneczką.

Gdy Marceli i jego sługa odeszli, szybko pobiegłam do Kaito.

- Wszystko w porządku?

- Tak, spokojnie Zuza, tylko trochę boli mnie noga - odpowiedział Kaito, wstawając - Hej, dzięki ci bardzo.

- Nie ma za co, i przepraszam za niego, on zawsze taki jest. A tak przy okazji nazywam się Ada, Jeżyca Ada.

- Lisica Zuza! Miło mi! I jeszcze raz dziękuje, że uratowałaś Kaito! - powiedziałam z radością.

- Spoko! - odpowiedziała mi Ada.

Rozdział Szósty: Pora na przygodę! Edytuj

- Znasz tego Marceliego? - zapytałam się Ady.

- Tak, to mój przyjaciel, przepraszam za niego, on lubi straszyć innych.

- Oraz walczyć ze mną. - powiedział gorzko Kaito - Najlepiej będzie, jak będziesz od niego daleko. To niebezpieczny typ.

- Nie mów tak o nim!

- To dlaczego groził En-, znaczy Zuzce nożem?

- Jak mówiłam on taki jest.

- En co? - zapytałam się jak głupia Kaito.

- Nieważne. Najlepiej będzie jak wrócimy do domu. Ja z Zuzą muszę iść.

- Ok, spoko. Zresztą ja też muszę się zwijać, o tej godzinie mam obiad, cześć! - żegnała się z nami Ada, biegając.

- Cześć! - odpowiedziałam - Kaito, ty od dawna go znasz?

- Nigdy za nim nie przepadałem, zresztą jak Ada mówi, uwielbia straszyć innych. To psychopata, uważaj na niego. *po chwili ciszy* A teraz pozwól, że cię odprowadzę, jeszcze może ci się coś stać złego.

- Skoro tak uważasz. (Wow, mam ochroniarza!)

Kaito czujnie chodził, patrzył na każdego złowrogo, uważam, że przesadza. Rozumiem, że zależy mu na moim bezpieczeństwie, ale żeby uważał każdego za niebezpiecznego?! Nie no, lekka przesada. Minęło z dobre dwadzieścia minut, dotarliśmy do miejsca mojego zamieszkania. Właśnie mieliśmy się żegnać, a nagle wyszedł Knuckles.

- Zuza, dobrze, że przyszłaś! Właśnie zaczynamy naradę!

- Naradę? A o co chodzi dokładnie?

- Najlepiej będzie, żeby nikt tego nie słyszał. Twój przyjaciel, Kaito też jest "zaproszony".

- Ja? No dobrze. - powiedział szary jeż.

No proszę, Kaito zna także tych, z którymi mieszkam. Ach, czemu mnie to nie dziwi? Ten świat jest zupełnie jest inny niż Ziemia. Nie mogę zapomnieć tych głosów, te które mnie wołały. Dlaczego? Tego cały czas nie wiem, być może się w przyszłości dowiem... P tych rozmyśleniach weszłam do domu wraz z Kaito i Knucklesem. Sonic i jego przyjaciele na mnie czekali. Byli także Shadow i Rose.

- Dobrze, że jesteś! - powiedział do mnie Sonic.

- Knuckles mi powiedział, że to coś ważnego. O co chodzi?

- Jak za pewnie zauważyłaś, widziałaś człowieka, który z wyglądu wygląda jak jajko.

- Zgadza się.

- Ten człowiek to-

- Znowu Eggman! Znowu chce zdominować świat?! I cię pokonać, Sonic?! - krzyczał Kaito.

- Tak. Doskonale znasz zamiary naszego doktora. - odpowiedział mu Sonic.

- Możecie mi w końcu wyjaśnić kto jest ten cały Eggman? Bo na razie tylko wiem, że to jakiś człowiek-jajko i że chce zniszczyć świat. - zapytałam się.

- A więc Eggman to doktor, który ma obsesję na dominację nad światem. Pragnie stworzyć "Imperium Eggmana", ale Sonic i my zawsze go powstrzymujemy. Zawsze produkuje i wysyła na nas masę robotów. - odpowiedział mi Tails na moje pytanie.

- Dziękuje ci bardzo. A więc rozumiem, że zamierzacie go powstrzymać?

- Dokładnie. - odpowiedziała mi Amy.

- No ale co ja mogę zrobić? Przecież ja nic nie umiem...

- No właśnie. - powiedział Knuckles - Przecież ona nic nie potra-

- Żywioł powietrza jest naszym sojusznikiem. - powiedział Kaito.

- Co masz na myśli, Kaito? - zapytał się Tails.

- Powiedzmy, że zauważyłem jak Zuza rozkazuje wiatrowi, by zaatakował tych, którzy chcieli jej coś zrobić.

No właśnie! Zapomniałam, że panuje nad wiatrem! Problem jedyny, że jeszcze nie nauczyłam się tego w pełni tego używać.

- KTO PANUJE NAD WIATREM? - krzyknął jakiś kobiecy głos.

- Nasza Zuza, "Freekill"! - odpowiedziała Amy.

- Majka?! Ty też zostałaś poproszona o udział na naradzie?

- A czemu nie? *mruga jednym okiem*

- Aha, spoko. (Lol ja. xD) - odpowiedziałam - To kiedy wyruszamy odwiedzić naszego doktorka?

- Wstajemy jutro o świcie. Rose, tylko nie pij tych swoich napojów! Hehe! - zaśmiał się Sonic.

- Bardzo zabawne, "mój zacny przyjacielu" - odpowiedziała mu Rose - Ja już idę spać. Dobranoc.

- Dobranoc! - odpowiedzieli wszyscy.

Po pierwszy będę ratować świat, yay! Tylko wstawanie o tej porze będzie dla mnie dość dużym wyzwaniem. No cóż, musiałam iść wcześnie spać, mimo, że tego nie lubię. I jak zwykle: umyć się, zęby wyszczotkować, ubrać się w pidżamę i do łóżka. Oczywiści Eri przyleciała do mnie. Jutrzejszy dzień będzie czymś wielkim, czułam to.

Rozdział Siódmy: Nowy przyjaciel... Poznany w dość ciekawy sposób. Edytuj

Świt. Boże, jak mi się nie chciało wstawać o tej godzinie, no ale cóż, bohaterowie muszą wstawać nawet rano... Ogólnie przebrałam się, umyłam swe zębiska i zeszłam na dół na śniadanie wraz z moją Eri-chan. Były jajka na miękko. Dobre śniadanko. Potem ogarnęliśmy stół i w końcu wraz z Soniciem, Tailsem, Knucklesem, Shadowem, Rose i Kaito wyruszyliśmy na naszą wielką wyprawę! Tum-tum-tum-tum!!! Jak się ekscytowałam! Aczkolwiek ratowanie świata to wielka odpowiedzialność. A moi towarzysze za pewnie mają wielkie doświadczenie w tym, a ja... zerowe, ale być może się nauczę. I ogarnę moją moc. Przynajmniej taką mam nadzieję... Minęły dwie godziny odkąd wyruszyliśmy, byliśmy na jakieś górze, a ja ledwo za nimi nadążałam, myślałam, że zaraz padnę. Tails zauważył moje zmęczenie, więc poprosił o odpoczynek.

- Może bardziej zwolnimy, by Zuza za nami nadążała? Ona ledwo nas dogania. - zaproponował Sonic.

- I co jeszcze?! Może róbmy odpoczynek co dziesięć sekund, co?! - odpowiedziała mu Rose.

- Rose, ale Sonic ma rację.

- I co z tego?! Nie obchodzi mi jej zmęczenie!

- Kobieto! Ja pierwszy raz mam w swoim życiu taką wyprawę! - odpowiedziałam jej.

- Rose, może będziesz nieco łagodniejsza dla niej? - zapytał się sucho Knuckles.

- Postaram się, ale nie obiecuje.

- Chociaż coś pozytywnego z twojej strony... - powiedział Tails.

W tym momencie czułam, że zaczęłam spadać. Jasny gwint, te widoki są tak piękny, że mobianin nie zwracałby uwagi na to, gdzie się znajduję. Tym razem wiedziałam, że wybiła moja godzina. Jednak nagle poczułam, że ja... latam. Nie wiem jak, ale na serio latałam. Przypomniała mi się ta piosenka z tym lataniem czy jakoś tak brzmiało. Zauważyłam, że otacza mnie turkusowa aura. Po dwudziestu sekundach znów czułam ziemię.

