FANDOM


Życie na Mobiusie mijało bardzo dobrze. Zatrzymywaliśmy naszego Eggmana, który jak zawsze, gdy był blisko swego celu, pojawialiśmy się my i doktorek zostawał pokonany. Nigdy bym nie pomyślała, że Eggman wpadnie na coś, co kompletnie zagrozi Mobiusowi i mojej rodzinnej planety - Ziemi. Jednak jego plan spowodował, że zagroził i sobie... A dokładniej pojawił on. Black Death. Pochodzący z Czarnej Mgły demon zapragnął zniszczyć Ziemian i Mobian. Moja przyjaciółka-lisica miała w tym momencie trudny wybór. Wybrać przyjaciół czy też wypełnić swoją zemstę. Nastał trudny czas...


Rozdział Pierwszy: Herbata nigdy nie jest zła.Edytuj

- Jeszcze czego?! Bezczelnie zaprasza nas na to całe Przyjęcie Herbaciane!

- Ale Mysiu, spokojnie.

Nie dziwiłam się, że Kaito się zdenerwował... A! I przy okazji, cześć ponownie! Trochę minęło czasu odkąd, gdy zamieszkałam na stałe na Mobiuse, he he. Dla zapominalskich przypomnę jak się nazywam. A zatem, jestem Lisica Zuza, Wybranka Wiatru, Nadzieja Nomadów Wiatru. Tak naprawdę pochodzę z Ziemi, planety ludzi (byłam człowiekiem), a dokładniej z Polski. To tyle jeżeli chodzi o przypomnienie, hehehehe... Jeju, co ja gadam? Czo ta Zuza, haha! No dobrze, wróćmy do rzeczywistości. Mój chłopak zdenerwował się, ponieważ jego (także i mój) wróg czy tam rywal zaprosił nas na Przyjęcie Herbaciane. Dziwne, jesteśmy jego wrogami, a nas zaprasza, doprawdy to jest dziwny lis...

- Jak mam być spokojny? Wiesz doskonale jakie mam o zdanie o nim. - odpowiedział wkurzony Kaito.

- Wiem, ale może się z nim pogodzimy?

- Możesz o tym tylko pomarzyć.

- Ech... Dopisał, że mamy się ubrać w jakieś Steam Punk'owe ubrania, będzie trzeba kupić.

- Serio chcesz tam iść? Jak już to ze mną.

- No pewnie, że z tobą! No chyba, że mam iść sama...

- Liseł, nie mów tak.

- No!

Po tym się pocałowaliśmy czule. Jeju, Kaito świetnie całuje, yay! Zabraliśmy pieniądze i poszliśmy kupić te specjalne ciuchy, w których trzeba iść na to przyjęcie. No i poszliśmy do sklepu, wybieranie tych ubrań trwało z pół godziny (nigdy więcej nie idę do sklepu). Wróciliśmy i poszliśmy się przebrać. Miałam na sobie granatową bluzę z brązem na brzuchu, białe rękawiczki, czarny cylinder (czy coś takiego), czarne rajstopy w szare paski oraz brązowe kozaki do kolan na niskim obcasie. Natomiast Kaito ubrał się w białą koszulę, czarny płaszcz, czarny krawat, brązowe rękawiczki, czarne spodnie oraz brązowe buty. Wyglądał lepiej niż ja, heh.

- Zuzu, jesteś pewna, że chcesz tam iść?

- T-tak. - odpowiedziałam niepewnie.

No cóż, wyszliśmy z domu i szliśmy na to przyjęcie, ciekawe kto tam jeszcze będzie.

Tymczasem Marcel gadał z Adą, mówili o mnie i o mojej mysi.

- Naprawdę ich zaprosiłeś? Yay, Zuzeł przyjdzie! - powiedziała z radością Ada.

- I to z Kaito. - odpowiedział sucho Marceli.

- O co ci chodzi? Oni są taką słodką parą, że rzygam tęczą! - powiedziała Ada, robiąc słodką minę.

Minęło z dwadzieścia minut, a ja z Kaito jeszcze nie przybyłam, Ada zaczynała się robić niecierpliwa.

- No gdzie oni są? Spóźniają się.

- Przyjdą. - odpowiedziała jej Amelia.

- Czekajcie, jakiś list do nas leci. - powiedział Marceli, łapiąc list.

Lis otworzył i czytał treść listu. Gdy przeczytał, zwrócił się do Ady.

- Muszę cię czymś zaskoczyć.

- Mów.

- Zuza i Kaito nie przyjdą, mają ważne sprawy do załatwienia.

- No nie, czemu! - odpowiedziała Ada - A mieli przyjść...

Tymczasem u mnie i Kaito: cały czas myślałam, czy list dotarł czy nie. Kaito nie wiedział, co napisałam.

- Zuzu, powiedz mi, do kogo napisałaś i w jakim celu?

- Do Marcela. - odpowiedziałam - Powiedziałam, że mamy ważne rzeczy do zrobienia.

- To znaczy, że...

- Ten dzień spędzamy tylko we dwójkę.

- Kocham cię. - powiedział, tuląc mnie mocno.

- Ja ciebie też. - odpowiedziałam, odwzajemniając tulasa - To może pójdziemy do jakieś kawiarni napić herbaty?

- Pewnie! Ewentualnie kakao.

- Yay! Tylko wróćmy do domu i ubierzmy się w nasze rzeczy. - powiedziałam, zaśmiewając się.

- Tak. - zaśmiał się Kaito.

Tak jak powiedziałam, tak też zrobiliśmy. Wróciliśmy, ubraliśmy się w swoje rzeczy i poszliśmy na herbatę (ja na kakao, ja kocham kakao). Potem gdy skończyliśmy pić, poszliśmy do naszego ulubionego miejsca, do miejsca, gdzie Kaito wyznał mi swoje uczucia. Bawiliśmy się turlaliśmy się jak małe dzieci, hihi. No i się całowaliśmy.

- Mysiu, wiesz, że kocham? - zapytałam się słodko.

- No wiem, liseł. - odpowiedział, całując mnie.

Całe popołudnie spędziliśmy na tej łące. Ach, chciałabym aby ta chwila wiecznie trwała, no ale wszystko co dobrze, musi się kiedyś skończyć. Dochodziła szesnasta.

- Wracajmy już. - powiedział Kaito.

- Tak. - zgodziłam się, kiwając głową.

Rozdział Drugi: Szare niebo... to zły znak. Edytuj

Wstaliśmy z trawy i poszliśmy do domu. Po drodze spotkaliśmy moją najlepszą przyjaciółkę - Rose. Wyglądała na czymś zmartwioną.

- Ohayo, nesa! (Z języka japońskiego: Cześć siostro!) - zawołałam w jej stronę, podbiegając do niej.

- Cześć, Zuza... - odpowiedziała sucho.

- Gadaj co się dzieje, bo inaczej mam focha.

- Ehhhhhh, co by tu mówić... W ogóle mam zły humor...

- Ojojoj. Chodź na tulasa. - powiedziałam tulając ją.

Nagle niebo stało się szare, zniknęły chmury, to nie był dobry znak. I miałam rację, pojawił się statek w kształcie jaja. Doskonale wiedziałam, kto to jest.

- Eggman!

- Znowu on?! - zapytał Kaito.

- Jak widzisz, tak. - odpowiedziała Rose.

Podleciał do sam doktor na małym kapsule, czy co tam. Tradycyjnie się śmiał jak Święty Mikołaj. Dosłownie.

- Hohohohohohohoho! Znów się spotykamy! - zaśmiał się Eggman.

- Czego znowu chcesz?!

- Chcę znów osiągnąć ten sam cel, po tym jak mnie pokonaliście opracowałem lepszy plan!

- Który i tak legnie w gruzach. - dodałam.

- Ty bądź cicho, lisie. Przegrałem przez Ciebie!

- I się cieszę.

- Nie myślcie sobie, że mnie tak łatwo pokonacie. Wraz z pomocą mojego nowego sojusznika tym razem będę niepokanany!

Po tych słowach nagle na niebo zrobiła się czarna dziura, wyskakiwały z niej... wojownicze demony, demoniczni magowie, wszystko związane z demonem. Aramia demonów zaczęła atakować miasto, mieszkańcy przerażeni uciekali gdzie tylko się dało. Nasza trójka była wystraszona, musiałam przyznać rację Eggmanowi, tym razem będzie trudniej niż poprzednim razem.

- EGGMAN, TY GNOJU!

- Nie martwcie się o mnie! - odleciał doktorek.