- Zuza! Nic ci nie jest? - zapytał się mnie Kaito.

- Wszystko okej!

- Chao! (Zuza!) - przyleciała do mnie Eri.

- Eri, już dobrze. - uspokajałam moją Chao - Nie wiem jak to się stało, po prostu latałam.

- Podziękuj jemu. - odpowiedział mi Shadow.

- Komu?

Shadow wskazał palcem osobę, której powinnam podziękować. Był to biały jeż, miał 5 kolców na głowie, które przypominały liść kasztana. Miał z tyłu 2 długie kolce.

- Znowu ty? - zapytała się z niedowierzaniem Rose.

- Znowu masz do mnie problem. Zresztą jak zawsze... - odpowiedział jej nieznajomy mi jeż.

- Doskonale wiesz dlaczego...

- Emmm, przepraszam, że się wtrącam, ale ja chciałabym poznać waszego przyjaciela i wybawcę... - powiedziałam.

- Jestem Jeż Silver! Nie musisz mi dziękować! - odpowiedział mi radośnie biały jeż.

- Lisica Zuza! (On ma liść marychy na głowie czy co? ^^")

- Fajnie, że zawierasz nowe przyjaźnie Zuza, ale nie wydaje wam się, że powinniśmy już ruszać? - zapytała Rose.

- Rose ma rację, musimy iść dalej. - zgodził się z Rose Sonic.

- Mogę iść z wami, im więcej nas jest, tym bardziej damy radę! - powiedział Silver.

- Ależ oczywiście! Tylko pamiętaj, że jajogłowy jest zły!

- Wiem o tym!

Po tej sytuacji się znów cieszyłam, coraz więcej osób poznaję! Kurdę, jak patrzę raz na Rose, a raz na Silvera to byliby uroczą parą... Cholera! Ja i te moje myśli! Myśl o misji, nie o jakiś związkach! Po czterech godzinach wyprawy rozbiliśmy obóz. Musieliśmy się wyspać, by mieć energię na jutrzejszy. Czułam, że będzie więcej emocji. I tak cały czas myślałam.

Rozdział Ósmy: Pierwsza walka... dobrze wykorzystana moc... spotykam tą samą osobę i jeszcze kogoś.Edytuj

Miałam dziwny sen. Albo koszmar, sama nie wiem. Śniło mi się, że jakieś duchy mnie wołały. Te same, jak byłam wtedy na Ziemi. Wołały o pomoc, mówiąc, że jestem dla nich nadzieją, że jestem tą ostatnią z plemienia... Jakiego plemienia? O co im chodziło? Właśnie szukam odpowiedzi na to pytanie... Może ta wyprawa da mi tą odpowiedź...?

Mój sen został przerwany przez... Rose.

- Musimy wstawać! To nie jest już ten zwykły dzień!

- Ej no dobra, spokojnie... - odpowiedziałam.

- Mam taką nadzieję. - powiedziała Rose.

Czułam się jak w jakimś wojsku. Zresztą to nawet dobrze, pomimo tego że lubię spać, wolę wstawać wcześnie. A nawet bardzo wcześnie... Doprawdy dziwne ze mnie dziecko. Ale siebie taką lubię. I git. Gdy wyszłam z namiotu, zostałam "napadnięta" przez Eri, Sonica i Silvera. Musieli mnie bardzo polubić, skoro mnie tak "atakują". Hehe.

- Witam Ciebie, przyjaciółko! - przywitał mnie Sonic.

- Ahoj, kumplu! - odpowiedziałam, odwzajemniając tulasa od chłopaków i Eri.

- Cześć, Zuza! - powiedział Silver.

- Hej, Silver!

- Możecie skończyć? Musimy ruszać! - krzyknął Shadow.

- ZAZDROŚNIK, UUUUUUU! - odpowiedział mu Sonic.

- Dajcie już z tym spokój i-

Silver nie dokończył, albowiem... ja przytuliłam Shadowa. Wyglądał na zdziwionego.

- Emmm, Zuza? Co ty robisz?

- Nawet nie przytulać przyjacielsko mojego przyjaciela? - odpowiedziałam mu, patrząc się jak jakiś derp.

- To... miłe... Dziękuje.

- Dobra, dobra, Koniec przytulania, musimy iść dalej. - oświadczył Knuckles.

- On ma rację. Musimy ruszać. Zuza, puść.

- No dobra... - odpowiedziałam, puszczając Shadowa.

Schowaliśmy namiot i wyruszyliśmy dalej. Tym razem tempo było wolniejsze, przynajmniej się nie męczyłam. Minęło z póltora godziny. Nic się nie zmieniło, tylko widoki były zupełnie inne. Panowała cisza między nami, ale została przerwana...

- SPOTYKAMY SIĘ PONOWNIE, SONIC!

Odwróciliśmy się w stronę głosu. Był to nikt to inny jak Dr. Eggman.

- Eggman! Nigdy Ci się nie znudzi plan nad dominacją nad światem? - krzyknął Sonic.

- Nie spocznę, póki tego nie zrobię, jeżu! Oooo, widzę, że masz nową przyjaciółkę. - powiedział doktorek, wskazując na mnie palec.

- Podobno palcem nie wskazuje się na innych. - odpowiedziałam mu.

- Jaka odważna, jak Sonic. Dość tego gadania!

Po tych słowach z wielkiego jajowego statku (Dla naprawdę jego ogromny statek przypomina jajko!) wyskoczyły roboty. Otoczyły nas, a jedyną opcją była walka z nimi. Tylko ja z naszej paczki nie umiałam jeszcze walczyć, no kurde! Czemu ja?! Patrzyłam jak moi przyjaciele walczyli, a ja jak derp patrzyłam i stałam. Idiotycznie się czułam.

- Hohohohoho, ty nic nie umiesz, różowa lisiczko? Śmieszne! Hohohohoho! - krzyknął do mnie Eggman.

- Ja... mam... IMIĘ! A nazywam się Lisica Zuza!

- Zuza... Cóż to ładne imię... Dość tego! Robocie, NA NIĄ!

Mimo że tylko jeden robot miał się na mnie rzucić, to rzuciło się na mnie z pięć robotów. Ej no! Pięciu na jednego?! To nie fair! Zaraz, chwila! Przecież mogę ich odepchnąć! Tak, to jest To! Przybrałam pozę do rzucenia czaru.

- Watashi no teki o kizutsukeru koto kaze! (Wiatr, który atakuje moich przeciwników!) - krzyknęłam.

Roboty się przewróciły, a nawet wybuchły. Oh yeah! Wymiatam!

- Jak ty to zrobiłaś? - zapytał mnie zszokowany doktorek.

- Po prostu wiatr jest po mojej stronie, Edzio! - odpowiedziałam mu.

- Ty... ZNISZCZCIE ICH!

Niemalże ogromna banda robotów rzuciła banda robotów. Już myślałam, że zostaniemy zgniecieni. Ale nagle zatrzymały się, jakby z ich oczami było coś nie tak.

- Zostawcie moich przyjaciół! - krzyknął pewien damski głos.

Od razu poznałam do kogo należy ten głos. To była Wera! Niemalże robory padały po każdym uderzeniu jej miecza świetlnego (Star Warsy czy co? ;-;) Wtem robot miał ją uderzyć w plecy, ale ktoś ją osłonił, wytwarzając tarczę z... wody.

- Uważaj, Wasza Wysokość!

Po tym ta osoba zniszczyła resztę robotów. Posługiwała się mieczem i stalowym wachlarzem. Zrobiło to na mnie wrażenie!

- TO JESZCZE NIE KONIEC, NIEBAWEM WRÓCĘ! HOHOHOHOHOHOHOHOHOHO! - krzyknął Eggman, uciekając także.

- WRACAJ TY TCHÓRZU! - wołał Kaito - Cholera, uciekł nam!

- Ale za to go pokonaliśmy... Jak zawsze. - powiedział Silver.

- Nic wam nie jest? - zapytała się Wera.