Gdy Edzio odleciał, ja, Kaito i Rose biegliśmy chociaż powstrzymać część demonów. Walka z nimi trwała godzinę. Odniosłam jakieś tam rany, ale to nic poważnego, na szczęście. Walka z nimi jest trudna, musieli przechodzić ciężki trening, skoro bardzo dobrze walczą. Po tym wszystkim, wróciliśmy najszybciej jak się dało wrócić do domu. Musieli zrobić naradę.

Rozdział Trzeci: Wróg, który jest Demonem Śmierci.Edytuj

Szybko dotarliśmy do domu, Sonic i reszta przyjaciół czekała nas. Mogłam się tego spodziewać, w końcu tym razem narada dotyczyła bardzo ciężkiej kwestii.

- Może ktoś mi powiedzieć co to były za potwory?! - zapytał wkurzony Knuckles.

- To były demony, ledwo daliśmy im radę! - odpowiedziałam.

- Skąd Eggman je wytrzaskał?

- Nie mam bladego pojęcia, ale wiem, że trzeba powstrzymać Edzia i jego nową armię!

- Racja. - zgodził się ze mną Kaito, po czym zwrócił się do Rose - Rose, zauważyłem, że w niektóre demony nie walczyły z tobą.

- Właśnie. - powiedziała Rose - Sama nie wiem tylko dlaczego. Ale w pewnych moment czułam, jakby miała z nimi... jakąś więź.

- Więź?

- Tak. Czułam, jakbym była z nimi powiązana... tylko nie wiem dlaczego...

To dość było dziwne. Rose powiązana z demonami? Ona nie wygląda na taką demoniczną lisicę na pierwszy rzut oka, przynajmniej odnoszę takie wrażenie. Nagle Amy krzyczała, była wystraszona.

- Co to za dziwaczna postać?!

Ja i moi przyjaciele wyszliśmy na dwór, to co widzieliśmy... było mroczne (dla mnie rzecz jasna). Była to jakaś zakapturzona postać, mniej więcej wzrostu Sonica, był ubrany w czarne ubrania, jak kosarz śmierci. Jego oczy ostrego łuku były bez źrenic, całe białe. Z rękaw wystawały ręce szkieletora. Co to do jasnej cholery jest?!

- Hej ty! - krzyknął do niego Shadow.

- Nie żaden ty, głupcze. - odpowiedziała postać mrocznym wielogłosem.

- Czy te demony to twoja sprawka?!

- Mówisz o mej armii.

- Kim jesteś?! - zapytałam się.

- Jam jest Demon Śmierci, Cierpienia, jam jest Black Death!

Black Death... już to słyszałam... No tak! Duchy opowiadały mi o nim, że to on przyczynił się do zniszczenia plemienia Nomadów Wiatru! Wiedziałam tylko jedno, że muszę zemścić za to co zrobił plemieniu (w końcu byłam ich reprezentantką).

- Znam cię! Zniszczyłeś plemię Nomadów Wiatru trzynaście lat temu! - krzyknęłam do niego.

- A skąd to wiesz...?

- Jestem Zuza, Wybranka Wiatru, Nadzieja Nomadów Wiatru!

- Czyli ktoś jednak przeżył... NA NIĄ!

Wtem rzuciły się na mnie demoniczni wojownicy, ale ich atak został odparty przez moich przyjaciół.

- UCIEKAJ, NATYCHMIAST! - krzyknął do mnie Kaito.

Zrobiłam to, co mi kazał. Uciekałam najszybciej jak mogłam, najdalej jak mogłam. Nagle jakaś kobieta złapała mnie za szyję, uniosła mnie. Kotka miała oczy bez źrenic, cała czarna (tylko brzuszek był biały). Była ubrana tylko w czarną przepaskę i czarne sandały. Byłam przerażona.

- Oddaj się ciemności... Lub w niej zgiń... - powiedziała mrocznym głosem.

Po chwili kotka puściła mnie i zniknęła. Wystraszyłam się i zdziwiłam. Oddać się ciemności? Co ona miała na myśli? Poddać się? Nie wiem. Wiem tylko tyle, że ta tajemnicza postać mnie nie lubi.

Rozdział Czwarty: Siostrzyczko...Edytuj

Po tym całym zdarzeniu, jakie miało miejsce przed chwilą postanowiłam wrócić do moich przyjaciół. Wszyscy byli cali, na szczęście. Coś mnie jednak dręczyło, dlaczego Black Death chciał śmierci całego plemienia Nomadów Wiatru, co oni mu takiego zrobili, że chciał mnie i ich się pozbyć. Odpowiedź na to pytanie będzie musiało bardzo długo czekać.

Ja i moi przyjaciele wróciliśmy do domu, postanowiliśmy odpocząć i coś zjeść. Milczenie jakie było między nami postanowiła przełamać Rose.

- Ten nowy sojusznik Eggmana jest... przerażający...

- Racja, Demon Śmierci to poważna sprawa. - zgodził się z nią Kaito - Tylko teraz pomyśleć jak i tego Death'a pokonać.

Pokonać... Nie przepadałam za tym słowem, jakoś czułam do niej odrazę, ale niestety czasami musi być użyte do różnych sytuacji. Wait, co ja właśnie powiedziałam? Zresztą nieważne, nie czas na głupoty, w końcu teraz panuje chaos i trzeba powstrzymać jajeczko i demony. Po długiej rozmowie Rose postanowiła wyjść i wytropić kolejne demony. Nie powstrzymywałam jej, po prostu nie chciało mi się po prostu nie miałam ochoty na zatrzymanie jej.

Po jakimś czasie czarna lisica dotarła do parku, nadal panował chaos. Rose czuła, że nie jest sama, że jakiś demon na nią czai. Wtem nagle z krzaków pojawiła się lisica, której futro było w kolorach włosów Rose. Była zaskakująco do niej podobna, ta sama fryzura... Oczy tej lisicy były czarne. Była ubrana w kilka czarnych pasków w górnej części, czerwoną opaskę, czarne rękawice z czerwonymi paskami, czerwoną spódnicę oraz czarne buty do kolan, również z czerwonymi paskami.

- Kto ty?! - zapytała się zdziwiona Rose.

- Dawno się nie widziałyśmy, nie pamiętasz mnie? - O czym ty mówisz?

- To ja, Blood, twoja siostra bliźniaczka.

- Ja nie mam bliźniaczki...

- Dobry żart, siostrzyczko. Musimy wracać do naszego ojca. - powiedziała Blood.

- Do naszego ojca...?

- Do Black Deatha, naprawdę nie pamiętasz?

Rose była zszokowana, nie wiedziała co o tym myśleć. Po chwili lisica się wkurzyła, wykrzyknęła, że Blood nie jest jej siostrą i ją zaatakowała. Po kilku minutach czerwona lisica uciekła, mówiąc, że to jeszcze nie koniec. Rose była nadal zszokowana.

- Black Death moim ojcem...? O co tu wszystko chodzi...?

Rozdział Piąty: Kolejne spotkanieEdytuj

Tymczasem ja z Kaito wracałam do jego domu, czułam się niepewnie. W mieście zapanował chaos i nieporządek, część złodziei wykorzystała to. Czułam, że ta tajemnicza kotka mnie obserwuje i czyha cię na mnie, nie było to dla mnie miłe. Po jakimś czasie doszliśmy do niego, weszliśmy i postanowiliśmy, że zostanę z nim tu na jedną noc. Kaito zauważył, że myślę jeszcze nad czymś.

- Zuza, co się dzieje? Coś ci się stało?

- Jakaś kotka mnie zaatakowała. Miała oczy bez źrenic, zupełnie białe. Była tylko w odcieniach czerni. Powiedziała, żebym oddała się ciemności lub w niej zginęła.

- Myślisz, że to groźba ze strony Black Deatha? - zapytał się Kaito.

- Jest taka opcja. W końcu jestem związana z Nomadami Wiatrów, a on chce ich całkowicie zniszczyć.

Nagle do domu niespodziewanie przyszła Rose. Była czymś zdenerwowana, patrzyła się na nas dość neutralnie, jakbyśmy byli jej obojętni.

- Rose, co się stało? - zapytałam się Lisicy.

- Nic, naprawdę nic. - odpowiedziała Rose - Mogę u was zostać?

- Jasne, nie ma problemu. - odpowiedział Jeż.

Była już późna godzina, więc poszliśmy powoli spać. Ja nie do końca, musiałam spotkać z Duchami, muszą mi dać rady i wskazówki, by pokonać nowego wroga. W końcu oni pierwsi mieli do czynienia z Demonem Śmierci.