- Wszystko dobrze. A ty jesteś...? - zapytała się Rose.

- Arktyczna Lisica Weronika Lightning, księżniczka z planety Debris. Ale mówcie na mnie po prostu-

- Wera! - dokończyłam

- Zuza! Znowu się spotykamy! - powiedziała Wera-chan.

- No ba! Hej, zaraz. A kto to jest ta pani na niebiesko ubrana?

- Jestem Kawasaki Chiyo, Arktyczna Lisica pochodząca z Debris. Strażniczka i jedna z czterech Protektorów Księżniczki.

- Miło was poznać! - powiedział Sonic.

- Was też! - odpowiedziała Wera - A wy jak się zwiecie?

Przedstawialiśmy się, znaczy moi przyjaciele się przedstawiali, bo Wera już mnie poznała. Potem zapytaliśmy ją i jej strażniczkę czy nie chcą dołączyć do naszej wyprawy. Werciak od razu zgodziła się. Yay! Poznam ją coraz bardziej! Yupi! Po rozmowie kontynuowaliśmy naszą "wycieczkę", dochodziła już noc, rozbiliśmy namioty i poszliśmy spać, prócz Chiyo. Mówi, że podczas służby trzeba chronić powierzoną jej osobę, a nie spać. Poniekąd ją zrozumiałam, ale niewiadomo czy następnego dnia będzie miała siły iść. Dobra, ja już w tej sprawie się nie odzywam! Ja i moi przyjaciele zasnęliśmy. A mi znów śnił się ten sen...

Rozdział Dziewiąty: Wszystkiego Najlepszego!Edytuj

Ten sen... ciągle nie daje mi spokoju. Tym razem było inaczej, z tymi duchami mogłam w końcu porozmawiać. Nareszcie! Może w końcu się dowiem, dlaczego zostałam przeniesiona i zmieniona w mobiankę oraz właśnie dlaczego ja?! W każdym bądź razie podeszłam do trójki tajemniczych duchów i zaczęłam do nich mówić.

- Witaj, Zuzanno. W końcu możemy porozmawiać. - odezwał się duch kobiety.

- Fajne, fajnie, ale mogę wiedzieć dlaczego zostałam zabrana z Ziemi do Mobiusu? - zapytałam - Oraz właśnie dlaczego ja?

- Zasługujesz na wyjaśnienia, nasza nadzieją.

- Przepraszam bardzo, ale nadzieją czego jestem?

- Jesteś nadzieją dla naszego plemienia, plemienia Nomadów Wiatru. - powiedział duch mężczyzny mnicha.

- Nomadowie Wiatru? - zapytałam.

Duchy zaczęły mi opowiadać co się stało trzynaście lat temu. Ich dom został zaatakowany przez złe moce i doszczętnie zniszczyli. Niemalże całe plemię zostało wyrżnięte, najprawdopodobniej ocaleni umarli z głodu, ale nie wiadomo. Mówiły, że jakiś Black Death czy ktoś taki jest za to odpowiedzialny. Duchy powiedziały, że jedynie co przetrwało to ich świątynia, a dokładniej Świątynia Nomadów Wiatru. Nie wiadomo, gdzie teraz leży, zmienili miejsce lokacji. Dość straszna historia, zrobiło mi się smutno z tego losu, co ich spotkało.

- No dobrze, ale co ja mam z tym wspólnego? - zapytałam się.

- Panujesz nad żywiołem jakim jest Wiatr, jesteś z nami powiązana. - odpowiedział mi duch starca.

- To, że panuje nad wiatrem nie oznacza, że jestem z waszego plemienia. Co macie na myśli?

- Masz wiele pytań, a my na razie musimy odpowiadać na małą ilość. Dowiesz się w swoim czasie. Kiedy uznamy, że będziesz gotowa. - odpowiedział mi duch kobiety - A teraz doskonal swoje umiejętności.

- Jak?

- Weź.

Duchy podały mi książkę dotyczącą wiatru. Były tam napisane jakie czary są, w jaki sposób je rzucać i tym podobne. Trójka zaczęła powoli znikać.

- Zaczekajcie! Ja jeszcze muszę wiedzieć więcej!

- Spotkamy się w następnym snu... Wybranko Wiatru.

- Ale stójcie!

Obudziłam się. Byłam zdziwiona, bo tylko ja byłam w namiocie, reszta musiała już wstać. Zaraz, te duchy nazwały mnie "Wybranką Wiatru"? Co one miały na myśli tak mówiąc? Wiele pytań, a tak mało odpowiedzi... Wstałam, przywitałam się z paczką, znów schowaliśmy namiot i ruszyliśmy. Tym razem szliśmy krótko, z dobre czterdzieści minut, ponieważ przed nami było średniej wielkości miasteczko. Postanowiliśmy zrobić z trzy dni odpoczynku, w końcu już trochę kilometrów zrobiliśmy. Zeszliśmy z górki i poszliśmy w centrum miasteczka. Udaliśmy w stronę najbliższego hotelu, zarezerwowaliśmy pokoje na trzy dni, każdy udał się do swojego pokoju (z wyjątkiem Chiyo, ona musiała chronić swoją podopieczną). Postanowiłam pójść przejść się po parku z moją Eri-chan. Minęło dwadzieścia minut, muszę przyznać, że jest bardzo ładnie. Nagle Eri się zatrzymała.

- Co jest, Eri-chan? - zapytałam się.

- Chao Chao. (Słyszę płacz).

- Gdzie dokładniej?

- Chao. (W krzakach.)

Udałam się z moją chao w stronę krzaków, rzeczywiście był jakiś płacz. Odsunęłam gałęzie, okazało się, że płacz należy do białego chao, które miało niebieskie oczy, białe włosy, skrzydełka anioła i wisiała nad nią (to najprawdopodobniej dziewczynka). Zrobiło mi się smutno.

- Hej, co się stało? - zapytałam się płaczącej chao.

- Chao Chao Chao Chao Chao Chao. (Zgubiłam się i chcę by ktoś mnie przygarnął. Nie chcę być sama.) - odpowiedziała mi chao.

- Chao Chao? (Może ją przygarniemy ją, Zuza?) - zapytała mnie Eri, robiąc przy tym słodkie oczka.

- W sumie, czemu nie. Przynajmniej będziesz miała przyjaciół.

- Chao? Chao Chao! (Naprawdę! Dziękuje ci bardzo!) - krzyczała z radości chao - Chao Chao! (Nazywam się Michiru.)

- Ja jestem Lisica Zuza, a ta co ciebie uratowała to Eri.

Eri i Michiru musiały się bardzo siebie polubuć, w końcu nie mogły przestać siebie przytulać. Popłakać mi się ze słodkości chciało. Awwww! To takie słodkie! Postanowiłam, że wrócimy do hotelu. A gdy dotarłam, przez zupełny przypadek jak Wera mówiła do siebie.

- Dziś są moje trzynaste urodziny na Mobiusie, a nikt poza Chiyo mi nie złożył życzeń... Zresztą się nie dziwię. - mówiła.

- Chao? (Kto to?) - zapytała się mnie Michi.

- To Akrtyczna Lisica Wera. - odpowiedziałam.

- Chao Chao! Chao Chao. (Jest śłodka! Chciałabym być jej pupilkiem.)

Jak to Michiru to powiedziała, wpadłam na genialny pomysł! Ta chao jest genialna! Pobiegłyśmy do mojego pokoju i szukałam wdzianka dla Michi. Po trzech minutach znalazłam szarą sukienkę. Eri powiedziała, że i tak tego nie nosi, więc ubrałyśmy w tym ubranku Michiru. I związałyśmy jej włosy w kitkę. Wyglądała przesłodko! Potem udałam się z Eri i Michi do pokoju Wery. Kazałam Michi schować się za moim plecami pod moimi włosami. Zapukałam dwa razy do jej pokoju.

- Już idę! - odpowiedziała Wera, otwierając drzwi - O, hej Zuza!

- Cześć! Mogę wejść?

- Jasne! Cześć Eri!

- Chao! (Hejka!)

- Wera, ja w ważnej sprawie. - powiedziałam.

- O co chodzi? Coś się stało?

- Tak. A zatem... STO LAT! STO LAT! NIECH ŻYJE ŻYJE NAM! JESZCZE RAZ, JESZCZE RAZ, NIECH ŻYJE NAM! NIECH ŻYYYYYYJE NAM! HEJ!

- O Ei Wielka, dziękuje Ci Zuza! Skąd wiedziałaś?

- Nie ma sprawy. A to już pozostanie tajemnicą. Hehe - odpowiedziałam.

- Ej no! - zaśmiała się Wera.

- Nie przyszłam z pustymi rękoma. - powiedział, szturchając z tyłu Michi, by się ujawniła - Ta-dam!

- Hyyyyyyyyy! O JEJU, JAKA ONA SŁODKA! DZIĘKI, DZIĘKI, DZIĘKI! - krzyczła z radości Wera, padając na ziemię, machając przy tym rękoma i nóżkami.

- Ależ proszę bardzo! Ma na imię Michiru, od dziś jest twoja.

- Chao! (Dziękuje!) - powiedziała Michi.

Wera i Michiru nie mogły przestać się uśmiechać i tulać. Cieszę się, ze sprawiłam im radość. Spełniłam także marzenie Michi. Jestem z siebie zadowolona. Z Werciakiem gadałam z dobre dwie godziny. Potem reszta moich przyjaciół złożyła życzenia Werze. W ten sposób zakończyliśmy dzień. Na nowy dzień czekałam z uśmiechem.

Rozdział Dziesiąty: A jednak odpoczynek musi trwać krótko...Edytuj

Kolejny dzień. Tym razem nie spotkałam się z duchami. Myślałam, że otrzymam kolejne odpowiedzi na moje pytania, ale bez skutku. Ile razy próbowałam się z nimi skontaktować, to tylko słyszałam: "Nie jesteś jeszcze na to gotowa." Ej no! Jestem gotowa na każdą prawdę, nawet na to najgorszą! No ale skoro twierdzą, że to jeszcze nie ten czas to trudno. Będę musiała poczekać. A wracając do rzeczywistości, tradycyjnie się ogarnęłam (nie muszę się powtarzać, przynajmniej mam taką nadzieję). Poszłam z przyjaciółmi na stołówkę, było dość dobre śniadanko, a dokładniej jajko sadzone. Potem każdy wrócił do swojego pokoju prócz mnie, bo ja poszłam na podwórko uczyć się z książki, którą otrzymałam czarów i technik. Przy okazji wymyśliłam swój styl walki (jestem wygimnastykowana, wow!), Kitsune Style. Znalazłam także kij bambusowy, nauczyłam się także i tym walczyć. Ja to jestem kreatywna. Ćwiczyłam z dobrą godzinę. Nauczyłam się wytwarzać ścianę, która blokowała czary i ataki z dystansów oraz zatrzymywała mobian. Niestety podczas treningu zraniłam się lekko w lewą rękę. Cholerka, jak to bolało. I przez zupełny przypadek wyleczyłam tan ból, rana zniknęła. WOW! Wiatr posiada także moc uzdrawiania, a byłam w pełni przekonana, że tylko żywioł wody mam moc leczenia, a jednak... Władam nad tym wspaniałym żywiołem. Nagle niespodziewanie przyszedł do mnie Kaito.

- Co robisz, Zuza?

- Nic szczególnego, uczę się panować nad moją magią. - odpowiedziałam.

- Czy coś jeszcze?

- Wymyśliłam swój własny styl walki! Yay!

- Haha, ty to potrafisz sprawić uśmiech innym.

- Serio?

- Serio serio. - odpowiedział szary jeż.

- Hehe. Kaito?

- Tak?

- Wiesz, wtedy gdy mnie odprowadzałeś mnie do domu zauważyłam, że na każdego patrzyłeś się złowrogo. Możesz mi powiedzieć dlaczego? - zapytałam się.

- Ehhhhh... Wiesz, dziesięć lat temu bawiłem się moim rodzeństwem.

- Masz rodzeństwo?

- Miałem. Rodzice nas wtedy rozmawiali ze sobą. Nagle nasz dom został zniszczony. Sprawcą okazał się Eggman. Moi rodzice chcieli go powstrzymać, ale to co się stało stało się cieżarem mojego życia...

- Co się stało dokładniej? - zapytałam.

- Eggman... On ich... zabił... młodsze rodzeństwo... także zabił.

- CO TAKIEGO?!

- No właśnie, obserwowałem i płakałem, a Eggman... najzwyczajniej na świecie sobie odleciał. Po dwóch dniach bez dachu nad głowy zostałem zabrany do domu dziecka, tam dziesięć lat spędziłem. Nie ufałem tam nikomu, nawet jeśli nie mieli wobec mnie żadnych złych intencji. Potem odszedłem i cóż, po miesiącu poznałem właśnie Ciebie. - opowiedział mi Kaito.

- Współczuje Ci bardzo... - odpowiedziałam mu, kładąc rękę na jego ramieniu.

- Dz-dziękuje. - powiedział Kaito, tulając mnie. Poczułam jego łzy, nie dziwiłam mu się.

- Powiedz, skoro przez to nie ufasz nikomu, to dlaczego mi to wszystko mówisz?

- Bo tylko ty mnie rozumiesz. Tylko ty wiesz co to znaczy utracić kogoś bliskiego. Zuza, jesteś pierwszą osobą, którą uważam za najbliższego i najlepszego przyjaciela. Zuza, ja nie chcę, żeby stała Ci się krzywda. Zależy mi na tobie.

"Zależy mi na tobie." ... Ja dla kogoś coś znaczę. Przez to się zarumieniłam. Potem spojrzeliśmy prosto w oczy. Kaito także się zarumienił, a ja jeszcze bardziej. Czułam, że moje serce bije coraz szybciej. Czyżby... motyle w brzuchu? Nagle usłyszeliśmu jakiś wybuch. Szybko pobiegłam z Kaito co się stało. Moi przyjaciele wybiegli z hotelu i także pobiegli do źródła wybuchu. Okazało się, że to znowu Eggman. Czy te grube jajko jest poważne?! On może komuś zrobić krzywdę!

- EGGMAN! Dlaczego atakujesz niewinnnych?! - krzyknęłam.

- Po to abyście mieli ciężką przeszkodę do pokonania! - odpowiedział mi Eggman.

Atakuje innych, abyśmy się nimi zajeli niż nim. Bardzo dobra taktyka, ale nie aż taka dobra. Bo jeden z nas mógł się nim zająć, a reszta mogła zajmować mieszkańcami.

- Hej Edzio! Nadchodzę! - krzyknęłam do doktroka, skacząc do niego dzięki jego latającym robotom.

- ZUZA! Zatrzymaj się! - krzyczała Rose.

- Co ona robi? - zapytali się wspólnie Silver, Knuckles i Shadow.

Skakanie było bardzo fajne! Takie hop siup, hop siup, hop siup. A gdy wylądałam na jego małym stateczku ten ze zaskoczenia podskoczył.

- Jak ty to?!

- Trening czyni mistrza, doktorku. Nie wiedziałeś o tym?

- Zjedź ty różowy chytrzaku!

Eggman zaczął wirować tym statkiem, żebym ja spadła, ale ja, twarda kobieta nie puściłam się. Jego jakiekolwiek obeszły bez skutku, no prawie, bo mi się prawie chciało wymiotować. Ale na szczęście wytrzymałam.

- ALE ZABAWA! JA CHCE JESZCZE RAZ! - powiedziałam do Eggmana.

- Grrrrr, nie denerwuj mnie, ty lisie! Obiecuje, że spadniesz!

- Zobaczymy!

A ja, która z natury bywa wredna odskoczyłam od stateczku. Moi kumple się na dziwnie patrzyli, a ja odepchnęłam Eggmana, a ja wytworzyłam kulę wiatru, którą posłużyłam jako siedzenie. A Edzio patrzył na mnie spadając na ziemię. Trolololololo! Doktorek po twardym lądowaniu, zaczął gadać cicho, chyba się zdenerwował, hehe, a moi przyjaciele szybko pobiegli do niego i go otoczyli.

- To koniec Eggman! Zostałeś pokonany! - powiedział Sonic.

- I to w jakim stylu. - dopowiedział Tails.

- Dzięki. Hehe. - odpowiedziałam mu, lądując niczym ptak.