Trzydzieści sekund później "przeniosłam się" do naszego miejsca spotkania, Duchy czekały na mnie.

- Witaj ponownie, Zuzanno, Wybranko Wiatru. - przywitał mnie Duch Mężczyzny Mnicha.

- No cześć, duchy. Ze pewnie wiecie z jaką sprawą do was przychodzę, prawda?

- Tak, wiemy co się wydarzyło.

- I chyba raczycie dać mi... znaczy nam pomoc lub też wskazówki, prawda?

- To prawda, powinniśmy. - odpowiedział Duch Starca.

- Ale jest coś, co was blokuje, nie mylę się?

- Częściowo się mylisz.

Częściowo powiedział... To znaczy, że stwierdzili, że niektóre fakty powinny mi być znane. Fakty, które przedtem nie mogły być dla mnie dostępne. Choć nie domyślałam się jakie, wiedziałam, że część będzie mi znana.

- W tak razie słucham, powiedziecie to, co teraz mogę wiedzieć. - powiedziałam dość sucho.

- Gdy zdobędziesz lepszą wprawę w naszym żywiole, będziesz mogła leczyć rany, twoja moc będzie wciąż rosła, a jak ci się to uda, będziesz potrafiła to, co tylko nieliczni Nomadowie potrafią.

- A tak dokładniej?

- Czytanie wspomnień. - odpowiedział Duch Kobiety - Może wydać dla ciebie to śmieszne, lecz jest to dość przydatna umiejętność.

- No okej, rozumiem, nie śmieję się z tego, och. - odpowiedziałam.

- Najsłabszym punktem armii Demona Śmierci jest... a raczej są okolice serca i szyi. Pamiętaj również, że czai na ciebie Loara Mirlinn.

- Loara? Kto to jest?

- Demon porywał część naszych, a potem ich zabijał bądź też torturował do wykończenia psychicznego. Wyjątek stanowiła ona, Loara Mirlinn. Mimo, że miała zaledwie roczek, on widział w niej potężną istotę, więc ją opętał.

- Spotkałam ją. Powiedziała, żebym oddała się ciemności lub w niej zginęła.

- Biedna Loara... Wybacz Zuzanno, musimy zakończyć nasze spotkanie. Zbliża się u ciebie nowy dzień.

- To cześć.

Mieli racje, był u mnie nowy dzień. I jak zwykle, ogarnęłam się. Nie chcę ciągle mówić, że zrobiłam to i to, męczące to jest. Gdy zeszłam na dół do salonu, była tam reszta moich przyjaciół, dyskutowali co i jak. Nagle przez okno wleciał jakiś troll czy coś tam. Miał na głowie coś w stylu rogów, miał żółte oczy, nosił pasek z literą m, białe rękawiczki i czerwone buty.

- Bokkun! - krzyknął Sonic.

- Boku no Pico?

Wszyscy patrzyli się na z zdziwieniem, jak to powiedziałam. Nie wiedzieli co miałam na myśli, i chyba nawet dobrze, bo jakby się dowiedzieli, dostaliby atak serca, szczególnie faceci. W każdym bądź razie, walnęłam klapę.

- Czego chcesz?! - powiedział Knuckles.

- Mam wiadomość od Dr. Eggmana. - powiedział Bokkun, po czym wyjął z torby jakiś telewizor.

Bokkun nacisnął na jakieś przyciski, ekran się włączył, a na niej był nie kto inny jak Edzio... a za nim był Black Death.

- Informuje was, że wraz z moim nowym przyjacielem mamy zamiar was tak pokonać, że będzie nas prosić o litość! Nie jesteście wraz z naszą armią nas pokonać! HOHOHOHOHOHOHOHOHOHO!

- A ty, Nomadko Wiatru, wkrótce i Ciebie spotka zniszczenie. Zniszczę ciebie i resztę twojego plemienia... Szykuj się na twoje ostatnie godziny życia...

Ekran się wyłączył po słowach Demona, doskonale wiedziałam, że walka z nim będzie cholernie trudna...

- Uwaga uwaga, wybuch nastąpi za pięć sekund. - powiedział Bokkun, po czym zniknął.

No jeszcze lepiej, teraz zwiać przed wybuchem, a potem wyjść i znów walczyć.

Rozdział Szósty: Nowi sojusznicy.Edytuj

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.

Więcej z Fandomu

Losowa wiki