- To niemożliwe! Tylko Sonic może mnie powstrzymywać, a nie jakiś różowy lis! - krzyknął Eggman.

Nagle z jego kieszeni wyleciał jakiś niebieski szmaragd. Podniosłam błyskotkę.

- Szmaragd Chaosu! - krzyknęła Rose.

- Chaosu? - zapytałam się zdziwiona.

- To jeden z siedmiu Szmaragdów Chaosu o wielkiej mitycznej mocy. Ich moc jest w stanie utworzyć Super transformację, zasilać urządzenia oraz przenieść się w czasie. - wytłumaczył mi Tails.

W tym czasie Eggman nam odleciał. Jasny gwint! Zapomnieliśmy zupełnie o nim!

- Nie martwcie się! Jeszcze macie mi do odberania pozostałe sześć Szmaragdów! HOHOHOHOHOHOHOHO! - krzyknął Eggman, uciekając od nas.

- TA WALKA JESZCZE SIĘ NIE SKOŃCZYŁA! - odpowiedział mu Silver wraz z Knucklesem.

- Poniekąd zatrzymaliśmy go na jakiś czas, ale to raczej nie na długo. - powiedział Sonic.

- Dlaczego niby? - zapytałam.

- Ponieważ wie, że i tak po niego pójdziemy odebrać pozostałe sześć, Zuza. A jak wiadomo, w większości przypadków podczas walki jakimś cudem nam to zabiera.

- O, okej.

- Musimy jak najszybciej ruszać. Inaczej będziej coraz gorzej. - powiedział Shadow.

- Masz rację, ruszajmy! - zgodził się z nim Kaito.

Od razu wyruszyliśmy z miasteczka. Było mi poniekąd smutno, bo zostaliśmy to w ruinie, jednak mam nadzieję, że szybko to naprawią. Wyprawa stawała się nieco trudniejsza niż przypuszczałam.

Rozdział Jedenasty: Droga do celu tak daleko.Edytuj

Podczas podróży miałam do siebie pretensje, że powstrzymałam skutecznie Eggmana. W miasteczku panuje niemały "syf", że tak określę. Ale była ważniejsza rzecz, niż naprawienia miasta: doktorek. Szliśmy już z półtora godziny.

- Jak myślicie, gdzie może przebywać Eggman? - zapytałam się.

- On jest w kosmosie. - odpowiedział mi Sonic.

- W kosmosie? A dlaczego właśnie tam?

- Żeby trudniej do niego dotrzeć.

- A jak zamierzacie tam dotrzeć? - zapytałam z zdziwieniem.

- Powiedzmy, że ktoś "pożyczy" statek kosmiczny. - powiedział Tails.

"Pożyczy"... podejrzewam, że jakiś dobry znajomy Sonica lub ktoś taki. Silver powiedział, że do tego "kogoś" jest trochę daleko. ... Wszystko tylko nie to! Będę musiała zadawać pytanie, które z czasem będzie denerwować innych (a mianowicie: "Daleko jeszcze?"). Co godzinę zadawałam im to pytanie (zadałam im tylko 3 razy, czyli trzy godziny trwała wędrówka). Gdy dotarliśmy na miejsce, przed nami pojawił się fioletowy wilk z długimi, szarymi włosami. Miał na sobie brązową bluzę, spodnie w stylu indiańskim, rękawice i buty o kolorze także brązowym.

- Wilk Toshiro Dan. Czego sobie życzycie?

- Chcielibyśmy pożyczyć samolot kosmiczny i-

- Jeż Sonic, wiele o tobie słyszałem. Wiem w jaki celu chcesz pożyczyć. A dokładniej by znowu pokonać doktorka, zgadza się?

Wow, nie wiedziałam, że Sonic jest aż taki sławny! W końcu to on zawsze ratował Mobius.

- Zgadza się. - odpowiedział Sonic - Ile musielibyśmy zapłacić za wynajęcie?

- Zazwyczaj są duże koszty, ale ponieważ ty ratujesz naszą planetę, nic nie musicie płacić. - odpowiedział Toshiro.

- Czyli że mamy za darmo statek kosmiczny?! Wow, ale fajowo! - powiedziałam z radością.

- Zgadza się panienko, macie za darmo, ale jakiekolwiek szkody... Akurat tylko za to będzie musieli zapłacić.

- Rozumiemy. I spróbujemy w jak najlepszym stanie zwrócić pana statek. - powiedziała Chiyo.

- Bardzo dziękuje. Pozwólcie mi was zaprowadzić.

Po dwóch minutach dotarliśny na podwórko, gdzie się znajdował nasz obiekt. Jeju! Jaki on duży i fajowy! Już byłam podekscytowana! Prawie chciałam skakać z radości, ale umiałam się powstrzymać.

- Oto i wasz statek. - powiedział wilk - Kiedy zamierzacie polecieć w kosmos?

- Dziś, proszę pana. - odpowiedziała Wera.

- Dobrze. A ktoś umie "prowadzić" statek?

- Ja! - powiedział Tails.

- To wszystko załatwione. Proszę wsiadać.

Przed nami otworzyło się wejście do statku. Jeżu! Ale jestem ciekawa jak wygląda w środku!

- Powodzenia! - krzyknął Toshiro.

- Nie dziękujemy! - odpowiedział Silver.

Po tych słowach nasz statek poleciał. Tails musi mieć wielką wprawę. Po dziesięciu minutach znajdowaliśmy się w kosmosie.

- Ale tu fajnie! - powiedziałam.

- To prawda, ale nie wiadomo czy doktor nie zrobił na nas żadne pułapki. - powiedział Shadow.

- Musimy zachować czujność. - oznajmiła Chiyo.

Ma rację, nigdy nie wiadomo co może nas spotkać. Poszłam do pierwszej lepszej kabiny, akurat natrafiłam na łóżko! Yeah! Ze zmęczenia padłam i usnęłam.

Rozdział Dwunasty: Niebezpieczeństwo coraz bliżej nas...Edytuj

Znów się spotkałam z duchami, mam nadzieję, że otrzymam kolejne odpowiedzi.

- Witaj ponownie, Zuzanno. - powitał mnie duch starca.

- Witajcie, Nomadowie. - odpowiedziałam - Za pewnie wiecie czego chcę.

- Kolejnych odpowiedzi na twoje pytania. Dobrze, ale na niektóre nie możemy jeszcze odpowiedzieć.

- No dobrze. A zatem: czy mam z wami powiązania? Nazywacie mnie waszą nadzieją...

- Tak. Jesteś powiązana z Nomadami Wiatru. - odpowiedział duch kobiety.

- Drugie pytanie. To z tego powodu mnie wybraliście?

- Tak.

- A zaraz, chwila! Niby jak jestem z wami powiązana?! Przecież ja jestem z Ziemi, nie z Mobiusu!

- Na to pytanie odpowiedź musi jeszcze zaczekać. - odpowiedział duch mężczyzny mnicha.

- Ach, no tak... Według was nie jestem jeszcze na to gotowa?

- Zrozum, że są rzeczy, których nie możemy ci jeszcze powiedzieć, Zuzanno. Znacznie lepiej idzie ci używanie wiatru, ale masz jeszcze wiele rzeczy do nauczenia. Na razie jesteś na poziomie ucznia, gdy będziesz bardziej doświadczona-

- Będę na to gotowa. - dokończyłam.

- Wybacz nam, ale robimy to także ze względu na twoje bezpieczeństwo, Zuzanno Magdaleno. - powiedział duch starca - Musimy zakończyć nasze spotkanie.

- Dlaczego? - zapytałam.

Duchy nie zdążyły odpowiedzieć, ponieważ coś nagle mnie przebudziło. Okazało się, że zostaliśmy zaatakowani przez Eggmana. Chiyo miała rację, trzeba zachować czujność. Rose szturchnęła, wygląda na to, że chciała mnie obudzić.

- Zuza! Zostaliśmy zaatakowani! Jesteś nam potrzebna! - powiedziała Rose.

- Już!

Szybko wyszłyśmy z kabiny i Rose zaczęła mnie prowadzić. Na drodze stały nam roboty, trochę czasu zajęło nam pokonanie ich. Po walce pobiegłam z Rose do miejsca kierowania statkiem. Reszta już na nas czekała,

- Co tak długo? - zapytał Shadow.

- Roboty stanęły nam na drodze, a uporanie się z nimi nie było łatwe. - odpowiedziała Rose.

- Rozumiem.

- Kiedy nas zaatakował? - zapytałam się.

- Przed chwilą. - odpowiedziała Wera - Nie wiadomo jakim sposobem Eggman nas odnalazł.

- A teraz musimy je zniszczyć. - powiedział Knuckles.

- A więc zróbmy tak: Chiyo, Wera i Rose zostaną tutaj, by chronić naszego pilota. Natomiast ja, Shadow, Zuza, Kaito i Knuckles idziemy zniszczyć resztę robotów.

- A nie lepiej będzie, że każdy pójdzie osobno? W końcu Zuza już nie potrzebuje ochrony. Reszta dziewczyn będzie chroniła Tailsa. - powiedział Knuckles.

- Knuckles ma rację! Nie wiadomo ile robotów się wdarło! - zgodziłam się z kolczatką.

- Jeżeli Zuza się na to zgadza... To już wszystko jasne! Do robory przyjaciele! - powiedział Sonic.

- TAK! - odpowiedzieliśmy wspólnie

Wraz chłopakami umówiliśmy się, kto idzie jakim korytarzem. Zdecydowaliśmy, że ja pójdę środkowym, Sonic pierwszym od lewej, Shadow czwartą od lewej, Kaito drugą od lewej, a Knuckles piątą od lewej. Tym razem musieliśmy działać solo, nie razem. Trochę się dziwnie czułam, ponieważ zazwyczaj ja walczyłam u boku przyjaciół, a nie sama. Mimo to wiedziałam, że nie zawsze można walczyć z kimś u boku. Po dziesięciu minutach spotkałam cztery duże roboty.

- Łatwizna! - stwierdziłam.

I tak ciągle. Spotkałam, rozwaliłam, spotkałam, rozwaliłam. To się zaczynało robić nudne... Ale przestało, ponieważ spotkałam na swojej drodze dość dobrze opancerzonego robota. Z nim walka trwała z dobre piętnaście minut, ale dałam radę.

- I co? Twoje roboty nie są takie mocne, jak na początku się wydawało, Edzio! Hehe-

Nie dokończyłam, ponieważ upadłam. Nie wiem jak, ale straciłam przytomność...


Chłopaki wrócili do dziewczyn i do Tailsa. Musieli już się uporać z robotami.

- Nareszcie! Już myślałem, że nie damy rady. - powiedział zmęczony lekko Sonic.

- To było za proste. - stwierdził Shadow.

- Hej, zaraz! A gdzie jest Zuza? - zapytała się Rose.

- Zuza? Myśleliśmy, że juz wróciła do was.

- Nie wróciła. Może cały czas się zajmuje robotami? - powiedziała Wera.

Przyjaciele poszli tym korytarzem, którym poszłam. Szukanie trwało z pietnaście minut. Chiyo była przed nimi i szybko biegła. Nagle się zatrzymała.

- Obawiam się, że stało się coś strasznego... - powiedziała Chiyo.

- Dlaczego? - zapytała Wera.

- Ponieważ to. - odpowiedziała, podnosząc jakiś przedmiot.

Tym przedmiotem okazał się... mój kij bambusowy. Wera już chyba wiedziała co się stało.

- Czy to jest to o czym ja myślę? - zapytała wystraszona Wera.

- Tak. - powiedziała Chiyo - Porwanie.

- O nie!

- Chao Chao! (Nie! Nie!) - powiedziały Eri i Michiru, tulając się i płacząc.

- ZUZA!!! - krzyknął Kaito.

Rozdział Trzynasty: Najtrudniejszy moment w moim życiu...Edytuj

Powoli się obudziłam, byłam przykuta do ściany. Nie wiedziałam co się w tym momencie dzieje. Byłam w jakimś dziwnym pomieszczeniu. W kącie pomieszczenia w cieniach ktoś tam był.

- Obudziłaś się... w końcu. - powiedziała ta osoba.

Od razu poznałam głos. Należy do mojego wroga.

- Eggman... - powiedziałam.

- Witam cię w moich progach, czuj się JAK u siebie.

- Bardzo zabawne, Edzio... Czego ode mnie chcesz?!

- Dokonałem dość ciekawego odkrycia. - powiedział doktor.

- Jakiego?

- Że bez twojej mocy, Sonic nic mi nie zrobi! Hohohohohoho!

- Tak sądzisz?! On i moi przyjaciele zaraz tu przebędą! - krzyknęłam.

- O, tylko jest mały problem. - powiedział - Wiesz, że wtedy zaatakowałem wasz statek.

- No i co?

- Ten dzień to był dzień, w którym ostatni raz ich widziałaś.

- Nie. NIE, NIE, NIE! - krzyczałam.

- Tak, TAK! Zrozum mnie chytrzaku, kto ze mną zadziera, ma przerąbane. - powiedział, wyjmując z kieszeni Szmaragd Chaosu - Teraz gdy odzyskałem ostatni Szmaragd Chaosu, mogę zrealizować mój wspaniały plan.

- Nie... - powiedziałam do siebie.

- Żegnaj, Lisico Zuzo! Zobaczysz przez monitor jak realizuję mój plan! Hohohohoho - powiedział Eggman, wychodząc i zamykając drzwi.

Nie mogłam w to uwierzyć. Sonic i moi kumple zginęli?! Niemożliwe, a jednak... Zaczęłam płakać, teraz wiedziałam, że grube jajko wygrało.


Tymczasem moi przyjaciele lecieli, gdzie sygnał namierzający nakazywał. Bardzo się o mnie martwili, w szczególności Kaito i Wera.

- Zuza, wytrzymaj. Lecimy po Ciebie. - powiedział Kaito.

- Będzie wszystko dobrze, Kaito. - powiedziała do szarego jeża Wera.

- Mam taką nadzieję...

- Jest! - powiedział Tails.

Tails ostrożnie prowadził statek, aby nie zostać zauważonym. Udało mu się to, spokojnie przyczepił się do statku Eggmana.

- Możemy wchodzić! - powiedział Sonic.

- Najpierw idziemy po Zuzę czy po Szmaragdy? - zapytał się Silver.

- Najpierw przyjaciele! Poza tym bez niej mało zrobimy!

- Dobra! Do dzieła!

- TAK! - powiedzieli wszyscy.

Przyjaciele weszli do statku Eggmana, od razu mieli przed sobą roboty. Z łatwością ich pokonali. Szli dość szerokim korytarzem przez dziesięć minut, napotkali na strażniczego robota. Walka z nim zajęła im z dobre dwadzieścia minut.

- Gdzie jest Zuza?! - zapytał się Kaito.

- Co to Zuza? - odpowiedział mu robot.

- GADAJ! - powiedział Shadow, wymierzając pięść.

- Tylko dwieście metrów i na prawo. - powiedział, dając mu klucz.

- Dziękuję.

Oczywiście Shadow zniszczył robota z jasnych powodów. Po minucie usłyszałam jak drzwi były otworzone, byłam w pełni przekonana, że doktorek mnie odwiedził.

- Przyszedłeś mnie denerwować? Proszę bardzo, jestem na to gotowa. - powiedziałam.

- Zuza, to my! - powiedziała Wera.

- Wera?! Reszta?! Wy żyjecie! A Eggman powiedział mi, że-

- Nie wierz mu, on zawsze kłamie! - powiedział Sonic, uwalniając mnie wraz z Kaito.

- Nareszcie wolna! Teraz pokażemy mu co to znaczy zadzierać się z nami!

- Tak!

Wyszliśmy z mojego wiezienia, Eggman pożałuje, że porwał mnie. Słono za to zapłaci! Obiecuje mu to!

Rozdział Czternasty: Pokaz magii czas rozpocząć!Edytuj

Eggman jeszcze nie wiedział, że jestem wolna i idę skopać jego du-... go skopać. Zapłaci za to co mi zrobił, nie ujdzie mu to na sucho! Jakikolwiek robot, który stawał na drodze, od razu został zniszczony. Po pięciu minutach dotarlismy do doktorka, właśnie wkładał Szmaragdy do jakieś machiny.

- Jak ty się uwolniłaś?! - zapytał zdziwiony Eggman.

- Więc moi przyjaciele nie żyją... Zapłacisz za to kłamstwo Eggman. - odpowiedziałam mu.

- Zapłacisz za to, co zrobiłeś! - krzyknął Kaito.

- Myślicie, że jeszcze możecie mnie pokonać?! Co za żart! Hohohohohoho!

Doktorek włączył jakąś machinę i wsiadł do niej. Machina była tak ogromna, że zrobiło to na mnie wrażenie. Potem pojawiły się kolejne roboty. Jednocześnie Eggman jak i jego "sługusy" nas atakowali. Jasna cholera, jest aż tak łatwo walczyć z wieloma przeciwnikami, a najgorsze jest to, że im więcej niszczyliśmy tym więcej się pojawiało. Nagle Rose rzuciła się na Eggmana.

- Dość tego! Czas to zakończyć!

- Ale nie w ten sposób. - powiedział Eggman.

Rose złapała jakaś metalowa łapa i rzuciła ją o ścianę. Shadow tak przejął się Rose, że przez to dostał od robota, że nie mal oberwał także od ściany, że tak powiem. Przyjaciele pobiegli do nich, prócz mnie i Kaito, tylko my stawialiśmy czoła doktorowi.

- Zapłacisz za to! - krzyknął Kaito - Za to, co zrobiłeś właśnie!

- Na pewno, Kaito? A czy jesteś w stanie zrobić mi coś, po tym jak...? No wiesz.

- Ty gnoju! Zuza odsuń się.

- Słucham?!

- Odsuń się! Teraz muszę to załatwić!

Zrobiłam to o co mnie poprosił szary jeż, ale przyznam, że zrobiłam to nie chętnie. Eggman od razu jak się cofnęłam zaatakował Kaito, a on unikał i odbijał, ale ile razy próbował podejść do doktora, jego drogę blokowała ta wielka ręka. Po dziesięciu minutach Kaito już był tak wyczerpany, że przestał ich atakować.

- Właśnie za mną przegrałeś, Ryusaki! - krzyknął Eggman - Twoja walka ze mną to jest ostatnie co ujrzałeś!

Doktor ładował kulę do dużych rozmiarów, przyjaciele uwięzieni w klatce i ja obserwowaliśmy, co się ma stanąć. Nie mogłam pozwolić na to, żeby to się stało.

- KAITO! NIE! - krzyknęłam, biegnąc i odpychając Kaito.

Kaito przewrócił się nie wiedząc, co się właśnie stało. Przewrócił się obok przyjaciół i także został uwięziony. Potem wstał i widział jak ja leże na ziemi i mam... zamknięte oczy.

- ZUZA! NIE! TO NIE PRAWDA! ONA WCIĄŻ ŻYJE! - krzyczała desperacko Wera.

- HOHOHOHOHO! Niestety księżniczko to był jej ostatni dzień.

- TY GNOJU! - krzyknął Kaito.

- Sama się o to prosiła, Ty w warkoczu. - powiedział do Chiyo - Jesteś marną strażniczką tej co tak ryczy.

- Grrrrrrr... - odpowiedziała mu tak Chiyo.

Wyglądało na to, że właśnie Eggman wygrał walkę. Z jego machiny wypadły Szmaragdy Chaosu obok mnie, ale już nic nie mogłam zrobić. Już nikt nic nie mógł. Tymczasem znów się odezwały Duchy...

Rozdział Piętnasty: Przebudzenie...Edytuj

- Nie poddawaj się, Zuzanno! - powiedział Duch Starca.

- Ale ja już nic nie zrobię... Przegrałam.

- Nie możesz tak mówić, Wybranko Wiatru! - odpowiedział Duch Mężczyzny Mnicha.

- Ale ja nieźle oberwałam... I nie mogę się obudzić... - oznajmiłam.

- Twoi przyjaciele i Mobius wierzą w Ciebie, a ty masz zamiar tak po prostu się poddać? Jeśli tak łatwo odpuścisz, nic nie osiągniesz. - powiedział Duch Kobiety

- Ale co mam zrobić? - zapytałam się, zaczynając szczerze płakać.

- Masz w sobie tak zwaną "Super Formę". - powiedział Duch Starca - Te Szmaragdy i te szczere łzy... Niechaj obudzą tą mocną formę! Niechaj się przebudzi...

- WINDY ZUZA! - krzyknęły wspólnie duchy.

W tym śnie, ale i w rzeczywistości czułam, że otacza mnie niebieska aura, jestem otaczana przez wiatr, który przybrał niebieski kolor. Szmaragdy Chaosu się uniosły, a ja nadal płakałam szczerze. Zaczęłam czuć, że się moja ciało było unoszone przez ten wiatr. Zamknęłam oczy, Duchy cały czas mówiły.

- OBUDŹ SIĘ, KRÓLOWO WIATRÓW! POWSTAŃ I WALCZ! WALCZ DLA NOMADÓW WIATRU, WALCZ DLA MOBIUS, WALCZ DLA PRZYJACIÓŁ... WALCZ DLA SIEBIE! - krzyczały.

Tymczasem moi kumple i Eggman patrzyli się na mnie, stałam się jakby niebieskim światłem czy czymś takim, nad moim ciałem unosiły się Szmaragdy Chaosu, kręciły się wokół mnie. Wszyscy byli zdziwieni, nikt nie rozumiał, co się właśnie dzieję.

- Co to?! - krzyknął zdziwiony Eggman.

- Co się z nią dzieje?! - pytali się moi przyjaciele.

Nagle światło zaczynało "wybuchać", wszyscy zasłonili oczy. Gdy "wybuch" się zakończył, osłonili i to co ujrzeli... Zszokowało ich.

- Zuza! - krzyknęła Wera.

Już nie byłam tą zwykłą Zuzą, jaką wszyscy widzieli. Teraz jestem Windy Zuza. Moje włosy stały się znacznie dłuższe, były zrobione w warkocz, miały niebieski kolor. Moje futro stało się białe, a oczy były koloru niebieskiego. Moim ubiorem stała się różowa suknia, długie, także różowe rękawice oraz białe półbuty. Otaczała mnie niebieska aura.

- Moja super forma się przebudziła dzięki tym Szmaragdom oraz łez szczerości! Teraz, gdy jestem silniejsza pokonam to zło, które przede mną stoi! Doktor Eggman! - przemówiłam.

- Ale jak to możliwe?! - krzyczał zdziwiony Eggman - Zresztą nieważne, i tak mnie nie pokonasz! - dopowiedział, kierując w moją stronę rakiety.

- Czyżby? - zapytałam - Kaze, watashi no tatedesu!! (Wiatr, który jest moją tarczą!!) ZMIERZ SIĘ Z WIATREM!

Moja ściana wiatru zablokowała każdy atak z dystansu. Eggman był wystraszony, a moi przyjaciele byli pod wielkim wrażeniem tym, co robię. Potem za pomocą niszczycielskiej siły wiatru zniszczyłam wszystkie roboty, uwolniłam także moich przyjaciół. Eggman chyba wyczuł, że teraz nic mi nie zrobi, ponieważ zamieniłam się w ogromne tornado.

- Czy jesteś w stanie złapać tornado?! - zapytałam prowokująco.

- ŻE CO?! - odpowiedział doktor.

Próbował ode mnie uciec, lecz niestety mu się to nie udało, wciągnęłam go. Po dziesięciu sekundach Eggman został wyrzucony, musiało mu się trochę pokręcić w głowie. Tym czasem powróciłam do mobiańskiej formy i wylądowałam na ziemię.

- To koniec Eggman, już nic nie możesz zrobić!

- To... niemożliwe! Tylko Sonic mógł mnie pokonać, a nie jakiś różowy chytrzak! - odpowiedział wkurzony Edzio.

- A widzisz, doktorku! - powiedział Sonic.

- Dobra robota, Wybranko Wiatru.

Wszyscy byli zdziwieni kto powiedział, tylko nie ja. Ten głos był doskonale mi znany, to Duch Nomada Wiatru, Duch Starca. Ujawnił się nam, wraz z pozostałą dwójką duchów.

- Zuzanno Magdalena, uratowałaś Mobius i dziękujemy Ci bardzo! Twoje cierpienie, trud i odwaga zostaną wynagrodzone! - powiedziały Duchy, wytwarzając teleport - Oto teleport, który zaprowadzi cię do Ziemi, twojego domu.

Tymczasem powróciłam do swojej normalnej formy, podziękowałam duchom i właśnie miałam przejść, ale się zatrzymałam. Raz patrzyłam na portal, raz na przyjaciół, szczególnie na Kaito. Patrzyli się na mnie smutnym wzrokiem, nie chcieli bym ich zostawiła.

- Przyjaciele, dziękuje, że mogłam spędzić z wami przygodę, którą nigdy nie zapomnę. Chciałabym z wami zostać, ale tam czeka mój dom, moja rodzina. Lecz nie martwcie się, nigdy o was nie zapomnę. - powiedziałam, chcąc już wchodzić do portalu - Żegnajcie!

- Zuza, zaczekaj! Spotkamy się jeszcze? - zapytał mnie Kaito, zatrzymując.

- Nie wiem, ale mam nadzieję, że tak. - odpowiedziałam - Żegnaj, Kaito Ryusaki.

Kaito coś szybko wyjął z plecaka, ale było już za późno. Weszłam do portalu wraz z Duchami, portal za nimi zniknął. Kaito klęknął i zaczął płakać. Czuł, że odeszła jego najbliższa przyjaciółka...

Tymczasem znajdowałam się w jakieś niebieskiej przestrzeni, duchy cały czas dotrzymywały towarzystwa. Za końcu pokoju czy czegoś tam znajdowały się ogromne drzwi, to chyba było wyjście do Ziemi. Duchy poinformowały mnie o czymś ważnym.

- Część twojego przeznaczenia się spełniła, ale daleka jeszcze droga... Ale jeśli chcesz wrócić do swojego ziemskiego domu, uszanujemy to. To jest twoja wola. Ale jeśli będziesz chciała wrócić na Mobius, to przyjmij to. - powiedział Duch Starce, podając mi amulet w kształcie kwiatu lotosu - Nad fontanną unieś amulet, wymów czar teleportu i będziesz mogła się przenieść.

- Dziękuje wam bardzo. Nauczyliście mnie walczyć o coś, czego pragnę. Jestem wam bardzo wdzięczna. - odpowiedziałam.

Poszłam w stronę drzwi, a duchy patrzyły jak odchodzę. Po minucie dotarłam do drzwi, które miałe przenieść mnie za Ziemię. Już miałam je otworzyć, lecz się powstrzymałam.

- Chwila, a może jednak...? Hmmmmm...

Rozdział Szesnasty: Powrót.Edytuj

Sonic i moi wszyscy przyjaciele jakich poznałam siedzieli i myśleli nad czymś, a dokładniej o kimś. Byli smutni, przez długi czas nic nie mówili. Sonic postanowił przerwać tą ciszę.

- Dziwnie tu jest. Bez Zuzy nie jest już tak radośnie. - powiedział.

- Taka dziwna, lecz zabawna dziewczyna. Brakuje mi jej. - zgodził się z Sonic'iem Shadow.

- Przynajmniej w czymś się zgadzamy.

Nagle ktoś zapukał do ich drzwi, Cream z Cheese postanowiła otworzyć. Nie minęło pięć sekund, a już wróciła skakając.

- Cream, dlaczego skaczesz? - zapytała się swojej córki Vanilla.

- Już nie będzie nudy. - odpowiedziała Cream.

- Chao! (Racja!) - zgodził się Cheese.

Nikt nie zrozumiał co mała króliczka miała na myśli mówiąc, że juz nie będzie nudy. Jednak gdy ujawnił się przybyły gość, dopiero zrozumieli, nawet wstali i zaczeli się uśmiechać. Cóż, bo tym gościem... byłam ja.

- Hej. - przywitałam się.

- ZUZA! - przybiegła Wera, która mnie mocno przytuliła - Jednak wróciłaś!

- Tak. - odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy.

- A na jak długo?

- Na zawsze! Zostaje z wami!

- TAK! - krzyknęli wszyscy.

Od razu jak Werka mnie puściła, Rose mnie przytuliła. Powiedziała, żebym nigdy nie opuściła swoją starszą siostrę. Dla Rose jestem małą siostrzyczką, yay! Każdy mnie przytulił, przywitał, Eri-chan i Michi mocno mnie przytuliłu. Poczułam się strasznie miło. Wszyscy prócz mnie, Wery, Chiyo i naszych chao poszli do kuchni piec ciastka i tort na cześć mojego powrotu.

- Zuza, nie będę mogła wraz z Chiyo pozostać na przyjęciu.

- Dlaczego?

- Muszę wracać do mojej planety.

- Odprowadzić cię?

- Jeśli chcesz.

Odprowadziłam Werę i Chiyo wraz z Eri i Michiru na dalekie podwórko. Zapytałam się jej o co dokładniej chodzi. Powiedziała, że gdyby nie wróciłaby do domu, okryłaby siebie i swój ród hańbą, i że jeszcze Królestwo skazałaby na zgubę. Powiedziała, że także nadszedł czas, by zasiadła na tronie czy tego chce czy nie i to zaszczyt dla niej by reprezentować swoją rodzinę jako następczyni tronu. Brakowało jej rodziców, ale miała tylko swoją ciotkę, Kiarę. Opowiedziała mi, że musi lecieć na biegun, tam przebywa jej stary znajomy, nie jaki Elijah C., powiedziała, że musi go odnaleźć i wrócić do domu. Poprosiła, bym zaopiekowała się jej białą kuleczką, ponieważ uznała, że dla Michiru to może być niebezpieczne miejsce. Postanowiłam spełnić jej prośbę, w końcu to moja najlepsza przyjaciółka. Michiru było smutno z tego powodu, ale Wera obiecała jej, że powróci po nią. Zapytałam się przy okazji czy wie, gdzie przebywa Kaito. Odpowiedziała, że jest na polanie. Ostatnie pożegnanie z Werą i Chiyo nie było dość dla mnie łatwe, ale musiała załatwić swoje sprawy, rozumiałam ją. Dziewczyny dosiadły na Flash, zwierzęciu Wery. Życzyłam im szczęśliwej drogi. Po minucie zniknęły... A ja pobiegłam jak najszybciej do polany, że Eri i Michi nie mogły mnie dogonić. Po dwóch minutach dotarłam do mojego celu. Kaito trzymał misia i mówił do siebie.

- Szkoda, że nie zdążyłem dać jej tego misia. Być może jak kiedyś wróci to jej podaruje... - powiedział.

- Teraz masz okazję.

Kaito się odwrócił, gdy mnie zobaczył, od razu do mnie pobiegnął i mnie przytulił, odwzajemniłam. Potem dał misia, którego wcześniej chciał mi dać, był przeuroczy! Zapanowała między nami cisza, ale Kaito postanowił to przerwać.

- Zuza... Muszę ci coś powiedzieć..

- Ja też. - powiedziałam.

- Ja-

- Wybacz mi, że wcześniej nie wzięłam tego misia i że tak po prostu cię zostawiłam... - przerwałam mu, odwracając głowę.

Kaito zamiast odpowiedzieć, objął moją głowę. Zarumieniłam się, co on chciał zrobić? I stało się coś, co było najpiękniejszą chwilą w moim życiu - pocałował mnie, a ja mu odwzajemniłam. Nie mogliśmy przestać.

- Kocham Cię, Zuza. - powiedział szary jeż.

- I ja Ciebie.

Położyliśmy się na trawie i przytuliliśmy się patrząc jak słońce zachodzi. To był najpiękniejszy dzień w moim życiu...


Byłam w pełni przekonana, że nigdy nie znajdę przyjaciół. Myliłam się. Ten świat mnie zupełnie zmienił. Odnalazłam miłość swojego życia. Przyjaciół, którzy mnie akceptują taką, jaką jestem. Śmiejemy się, walczymy ze złem. Ta opowieść, moja droga jeszcze się nie zakończyła. A zatem kim jestem teraz? Coż, jestem Zuza. Lisica Zuza, Wybranka Wiatru...


Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki